Polacy rzucają jabłkiem w Putina. Czy rząd wykorzysta promocję polskich owoców?

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
4 sierpnia 2014, 14:40
Jabłko, fot. mescon, źródło: Flickr.com, licencja Creative Commons (CC BY 2.0)
Jabłko, fot. mescon, źródło: Flickr.com, licencja Creative Commons (CC BY 2.0) /Inne
Stworzenie marki "polskie jabłko" jest możliwe, ale będzie drogie - twierdzą zgodnie w rozmowie z IAR eksperci od reklamy.

Znawcy marketingu apelują, by rząd wykorzystał internetową akcję "jedz jabłka" i wzmocnił promocję polskich owoców na zagranicznych rynkach. Od kilku dni w mediach społecznościowych trwa oddolna inicjatywa "Postaw się Putinowi - jedz jabłka", będąca protestem przeciwko rosyjskiemu embargu na polskie owoce.

Krzysztof Dworzyński w rozmowie z IAR podkreśla, że taka kampania będzie kosztowna i musi być prowadzona długofalowo. Ekspert ostrzega, że w tej chwili z naszym krajem zagranicą kojarzą się jednak inne produkty spożywcze. "Polski produkt to wódka oraz kiełbasa. Będą trudności, by wyróżnić polskie jabłko. Trzeba zwracać uwagę na aspekty zdrowotne i ekologiczną produkcję. To zadanie na lata a nie miesiące." - przestrzega Dworzyński.

Z kolei Zbigniew Lazar, wiceszef Stowarzyszenia Public Relations podkreśla, że ministerstwo rolnictwa nie powinno zaprzepaścić szansy profesjonalnego wypromowania polskich owoców."Świat dowiedział się, że jest takie polskie jabłko, którym rzucamy w Putina. Teraz nadszedł czas by obywatele innych krajów dowiedzieli się, że te jabłka są dobre i zdrowe" - przekonuje Lazar. Wiceszef Stowarzyszenia Public Relations dodaje, że nawet gdy za chwile zapomnimy o jabłkach, akcja internautów przyczynia się do zmiany wizerunku Polaka za granicą."Polak to już nie ponury wąsacz, ale ktoś dowcipny, który szybko reaguje z dystansem na rzeczy poważne" - tłumaczy Lazar.

Eksperci rolniczy przypominają, że ministerstwo rolnictwa szuka nowych rynków zbytu dla krajowej produkcji, ale będzie to bardzo trudne. Inni wielcy producenci jabłek - Chiny i Stany Zjednoczone - nie będą bowiem chcieli nas dopuścić do swoich rynków.

Dyrektor Instytutu Ekonomiki Rolnictwa Andrzej Kowalski podkreślał, że Unia Europejska znajdzie środki na rekompensaty dla polskich sadowników. Nie pokryją one jednak wszystkich strat. Przypomniał, że w latach 2005-07 Rosja wprowadziła podobne embargo na polskie owoce i krajowi producenci dali sobie radę. "W dłuższej perspektywie teraz też tak będzie" - twierdzi Andrzej Kowalski.

Obecnie statystyczny Polak je 17 kilogramów jabłek rocznie.

>>> Czytaj więcej: 500 mln euro strat. Polscy sadownicy potrzebują unijnego wsparcia

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: IAR
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj