Ambasadorowie Szwecji i Wielkiej Brytanii (duże transakcje zbrojeniowe zazwyczaj prowadzone są przy udziale rządów) złożyli tę propozycję w marcu na ręce wiceministra obrony Czesława Mroczka.

Rząd rozpoczął już prace nad pływającym BWP. Przygotowanie wartego 75 mln zł projektu finansuje Narodowe Centrum Badań i Rozwoju, a liderem konsorcjum jest Huta Stalowa Wola. Planowany zakup, który ma zastąpić BWP-1 i czołgi z rodziny T-72, to jeden z większych tego typu kontraktów na świecie. Chodzi o 800–1000 sztuk. Koszt jednego BWP w zależności od wyposażenia to 15 mln20 mln zł, a zatem wymiana maszyn dla wszystkich batalionów zmechanizowanych to koszt rzędu kilkunastu miliardów.

BAE Systems chce przekazać Polskiej Grupie Zbrojeniowej technologię CV90 Armadillo. – To by się wiązało również z wdrożeniem nowego systemu pracy, a także szkoleniami polskich pracowników w naszej fabryce w Szwecji. Naturalnym partnerem do współpracy byłaby oczywiście PGZ. Taka kooperacja stworzyłaby co najmniej 650 nowych miejsc pracy – zapowiada Chris Nunn z BAE Systems.

Nieco upraszczając, przy tworzeniu potencjału zbrojeniowego można działać na trzy sposoby. Pierwszym jest kupowanie z półki, czyli zgłoszenie się do producenta i zakup sprzętu bez większych zobowiązań offsetowych. W ten sposób nabyliśmy pociski JASSM do samolotów F-16. Czasem nie da się tego obejść, ponieważ producent nie zawsze chce się dzielić wiedzą techniczną. Zaletą takiego rozwiązania jest stosunkowo szybki czas dostawy. Wadą – cena oraz niewielka korzyść dla polskiego przemysłu.

>>> Czytaj też: Polskie wojsko współpracuje z krajami z końca świata. To ma sens

Drugą opcją jest polonizacja sprzętu. Przykładem jest produkcja transportera Rosomak, do którego know-how kupiliśmy od fińskiej Patrii, a teraz konstrukcja jest już w dużej mierze polska. To zajmuje więcej czasu niż zakup z półki, ale tworzy miejsca pracy, podwyższa potencjał rodzimej zbrojeniówki i wiąże się z mniejszym kosztem. Problem z rosomakami polega na tym, że wciąż nie potrafimy ich sprzedać za granicę (wyeksportowano ledwie trzy sztuki).

Trzecim sposobem jest bazowanie na polskim przemyśle. Czasem się to udaje (np. przeciwlotniczy zestaw rakietowy Grom). Ale czasem polskie zakłady nie mają wystarczającej wiedzy, czego przykładem było podwozie armatohaubicy Krab, które po licznych problemach zamówiono u Koreańczyków. Przy zaawansowanych technologiach taka forma niesie znaczne ryzyko, ponieważ ich opracowywanie trwa zazwyczaj znacznie dłużej, niż się pierwotnie planuje. A czasem jest to wyważanie otwartych drzwi, ponieważ podobne technologie już istnieją.

BAE Systems nie otrzymał na razie odpowiedzi od rządu. Możliwymi partnerami do współpracy są również Niemcy z wozem Puma czy produkowany w Austrii ASCOD. Według ekspertów jakiś partner jest potrzebny. – Na świecie tak się robi. W ten sposób z zachodnimi kontrahentami kooperują m.in. Koreańczycy i Turcy – mówi analityk portalu DziennikZbrojny.pl Mariusz Cielma. – Takie rozwiązanie byłoby korzystne, biorąc pod uwagę nasze wcześniejsze doświadczenia, tak pod kątem technicznym, jak i marketingowym – dodaje redaktor naczelny „Nowej Techniki Wojskowej” Andrzej Kiński.