Porozumienie w sprawie umowy o wolnym handlu między Unią Europejską i Stanami Zjednoczonymi, tzw. Transatlantyckie Partnerstwa Handlowe i Inwestycyjne, jest negocjowane od lipca 2013 r. Według francuskiego magazynu Le Monde Diplomatique, niektóre z zapisów mają być spadkobiercami zapomnianego dziś porozumienia, negocjowanego blisko 20 lat temu między 29 państwami należącymi do OECD. Gdy warunki tamtej umowy, Wielostronnego Porozumienia w sprawie Inwestycji, wyszły na jaw, miały wzbudzić tak silne masowe protesty, że pomysł został zarzucony.

Zdaniem Le Monde, postanowienia obecnego traktatu są jeszcze gorsze niż oryginalne WPI. Autor pisze „przewiduje ono, że obowiązujące po obu stronach Atlantyku ustawodawstwo ugnie się przed normami wolnego handlu, podyktowanymi przez wielkie spółki zachodnioeuropejskie i północnoamerykańskie, pod karą sankcji handlowych w stosunku do naruszających je państw lub wielomilionowych reparacji na korzyść zaskarżających je firm”.

Magazyn pyta, czy można wyobrazić sobie sytuację, w której korporacje pozywają rządy o to, że orientacja polityczna tych rządów poskutkowała zmniejszeniem ich zysków. Zdaniem Le Monde, TTIP pozwoliłoby na uzyskanie rekompensat za to, że kodeks pracy lub prawo chroniące środowisko uniemożliwiają im osiągnięcie takich zysków, jakie by osiągnęli, gdyby nie te przepisy.

Francuski magazyn bardzo krytycznie ocenia obecny stan umowy o wolnym handlu między UE i USA. Nazywa ją wręcz „kombinacją najszkodliwszych elementów zawartych w przeszłości porozumień”. Wskazuje też na ogromną trudność wycofania się lub zmiany warunków ewentualnego porozumienia, ponieważ według Le Monde Diplomatique – warunki można zmienić tylko za jednomyślną zgodą wszystkich państw sygnatariuszy. Ma być on także w Europie duplikatem Porozumienia w sprawie Partnerstwa Transpacyficznego (TPP).

Połączenie wspólnego wpływu obu traktatów może utworzyć imperium gospodarcze, którego wpływy będą sięgać poza jego granice, narzucając z góry warunki współpracy zewnętrznym krajom. 

>>> Czytaj też: Putin boi się własnych służb? Zobacz, kto walczy o władzę na Kremlu

Za plecami opinii publicznej

Le Monde wskazuje na liczne pułapki traktatu. W skład delegacji USA wchodzi ponad 600 konsultantów wyznaczonych przez firmy wielonarodowe, a dziennikarze i obywatele nie mogą mieć dostępu do toczących się dyskusji. Według informacji magazynu, nie jest to rozwiązanie przypadkowe - były amerykański sekretarz handlu Ron Kirk uzasadnił konieczność zachowania poufności tym, że gdy ostatnio podano do wiadomości publicznej roboczą wersję porozumienia, rokowania zakończyły się fiaskiem. Jedną z przyczyn wysokiego stopnia dyskrecji jest fakt, że skutki tego porozumienia będą miały głęboki wpływ na działalność państw na każdym szczeblu – administracji, samorządów. Le Monde obawia się, że interes społeczeństw i istotne, wypracowane przez Europę wartości, takie jak bezpieczna żywność, ochrona życia prywatnego, zasoby naturalne, będą dotknięte przez nowe regulacje wolnego handlu. Mają one jednocześnie ograniczyć działalność polityków.

Le Monde przedstawia sytuacje katastroficzne wizje, do których może doprowadzić podpisanie umowy w obecnym kształcie. Kolejnym zagrożeniem jest możliwość, że przepisy traktatu mają być nadrzędne wobec prawa krajowego, którego procedury mają zostać do niego dostosowane. Wobec tego władze państwowe, w obliczu zagrożenia sankcjami handlowymi, będą zmuszone do przestrzegania traktatu. „W przeciwnym razie będzie można ścigać je przed specjalnie utworzonymi sądami rozjemczymi, które będą rozstrzygały spory między inwestorami a państwami i w razie potrzeby orzekały o sankcjach handlowych wymierzonych w te ostatnie” – grzmi Le Monde.

Absurd płynący z tego rozwiązania nie jest niczym nowym. Magazyn przywołuje poprzednie kuriozalne decyzje WTO, takie jak ukaranie USA z powodu zakazu sprzedaży słodyczy w kształcie papierosów, gdyż uznano to za przeszkody dla wolnego handlu. Unia Europejska miała otrzymać natomiast karę kilkaset milionów euro za odmowę importu GMO. Nowość wprowadzona przez TTIP i TPP polega na tym, pisze Le Monde, że pozwolą one firmom wielonarodowym ścigać we własnym imieniu państwo-sygnatariusza, którego polityka ma restrykcyjne skutki dla ich działalności handlowej.

Magazyn wskazuje na to, że korporacje będą mogły zwalczać politykę ochrony zdrowia, środowiska, rynków finansowych. Za stratę potencjalnych zysków mogą pozwać kraje do trybunałów korporacyjnych – które są poza systemem sądownictwa. W efekcie ciężar utraconych zysków firm zostanie przerzucony na państwa – czyli na podatników. Zdaniem francuskiego autora publikacji, podatnicy USA już zapłacili 400 mln dol. korporacjom za zakaz produktów toksycznych, a także uregulowań dotyczących eksploatacji wody, gleby czy lasów. W toku s obecnie procesy, gdzie odszkodowania sięgają w sumie 14 mld dolarów. Takie rozwiązania Lori Wallach nazywa wręcz wyłudzeniami, a TTIP miałby tylko zwiększyć ich skalę.

W USA działa 3,3 tys. firm europejskich, w Europie działa 14,4 tys. spółek amerykańskich. Wszystkie one dzięki nowym regulacjom mogą uznać, że należy mu się reparacja za poniesione szkody handlowe.

>>> Czytaj też:  Bezrobocie, recesja, deflacja. Świat stanął na krawędzi kolejnego kryzysu