Polska może się stać wkrótce jednym z pierwszych krajów na świecie, który potrafił przeciwstawić się duopolowi międzynarodowych organizacji płatniczych i administracyjnie uregulował prowizje na rynku kart płatniczych. Przy okazji możemy wyznaczyć kierunek, w którym pójdzie Europa. Nie byłoby to jednak możliwe, gdyby nie działania Fundacji Rozwoju Obrotu Bezgotówkowego, na której czele niemal od początku stoi Robert Łaniewski.

Człowiek orkiestra

Trafił do fundacji w 2012 r. z Lotosu, w którym spędził kilkanaście lat na różnych stanowiskach. Był m.in. dyrektorem finansowym i pełnomocnikiem zarządu do spraw projektów strategicznych. I na własnej skórze doświadczył, jak bolesne mogą być wysokie koszty obsługi transakcji kartami. Spółki paliwowe, obok wielkich sieci handlowych, należą bowiem do największych płatników prowizji interchange, pobieranej od płatności plastikami. Konieczność obniżenia tej opłaty Łaniewski uczynił więc pierwszym celem kierowanej przez siebie fundacji.

>>> Czytaj też: Visa oskarża MasterCard o zmowę cenową

FROB, która powstała dopiero pod koniec 2011 r., za sprawą Łaniewskiego szybko stała się ważnym uczestnikiem debaty na temat rynku finansowego w Polsce. Na pewno nie byłoby to możliwe, gdyby nie wielki biznes, jaki za nią stoi, a więc potężne koncerny paliwowe, sieci hipermarketów i hoteli. Wcześniej lobbowały za obniżeniem interchange w pojedynkę i nigdy nie przyniosło to rezultatów.

Przez kilkanaście lat nic nie udało się zrobić z prowizjami wywindowanymi do poziomów niespotykanych praktycznie nigdzie na świecie. I wydawało się, że tak zostanie. Nawet zaangażowanie się w sprawę NBP nie przyniosło pożądanych rezultatów, bo MasterCard storpedował kompromisowe rozwiązanie wypracowane pod auspicjami banku centralnego.

Łaniewski, którego skuteczność i siłę perswazji doceniają partnerzy i biznesowi rywale, licznymi badaniami, sondażami i analizami realizowanymi w ramach fundacji dowodził, że główną przyczyną słabego rozwoju obrotu bezgotówkowego w naszym kraju są wysokie koszty obsługi transakcji kartami. Wśród uczestników rynku zyskał sobie nawet opinię człowieka orkiestry, ale wiele osób z branży przyznaje, że w dużej mierze właśnie dzięki niemu temat interchange stał się głośny, a do opinii publicznej zaczęło docierać, że w dziedzinie płatności bezgotówkowych jesteśmy zacofani.

>>> Czytaj również: Płatności mobilne: karta Polcard może wrócić na polski rynek

Lokalna organizacja

Argumenty prezesa FROB zaczęły być słyszane przez polityków. W rezultacie tej kampanii powstał projekt ustawy, obniżający prowizję interchange do poziomu niższego od średniej europejskiej i wiele wskazuje na to, że zostanie przyjęty na trwającym obecnie posiedzeniu Sejmu. Oczekują tego nie tylko właściciele sklepów i punktów usługowych, którzy za przyjemność przyjmowania kart płacą 1,5 mld zł rocznie. Nieoficjalnie mówi się, że polskim parlamentarzystom kibicuje też Komisja Europejska, która pracuje nad dyrektywą regulującą interchange we wszystkich państwach członkowskich. Polski przykład może jej te prace ułatwić.

Co dalej? Łaniewski uważa, że wadą polskiego rynku jest brak lokalnej organizacji płatniczej, która mogłaby być alternatywą dla MasterCarda i Visy, a system mobilny, taki jak IKO, nie stanie się nią, jeżeli nie będzie wyposażony w inne funkcje niż same płatności. Być może stworzenie prawdziwej konkurencji dla duopolu międzynarodowych gigantów płatniczych stanie się celem kolejnej kampanii Łaniewskiego i FROB.