Darmowe kajaki miejskie, lokalna waluta. Przegląd największych wyborczych absurdów

Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
28 października 2014, 10:59
Wakacje kajaki Fot.flickr/WagsomeDog
Wakacje kajaki Fot.flickr/WagsomeDog/Inne
Wybory samorządowe za 2,5 tygodnia. Dlatego w wielu programach i postulatach lokalnych kandydatów roi się już od pomysłów tyle chwytliwych, co surrealistycznych. Oto „najwybitniejsze” propozycje przedwyborcze.

Wybory samorządowe za 2,5 tygodnia. Dlatego w wielu programach i postulatach lokalnych kandydatów roi się już od pomysłów tyle chwytliwych, co surrealistycznych. Oto przegląd „najwybitniejszych” propozycji przedwyborczych.

To jeden z największych przebojów tegorocznej kampanii. O ile wprowadzenie bezpłatnych przejazdów sprawdza się w niewielkich gminach (od 1 maja wprowadziły to m.in. 60-tysięczne Żory, a od 1 września 70-tysięczny Lubin), o tyle w dużych takich jak Warszawa, Poznań czy Wrocław jest czystą utopią. Z wyliczeń warszawskiego ratusza wynika, że likwidacja biletów w stolicy wymagałaby znalezienia dodatkowych 2 mld zł przez cztery kolejne lata. Z kolei Lublin musiałby dopłacać do transportu dwa razy więcej niż dziś, tj. ok. 150 mln zł. Koszty nie zrażają jednak kandydatów, którzy obiecują darmowe przejazdy i nie wskazują źródeł ich finansowania. Jacek Sasin z PiS, starający się o fotel prezydenta Warszawy, twierdzi, że wystarczy namówić 300 tys. osób mieszkających w stolicy, by płaciły tu podatki. Podobnych argumentów używa Łukasz Gibała, kandydat na prezydenta Krakowa (niezależny, wcześniej związany z Twoim Ruchem) – jego zdaniem nowi podatnicy i przyjezdni zapewnią wpływy, które zagwarantują miastu nadwyżkę.
Choć nasze miasta wciąż nadrabiają zaległości w zakresie tradycyjnego transportu w postaci autobusów czy tramwajów, to festiwal przedwyborczych obietnic przynosi nowe, świeże pomysły. Wiceprezydent Katowic, kandydujący na stanowisko prezydenta, przekonuje mieszkańców do wybudowania w południowej części miasta miejskiej kolei linowej. Pomysł ekstrawagancki, mało wydajny oraz nierealistyczny. Tym bardziej że miasto już dwukrotnie przymierzało się do projektu: w 1997 i 2002 r.
Więc trzeba ją zlikwidować. Postulat nośny z uwagi na kiepski wizerunek strażników miejskich. Ale w przypadku największych aglomeracji trudny do zrealizowania. Straż miejska wykonuje zadania, których policja nie będzie. Strażnicy odpowiadają za porządek publiczny (walka z zaśmiecaniem, kontrola źle zaparkowanych samochodów itp.), policja – za bezpieczeństwo publiczne.
Do tej pory swoje formacje likwidowały małe i średnie miasta, które wypełniały powstałą lukę wzmożoną współpracą z policją. – Likwidacja byłaby krokiem zbyt daleko idącym, bo brakuje rozwiązań ustrojowych, które pozwoliłyby policji zastąpić straż i na odwrót. Należałoby przedefiniować zadania straży miejskich w kierunku tych, które wykonują służby porządkowe, np. policjanci municypalni na Zachodzie. Oni w zakresie obowiązków mają m.in. kontrolę biletów w komunikacji miejskiej – uważa Paweł Soloch, ekspert Instytutu Sobieskiego ds. administracji publicznej i bezpieczeństwa narodowego.
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Tematy: galeria
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj