Notowania ropy naftowej zakończyły wczorajszą sesję w miarę neutralnie. Europejska ropa Brent została przeceniona o 0,2%, natomiast cena amerykańskiej ropy WTI utrzymała się na symbolicznym plusie (+0,05%). Większa przecena notowań ropy Brent w porównaniu z WTI ma swoje uzasadnienie w postaci dwóch ważnych informacji, które pojawiły się wczoraj na rynku ropy: raportu dotyczącego zapasów ropy w USA oraz komunikatu delegata OPEC. To właśnie te dwie kwestie przyciągnęły wczoraj uwagę inwestorów.

Według raportu Departamentu Energii USA (DoE) zapasy ropy w USA w minionym tygodniu spadły aż o 3,9 mln baryłek. To pierwszy spadek zapasów tego surowca od stycznia. Jeszcze na początku tygodnia prognozowano, że raport ten pokaże wzrost zapasów, ale na inną ewentualność mógł inwestorów przygotować wtorkowy raport Amerykańskiego Instytutu Paliw, w którym pokazano spadek o 1,5 mln baryłek.

Dane dotyczące spadku zapasów ropy naftowej zadziałały pozytywnie na cenę tego surowca w Stanach Zjednoczonych. Jednak wczoraj pojawiły się także inne wypowiedzi, które zepchnęły cenę ropy w dół.

Podaż ropy wciąż duża

W środę sporo uwagi na rynku ropy przyciągnęła także wypowiedź jednego z delegatów OPEC, która rzuciła więcej światła na opinie krajów kartelu w zakresie tamtejszej polityki naftowej. Przedstawiciel OPEC zasugerował bowiem, że na obniżenie limitu produkcji ropy naftowej w OPEC na czerwcowym spotkaniu kartelu raczej nie ma co liczyć.

Według niego, kraje należące do OPEC nie mają zamiaru ograniczać produkcji ropy w obliczu dużego wydobycia tego surowca w krajach spoza organizacji, takich jak USA czy Rosja. Strategia dużej produkcji ropy w OPEC prawdopodobnie więc nie zmieni się w najbliższych miesiącach, co oznacza generowanie presji spadkowej na cenę ropy.

Patrząc na rynek ropy naftowej, można odnieść wrażenie, że cena tego surowca jest obecnie oderwana od sytuacji na rynku fizycznym. Cena ropy naftowej rośnie, podczas gdy zapasy tego surowca są wysokie, a dostawcy ropy z Morza Północnego, Afryki Zachodniej czy Azerbejdżanu mają trudności ze znalezieniem odbiorców.

Iran powalczy o udział w rynku

Jednym z krajów OPEC, który może mieć istotne znaczenie dla globalnej podaży ropy naftowej w drugiej połowie tego roku, jest Iran. Obecnie kraj ten wciąż objęty jest sankcjami, jednak niedawno doszło do porozumienia w sprawie tamtejszego programu atomowego, co otworzyło drogę do zniesienia sankcji w horyzoncie kilku miesięcy.

Wczoraj strona internetowa SHANA, powiązana z ministerstwem ds. ropy naftowej Iranu, podała, że Iran jest zdeterminowany, aby odzyskać swój udział w globalnym rynku ropy naftowej po zniesieniu sankcji. Pole do zwiększania produkcji jest – Iran posiada jedne z największych na świecie zasobów ropy naftowej, a przed wprowadzeniem sankcji był drugim, po Arabii Saudyjskiej, największym producentem ropy w kartelu OPEC.

Minister ds. ropy naftowej Bijan Zanganeh powiedział, że Iran ma zamiar zwiększyć dzienną produkcję ropy o milion baryłek. Sądzi on jednocześnie, że inne kraje produkujące ropę powinny „zrobić miejsce” na irańską ropę na globalnym rynku. Jednak ustępstw ze strony innych producentów raczej spodziewać się nie można – dodatkowa podaż ropy ze strony Iranu może być więc za kilka miesięcy czynnikiem ograniczającym możliwości wzrostu cen ropy.

Pole do krótkoterminowych wzrostów

W perspektywie krótkoterminowej istnieje jeszcze pole do wzrostu notowań ropy – najbliższym istotnym technicznym oporem są okolice 65 USD za baryłkę w przypadku ropy WTI. Tak czy inaczej, po kilku wzrostowych tygodniach trzeba się przygotować na to, że może nastąpić korekta spadkowa, która doprowadzi notowania ropy do okolic 54 USD za baryłkę.