Ci, chcą uniknąć długotrwałych sądowych przepychanek opóźniających realizację inwestycji, wolą po prostu zapłacić stowarzyszeniu pieniądze, by mieć święty spokój. O ciemnych interesach ekologów pisze "Puls Biznesu".

Każda "organizacja ekologiczna" może ubiegać się o bycie stroną w postępowaniu, dotyczącym wydania decyzji środowiskowych przy inwestycjach w domy, biurowce i drogi. Muszą na to tylko pozwalać cele statutowe. Z tych uprawnień aktywnie korzysta Stowarzyszenie Lege Artis Pro Natura, przystępując do takich postępowań w całym kraju. Według źródła "Pulsu Biznesu", stowarzyszenie to wyciąga pieniądze od przedsiębiorców w zamian za odstąpienie od blokowania inwestycji. Tropi błędy i uchybienia w raportach i kartach informacyjnych, a potem składa odwołania w Samorządowych Kolegiach Odwoławczych.

Stowarzyszenie informuje przedsiębiorców, że chętnie odstąpi od tych działań i wskaże inwestorowi te błędy, ale tylko jeśli uda się wypracować "porozumienie". A to porozumienie w praktyce oznacza pieniądze od biznesmenów czy deweloperów, którzy chcą uniknąć wielomiesięcznych opóźnień. Stowarzyszenie, nawet po dogadaniu się z przedsiębiorcą, unika wskazania błędów w dokumentacji, które były wcześniej sygnalizowane.

Przedstawiciele organizacji stanowczo zaprzeczają zarzutom, stawianym przez deweloperów.

Więcej - w "Pulsie Biznesu".

>>> Polecamy: Coraz lepsza sytuacja na polskim rynku pracy. Oto najnowsze dane GUS