Wczoraj rządowa "Rossijskaja Gazieta" poinformowała w internecie o kolejnych zastrzeżeniach rosyjskich służb fitosanitarnych, tym razem do naszych warzyw i owoców.
Właściciel prywatnej firmy z Radzynia Podlaskiego, rolnik i doświadczony eksporter, odnosi tak wielkie sukcesy, że został zaproszony na sejmowe spotkanie z wicepremierem Piechocińskim i ministrem rolnictwa Kalembą. Jego zdaniem, w praktyce warunki handlu z Rosją jest trudno przewidzieć i to zmusza do otwarcia na świat. "Brali, albo nie brali, a samochody miesiąc stały na granicy, zacząłem więc handel z Afryką, Brazylią i Chinami, i sprzedajemy wszystko", powiedział Informacyjnej Agencji Radiowej. Podkreślił, że eksport firmy rośnie 200 proc. rocznie. Teraz planuje wybudować własną chłodnię w Angoli ponieważ tam - według jego słów - "nawet na chlebie razowym można zarobić nie w centach a w euro". 

Henryk Hałajko zauważył, że eksportowana przez niego żywność niejednokrotnie trafia na Wschód, choć okrężną drogą. Ma na przykład świadomość, że Mołdawianie nie są w stanie zjeść miliona puszek konserw mięsnych, które do tego niewielkiego kraju miesięcznie eksportuje. Nie zdziwiło go więc, kiedy na wystawie Ekspo w Rostowie nad Donem Ukraińcy powiedzieli: mamy te konserwy u siebie.

Według Agencji Rynku Rolnego, największym odbiorcą polskich towarów rolno-spożywczych jest tradycyjnie Unia Europejska, szczególnie Niemcy. Procentowo eksport w tym kierunku w ciągu ostatnich 18 miesięcy jednak nieznacznie osłabł - w granicach półtora punktu procentowego - na rzecz eksportu do Wspólnoty Niepodległych Państw, w tym głównie Rosji.

Według tego samego źródła, dynamicznie rośnie eksport polskich produktów żywnościowych do krajów arabskich, między innymi do Libii - 4,5-krotny wzrost , Jemenu - ponad 2-krotny wzrost, Arabii Saudyjskiej i Syrii - wzrost o prawie 80 proc., oraz do Zjednoczonych Emiratów Arabskich - o ponad 60 proc.

>>> Czytaj też: Afera z wieprzowiną: podejrzany transport pod lupą inspektorów