W zestawieniu najbardziej krwawych konfliktów XXI wieku Syria plasuje się bardzo wysoko. Przywódcy syryjskiego powstania są pewni, że w ciągu kilku dni Zachód wesprze ich w walce z prezydentem Baszarem al-Asadem.

Konflikt nabrał przyspieszenia od ubiegłej środy, gdy siły lojalistów – jak twierdzi opozycja – zaatakowały przy użyciu gazów bojowych Ghutę i Muadamiję pod Damaszkiem, w wyniku czego zginęło od 355 do nawet 1,3 tys. osób. Choć obecni na miejscu inspektorzy ONZ nie wydali jeszcze ostatecznego werdyktu, czy ofiary zmarły faktycznie w wyniku ataku przy użyciu broni masowego rażenia, a jeśli tak, kto się tego dopuścił, sekretarz stanu USA John Kerry już mówi o niepodważalnych dowodach na użycie broni chemicznej przez Damaszek.

>>> Czytaj również: USA: Syria użyła broni chemicznej. Rosja: nie ma na to dowodów

– Administracja USA musi podjąć decyzję, czy jej celem jest ukaranie reżimu, czy też zmiana równowagi sił w Syrii – oświadczył z kolei w rozmowie z Reutersem były doradca Białego Domu ds. Bliskiego Wschodu Dennis Ross. Większość ekspertów stawia na ten pierwszy cel. Z kolei premier Wielkiej Brytanii David Cameron skrócił parlamentarne wakacje, by w czwartek przedyskutować sprawę Syrii. Oficjele w Londynie mówią o proporcjonalnej odpowiedzi na atak chemiczny. W grę wchodzi najpewniej akcja lotnictwa.

Wojna domowa na Bliskim Wschodzie pochłonęła już 105 tys. ofiar śmiertelnych. Innymi słowy, według obliczeń DGP, to trzeci najbardziej krwawy konflikt XXI w. Więcej istnień ludzkich pochłonęły dwie wojny w Afryce. 3 mln ofiar, czyli 1,7 tys. dziennie, przyniósł konflikt w Demokratycznej Republice Konga. 300 tys. albo 188 na dobę zginęło w Liberii. Dużo ofiar pochłonęły też masakry w Iraku i Somalii, jednak trwały one znacznie dłużej niż konflikt syryjski i w sumie przemoc była w ich trakcie mniej intensywna. Mimo to konflikt w kraju Asada wciąż trudno porównać do największych wojen ubiegłego stulecia. W II wojnie światowej dziennie ginęło 234 razy więcej ludzi, podczas wojny w Korei – 9-krotnie więcej.

Choć Rada Bezpieczeństwa ONZ jest podzielona w sprawie oceny wydarzeń w Syrii, USA i Wielka Brytania mogą bez jej zgody włączyć się do wojny po stronie opozycji.

Szef umiarkowanej części syryjskiej opozycji Ahmad Dżarba spotkał się w Stambule z wysłannikami 11 państw zwanych Grupą Przyjaciół Syrii. Po spotkaniu do mediów przedostała się informacja, że dowódcy rebelii są niemal pewni, iż w ciągu najbliższych dni Zachód militarnie ukarze prezydenta Baszara al-Asada, którego podejrzewa o zabicie kilkuset cywilów za pomocą gazów bojowych. Z kolei w graniczącej z Syrią Jordanii odbyła się narada dowódców państw USA, Europy i sprzymierzonych z nimi krajów Bliskiego Wschodu. Reuters wprost określił ją mianem narady wojennej.

>>> Polecamy: Brzeziński: uderzająca gorliwość Francji i Wielkiej Brytanii do interwencji w Syrii