Dotychczas rolnicy mogli sprzedawać tylko surowce z własnego gospodarstwa, ale nie te przetworzone. Z przyszłorocznych plonów będą mogli zrobić na przykład dżem i zapłacą od tego 2-proc. podatku. Nie muszą rejestrować działalności gospodarczej ani przechodzić na ZUS. Limit sprzedaży to 150 tysięcy euro na rok.

To krok w dobrym kierunku, ale realia życia na wsi już wyprzedzają te przepisy - mówi IAR Piotr Krawczyk z Rady ds. rolnictwa ekologicznego i sprzedaży bezpośredniej przy ministerstwie rolnictwa. "Obłożono to takimi obwarowaniami, że nie bardzo będzie jak to wszystko wykorzystać" - mówi.

Krawczyk zauważa, że rolnicy nie będą w stanie w sezonie sami wyprodukować, przetworzyć i sprzedać towarów i żałuje, że ustawa nie zakłada możliwości zatrudnienia osób trzecich. Zwłaszcza, że roczny limit sprzedaży - 150 tys. euro - jest jego zdaniem dość wysoki.

Prezes Polskiej Izby Produktu Regionalnego i Lokalnego Izabella Byszewska cieszy się, że po kilkuletnich staraniach zaczęto porządkować przepisy dla małych wytwórców. Ale wskazuje, że nie będzie można sprzedawać w budynkach, co może rodzić problemy z interpretacją przepisów. "Jeśli ktoś ma budkę, to teoretycznie może być interpretacja nadgorliwego kontrolera, że to jest niezgodne z przepisami"- wyjaśnia w rozmowie z IAR.

Ministerstwo rolnictwa obiecuje wydanie interpretacji przepisów w zakresie pojęcia "targowisko" - mówi IAR Zofia Szalczyk, podsekretarz stanu w ministerstwie rolnictwa. "Jeśli będzie miał prywatną budkę na prywatnym targowisku, prawdopodobnie nie wypełni tego warunku, ale jeśli będzie miał budkę na targowisku komunalnym, sądzę że ten warunek spełni" - stwierdza.

Senator Ireneusz Niewiarowski (PO), jeden z inicjatorów nowych przepisów podkreśla, że różne ograniczenia wprowadzono także z obawy przed nadużyciami. Zauważa, że niektóre rozwiązania sprawdzą się dopiero w praktyce, a ustawę można nowelizować. 

>>> Czytaj też: Mało oszczędzamy, mało mamy. Aktywa finansowe Polaków są mniejsze niż Czechów czy Węgrów