Według nich, władze w Damaszku rozpoczęły tajny program broni chemicznej kilkadziesiąt lat temu. Był on wymierzony w Izrael, z którym Syria przegrała wcześniej trzy wojny - w 1967, 1973 i 1982 roku. Reżim Baszara al-Assada dał zresztą do zrozumienia, że w obliczu zagrożenia interwencją wojskową państw zachodnich, może zaatakować państwo izraelskie.

Według amerykańskich ekspertów z James Martin Center for Nonproliferation Studies, zajmującego się zwalczaniem broni masowego rażenia, Syria nie ma zaawansowanych technologii, pozwalających na opracowanie własnego programu zbrojeń, polega jednak w dużym stopniu na pomocy swoich sojuszników. Kraj ten jest także w stanie produkować broń chemiczną domowymi sposobami. Dzięki pomocy sojuszników Syria zgromadziła przez dziesięciolecia jeden z największych arsenałów broni chemicznej na świecie. 

>>> Czytaj też: Amerykański wywiad potwierdza: Assad użył broni chemicznej w Syrii

Międzynarodowy atak na Syrię wydaje się być tylko kwestią czasu. Stany Zjednoczone twierdzą, że są gotowe do uderzenia, a Wielka Brytania ma jeszcze dzisiaj złożyć w ONZ-cie projekt odpowiedniej rezolucji. Pomysł interwencji krytykuje między innymi Iran, który zwraca uwagę, że atak może wywołać katastrofę w tym regionie świata.

Impulsem do rozważania interwencji był zeszłotygodniowy atak gazowy pod Damaszkiem, w którym śmierć poniosło przeszło 300 osób. Według sił opozycyjnych, mogło zginąć nawet 1300 ludzi. W internecie publikowane były zdjęcia i filmy przedstawiające ofiary. Bojownicy oskarżają o użycie trującego gazu wojska rządowe, reżim Baszara al-Asada zaprzecza jednak, jakoby użył broni chemicznej przeciw rebeliantom.

Na fali międzynarodowej krytyki władze w Damaszku zgodziły się na wizytę w Syrii specjalistów ONZ, którzy badają okoliczności tych wydarzeń.

>>> Czytaj też: Jak wojna w Syrii zmieniła gospodarkę kraju