Firmy pożyczkowe w Polsce tworzą rynek szacowany nawet na 4 mld zł i wypełniają lukę, którą nie jest zainteresowany sektor bankowy, ale cierpią na kojarzeniu ich z parabankami, od których różnią się tym, że nie zbierają depozytów i nie przerzucają ryzyka na klientów. Dla lepszego funkcjonowania całego rynku, firmy te deklarowały podczas debaty eksperckiej agencji ISBnews, że zgadzają się z planami wprowadzenia rejestru przedsiębiorstw z branży, choć mają zastrzeżenia co do stopnia zaawansowania proponowanych podczas spotkania rozwiązań regulacyjnych, w tym określenia maksymalnych kosztów pożyczki. 

Pełna zgoda wśród biorących udział w debacie przedstawicieli firm pożyczkowych, regulatorów, polityków i niezależnych ekspertów była w jednej kwestii: potrzeby edukacji i to już od najmłodszych lat.

Firmy pożyczkowe a parabanki

Firmy pożyczkowe są elementem rynku finansowego, uzupełniającym ofertę banków. Ich model działania jest podobny w każdym rozwiniętym kraju. Udzielając pożyczek krótkoterminowych (średnio na 30 dni), na niewielkie kwoty (średnio 200-2.500 zł) firmy wypełniają niszę nieatrakcyjną dla banków zainteresowanych głównie kredytami o wyższych kwotach (powyżej 8.000 zł), udzielanych na dłuższe okresy i spłacanych w ratach.

"Nasz rynek to 2,5-4 mld rocznie. Ale my, internetowi pożyczkodawcy, reprezentujemy 30-40% tego rynku. I dodam, że Polska jest w awangardzie pod względem technologicznym. Cierpimy jednak z powodu stereotypów o naszej branży" - powiedział prezes firmy Vivus.pl Loukas Notopoulos podczas debaty ISBnews.

Podkreślił, że to właśnie firmy internetowe zmieniają rynek. "Nasi klienci muszą mieć np. rachunek bankowy, na który przesyłamy pieniądze. Są młodzi, średnia poniżej 30 lat, bo muszą mieć dostęp do internetu" - dodał.

Obecnie branża firm pożyczkowych działa na podstawie Ustawy o kredycie konsumenckim i jest nadzorowana m.in. przez Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK). Firmy te udzielają pożyczek z kapitałów własnych (pieniędzy inwestorów) na podstawie ustawy o kredycie konsumenckim i nie podlegają nadzorowi Komisji Nadzoru Finansowego (KNF), ponieważ nie przyjmują depozytów od klientów i nie stwarzają ryzyka systemowego.

To różni je od parabanków, czyli firm, które łamiąc prawo przyjmują depozyty od klientów, obciążając je następnie ryzykiem. Firmy te naruszają Ustawę prawo bankowe (art. 171) i znajdują się na liście ostrzeżeń Komisji Nadzoru Finansowego. Według tegorocznych wypowiedzi Wojciecha Kwaśniaka, zastępcy Przewodniczącego KNF, nadzór taki nie jest potrzebny.

Powszechne niezrozumienie różnicy między firmami pożyczkowymi a parabankami prowadzi do oskarżeń pod adresem legalnie działających firm pożyczkowych. W ostatnich miesiącach pojawiły się pomysły na regulację sektora, pochodzące ze środowiska rządowego i od największej partii opozycyjnej.

Eksperci podkreślają jednak, że regulacje te powinny być inne niż w przypadku sektora bankowego ze względu na odmienną specyfikę tych rynków.

"Klasyczny rynek bankowy wymaga mocnego i systematyczniego monitorowania. Banki wymagają takiego nadzoru, bo obracają naszymi pieniędzmi, ich kapitał własny to zaledwie 10-20%, reszta - pochodzi od nas, klientów" - powiedziała podczas debaty główna ekonomistka PKPP Lewiatan Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek.

Poza tym, jak podkreśliła Alicja Kopeć z zarządu Provident Polska, "nie do końca wykorzystujemy te instrumenty prawne, które już istnieją".

Potrzeba rejestru i kontroli

"Popieram pomysł rejestracji, uregulowania, ale potem należy poczekać i zobaczyć efekty tych działań. Nie zmieni to bowiem automatycznie jakości usług takich firm, wymaga to bowiem zaplecza, a więc i odpowiedniego czasu na jego stworzrenie. Najpierw więc czas na analizy poczynionych kroków, a dopiero potem ewentualne kolejne kroki, w tym regulowanie cen i kosztów kredytów" - powiedziała Kopeć z Providenta.

Jak podkreślał prezes Związku Firm Pożyczkowych Jarosław Ryba, branża nie sprzeciwia się regulacjom, ale chce, by były one wdrażane mądrze. Ponadto, w ocenie ZFP branża ta jest w stanie sama się regulować, ale musi wcześniej stworzyć kodeks dobrych praktyk i kształtowaźć pozytywny wizerunek firm pożyczkowych. 

"Rejestr firm pożyczkowych, działających na terenie kraju jest potrzebny. Są to często firmy anonimowe i tym samym bezkarne. Dlatego właściwe jest ich kontrolowanie np. przez UOKiK. Można także rozważyć wymagania dotyczące określonych form prawnych np. aby były to spółki prawa handlowego, czyli formy transparentne. To wyeliminuje także nieuczciwe firmy, które wręcz stwarzają zagrożenie. Popieramy więc propozycje rządu, by kontrolować i winnych nadużyć potem karać" - powiedział Ryba.

Właśnie ze względu na znaczną liczbę małych, zatem trudnych do zweryfikowania firm pożyczkowych i tworzących niejako "szarą strefę", za wprowadzeniem rejestru opowiada się także Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek.

"Skupiłabym się na znalezieniu metody, jak eliminować nieuczciwych uczestników rynku, oraz informować, gdzie można znaleźć informacje o złych formach, może stworzenie call-centre z możliwością zdobycia informacji o rynku, o spółkach" - powiedziała ekonomistka Lewiatana. 

Według niej, takim urzędem mogłaby być Komisja Nadzoru Finansowego. "Chodzi bowiem nie tylko o rejestr, ale i sprawozdawczość finansową, którą KNF skontroluje i oszacuje wartość, prześledzi trendy panujące na tym rynku. Uzyskamy wówczas wiedzę o tej szarej dotąd strefie" - argumentowała Starczewska-Krzysztoszek.

Z kolei Witold Orłowski, główny doradca ekonomiczny w PwC i założyciel Niezależnego Ośrodka Badań Ekonomicznych (NOBE), "intuicyjnie" jako regulatora tego rynku widziałby UOKiK.

"Może to być dowolna instytucja, ale jasno określona i z pełnią kompetencji w jednych rękach, by ich rozsianie nie powtórzyło casusu Amber Gold. Intuicyjnie widzę tu rolę UOKiK-u, ale może to być każdy urząd, z pełnym mandatem, bez rozkładania kompetencji w kilku miejscach" - zaznaczył Orłowski.

Wiceprezes UOKiK Jarosław Król podkreślał podczas debaty, że Urząd dotychczas nie kontrolował segmentu firm pożyczkowych zbyt intensywnie - w tym roku przeprowadził dwie takie kontrole.W pierwszej skontorlowano reklamy firm pożyczkowych i w 37 kontrolowanych podmiotach stwierdzono 23 rodzaje nieprawidłowości. W drugiej brano pod uwagę 300 umów z klientami 30 podmiotrów i aż 207 z nich zawierało wprowadzające w błąd zapisy. 

"Chodziło o reklamy z hasłem 'pożyczka bez BIK, zabezpieczeń czy komornika - pożyczka bez badania. A tak w rzeczywistości nie było - w efekcie klient np.  płacił opłatę za rozpatrzenie wniosku, ale później sprawdzony pożyczki nie dostawał, a opłata manipulacyjna przepadła" - wyjaśnił Król.

Dodał, że kontrole wykazały np. że RSSO wyliczano błędnie na 90%, podczas gdy po dokładnym wyliczneiu wychodziło ponad 800%. "Ale nie powiemy stanowczo, że są to praktyki nieuczciwe. Przedsiębiorcy po kontrolach deklarują wyeliminowanie błędów" - skonkludował.

Propozycje regulacji - czy potrzebne?

Większość uczestników rynku zgadza się zatem na choćby częściową regulację rynku, ale wskazuje też solidarnie, że muszą one być wyważone - z jednej bowiem strony jest interes klienta, z drugiej zaś firmy, udzielające pożyczek, które nie chcą tracić pewnej swobody działalności gospodarczej. 

"Budowanie wartości jest w interesie wszystkich uczestników rynku. Z tego powodu firmy powoli chcą ten rynek regulować i poddać się weryfikacji" - zauważa prezes BIG Infomonitora Mariusz Hildebrand.

Notopoulos z firmy Vivus deklaruje jednak, że jako osoba zarządzająca jest przeciwny oddawaniu władzy w firmie komuś z zewnątrz - lepiej pozwolić rynkowi zarządzać wewnętrznie.

"Są regulacje w innych krajach, choć bardzo różne i można z niektórych czerpać wzroce. Nie ma w wielu krajach np. KNF-u, rolę taką pełni bank centralny. Czasem robi to resort finansów. Ale są i kraje, że rynek sam się ureguluje. I my chcemy dostać taką właśnie szansę samoregulacji. Na razie jednak jest to trudne, brak jest zaufania. Jesteśmy trafiani rykoszetem za Amber Gold, który przecież firmą pożyczkową nigdy nie był" - powiedział Notopoulos.

Tymczasem projekty zmian legislacyjnych przygotowało Ministerstwo Finansów oraz Prawo i Sprawiedliwość (PiS).

Propozycje regulacji - wersja ministerstwa finansów

Ministerstwo Finansów chce m.in. wprowadzenia maksymalnego limitu rocznej rzeczywistej stopy oprocentowania (RRSO), co miałoby uniemożliwić firmom pożyczkowym pobieranie wysokich prowizji od udzielanych pożyczek, a także często ukrytych dodatkowych opłat za nieterminową spłatę zobowiązań.

Zakłada także zwiększenie możliwości nadzorczych KNF-u - za czym opowiada się UOKiK - i uprawnień UOKiK nad podmiotami z branży pożyczkowej.

Alicja Kopeć z Providenta podkreśla jednak, że wszelkie regulacje powinny dotyczyć całego rynku, nie tylko segmentu firm pożyczkowych. Apeluje, by nie tworzyć bardzo rygorystycznego prawa z powodu kilku wypaczeń, kilku nieuczciwych firm.

"Mnie niepokoi to, że zaczyna się dyskusję od środka - jeśli chcemy rynek doregulować, to patrzmy na konsekwencje, jak to wpłynie na dostępność dla klienta. Tymczasem np. w propozycji MF nie ma analiz wpływu regulacji na rynek. To pewien zbiór założeń i propozycji, ale nie gotowa propozycja zmiany ustawy. Są kwoty,limity, opis faktów, ale nie ma także wyjaśnień, dlaczego przyjęto takie a nie inne parametry" - powiedziała Kopeć.

Resort postuluje m.in. wprowadzenie takich mechanizmów, które umożliwiłyby nakładanie wyższych od obecnie obowiązujących kar pieniężnych na członków zarządów firm, jeśli wszczęto przeciwko nim postępowanie o naruszenie zbiorowych interesów konsumentów. Zalecenia mówią też o wprowadzeniu maksymalnej wysokości odsetek za opóźnienie w spłacie pożyczki bądź kredytu oraz odsetek od odsetek.

Wersja PiS

PiS przygotowało projekt ustawy o zmianie ustawy o kredycie konsumenckim. Ma ona limitować maksymalne poziomy oprocentowania kredytów i pożyczek.

"Inicjatywa jest prosta - limitowanie wszystkich kosztów, jakie firmy mogą narzucać. Dwa parametry - stały 5% wartości jako limit kosztów oprócz oprocentowania oraz 0,75% za tydzień, czyli max 44% rocznie. W efekcie max to 60% kwoty kredytu. W stosunku do starych przepisów my nie definiujemy kosztów dodatkowych, jakie ktoś może sobie wymyślić poza procentami" - powiedział poseł PiS Tadeusz Dziuba podczas debaty.

Podkreślił, że propozycja ta idzie w stronę uregulowana, zakreślenia górnej granicy opłat i oprocentowania.

"My daliśmy swój projekt, swój pomysł, teraz czekamy na inne i dyskutujmy. Nasz projekt jest konkretny i mamy nadzieję, że będzie możliwość dyskusji także z uczestnikami rynku" - skonkludował.

Jednak pomysł wprowadzenia limitów - proponowany zarówno przez resort finansów, jak i PiS - nie wzbudził entuzjazmu uczestników rynku.

"Limity nie sprzyjają rynkowi, bo zaburzają normalne funkcjonowanie firm. To jest nierynkowe. Nie chcemy, by limit doprowadził do spadku konkurencji, nawet do zmowy cenowej, bo każdy ustali go na maksymalnym poziomie" - powiedział Ryba ze Związku Firm Pożyczkowych.

Innego zdania jest Witold Orłowski, który poparły zakreślenie ceny dozwolonej. "Ale nie rygorystycznie, nie za mocno. Jednak pewne granice trzeba wyznaczyć. Nie narzucając sektorowi ceny, można wyznaczyć wysoki, ale jednak górny limit" - argumentował.

Z kolei dr Starczewska-Krzysztoszek zwróciła uwagę, że narzucanie limitów drogą ustawową wcale nie uchroni przed nieuczciwymi firmami pożyczkowymi tych, o których PiS w swym projekcie troszczy się najbardziej - osób o niskich dochodach, starszych, ze znikomą lub wręcz żadną świadomością ekonomiczną. 

"Może dojść do paradoksalnej wręcz sytuacji, w której te osoby nie tylko nie wyjdą z "szarej strefy", ale wręcz ich sytuacja jeszcze pogorszy się, bo po pieniądze trafią np. do lombardu. Tu trzeba być bardzo ostrożnym" - podkreśliła. 

Inne możliwości

Branża pożyczkowa deklaruje, że najlepszym rozwiązaniem będzie samoregulacja sektora. Powołany niedawno Związek Firm Pożyczkowych zadeklarował opracowanie Kodeksu dobrych praktyk, dzięki któremu nie będzie na rynku miejsca na działania uderzające w klientów. W ocenie Związku, zbyt restrykcyjne regulacje spowodują zwiększenie liczby klientów firm funkcjonujących w szarej strefie, łamiących często nie tylko dobre praktyki, ale i prawo.

Związek ma także inne propozycje.

"Należy ułatwić także upadłość konsumencką, bo możliwość ogłoszenia przez klienta niewypłacalności byłby także elementem dyscyplinującym dla firm pożyczkowych. Mając w perspektywie bankructwo klienta, nie narzucałyby mu niemożliwych do spłacenia odsetek oraz nie udzielałyby kredytów osobom z założenia niewypłacalnym" - powiedział Ryba podczas debaty ISBnews.

"Pomysłem może być opracowanie przez firmy czy regulatora jednolitego wzorca umowy. Lista, przejrzystość, informacja - to powinno być pierwsze. Ale potrzebna jest regulacja parametrów umowy, aby uniknąć lichwy. Bo musimy wyznaczyć granice, od której taka firma może być karana czy upominana. Muszą być podstawy prawne do wpływania na rynek" - uważa Orłowski.

Doradca PwC dodał, że pierwszym obowiązkiem państwa w zakresie nadzorowania rynku powinna być zasada absolutnej przejrzystości, przy założeniu, że klientami są najczęściej osoby o niewielkiej wiedzy ekonomicznej.

O konieczności zwiększania wiedzy ekonomicznej mówili podczas debaty m.in. przedstawiciele UOKiK-u (który już obecnie prowadzi kampanie edukacyjne, wydaje broszury, informatory), BIG Informonitora czy PKPP Lewiatan.

"Rynek kredytowy i pożyczkowy jest na pewno potrzebny, choć ostrożność po kryzysie jest to wskazana. Dlatego z mojego punktu widzenia konieczna jest przede wszystkim edukacja. Widzę tu także rolę NBP, która ma ogromny potencjał, która może przeprowadzić ogólnokrajowy program edukacji ekonomicznej. Więc nie zaczynałabym więc od regulacji, od zakładania kagańca, ale najpierw edukujmy" - podsumowała Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek z PKPP Lewiatan.