Fabrizio Pedroni, właściciel włoskiej fabryki urządzeń grzewczych, w sierpniu wysłał załogę na urlop, a pod jej nieobecność przeniósł produkcję z północy kraju do Polski. Wieść o przeprowadzce dotarła do pracowników Firem za późno, by zdążyli podjąć jakiekolwiek kroki. Decyzja wywołała we Włoszech wiele kontrowersji i wciąż nie wiadomo, jaki będzie los robotników. Przeniesienie firmy jest symptomatyczne dla sytuacji Włoch, które nadal borykają się z recesją, mimo wzrostu gospodarczego w większości członków strefy euro. Kraj plasuje się na 128. miejscu w rankingu płac i produktywności Światowego Forum Ekonomicznego, natomiast Polska zajmuje miejsce 39.

Pedroni wyjaśnił, że gdyby ogłosił swoją decyzję, pracownicy uniemożliwiliby przeprowadzkę, a on walczy o przetrwanie firmy, które we Włoszech nie byłoby możliwe. Inne włoskie przedsiębiorstwa również przenoszą przynajmniej część produkcji za granicę, żeby zmniejszyć koszty. Indesit ogłosił w czerwcu redukcję 1400 etatów z powodu przeniesienia fabryk do Polski i Turcji, a Fiat już zatrudnia 4 tys. osób w Tychach.

>>> Czytaj również: Fiat w Polsce: Co przywiezie nowy szef polskiego Fiata

Carlo Alberto Carnevale Maffe, wykładowca strategii biznesu Uniwersytetu Bocconi w Mediolanie, tłumaczy, że choć ruch Pedroniego bezpowrotnie zniszczył jego relacje z pracownikami, właściciel mógł nie widzieć innego wyjścia – podobne firmy we Włoszech ponoszą straty od co najmniej 5 lat. Obroty Firem w ub. roku wyniosły 3 mln euro, jednak od 2008 r. firma nie odnotowała zysków.

„Pokątny” ruch Pedroniego skrytykował Matteo Richetti, polityk włoskiej Partii Demokratycznej. Nawołuje on rząd do poruszenia kwestii Firem w parlamencie, jednak zdolność państwa włoskiego do pomocy przedsiębiorstwom w trudnej sytuacji jest mocno ograniczona. Z jednej strony przez dług publiczny, który ma przekroczyć 130 proc. PKB, a z drugiej – przez polityczne przepychanki wewnątrz rządu i parlamentu.

Największy włoski związek zawodowy CGIL apeluje, by Firem znalezło inne rozwiązanie. „Sposobem na wyjście z kryzysu nie może być zubożenie rodzimej produkcji przemysłowej w imię cięcia kosztów” - brzmi stanowisko związku. Pedroni odpowiada, że oznaczałoby to dla Firem katastrofę. – Nie chcę zarabiać więcej, chcę tylko, żeby firma znów zaczęła przynosić zyski – broni się przedsiębiorca. W tym tygodniu otworzył on polską fabrykę, w której zatrudnia pięciu zaufanych włoskich pracowników. We Włoszech firma nadal istnieje na papierze, zatrudniając 10 osób.

>>> Polecamy: Bez fabryk nie ma bogactwa: Nowa rewolucja przemysłowa

Według raportu stowarzyszenia małych przedsiębiorstw CGIA, w ciągu ostatnich 10 lat ok. 27 tys. włoskich firm o rocznych obrotach powyżej 2,5 mln euro przeniosło produkcję za granicę. Dane włoskiego Instytutu Handlu Zagranicznego ICE pokazują, że w samym 2011 r. w Polsce działało 737 przedsiębiorstw kontrolowanych przez Włochów, które zatrudniały łącznie ponad 67 tys. pracowników.

Podczas gdy gospodarka Włoch zwalnia o 1,8 proc (dane z sondażu przeprowadzonego przez agencję Bloomberg), prognoza dla Polski to wzrost o 1,1 proc. w 2013 r.

– Wiele osób gratulowało mi słusznej decyzji i odwagi – mówi Perdoni. – Nie ja pierwszy podjąłem taką decyzję i na pewno nie będę ostatni.