Wczoraj przedstawiciele Petnagonu poinformowali, że rozważają wysłanie ciężkiego, pancernego sprzętu do krajów bałtyckich - w tym do Polski - oraz do Rumunii i na Węgry. Miałoby to być uzbrojenie dla zespołu bojowego wielkości brygady.

"Rozmowy na poziomie wojskowym na ten temat są prowadzone od końca ubiegłego roku" - ujawnia komandor Janusz Walczak z resortu obrony. W naszym kraju była między innymi grupa rekonesansowa z amerykańskiej armii. Mundurowi jeździli po wojskowych obiektach i sprawdzali, jak mogą być wykorzystane przez armię Stanów Zjednoczonych. "Najpierw decyzja polityczna, a później sprzęt. Ale jeśli już do tego dojdzie, to przerzut nie powinien zająć dużo czasu" - zapewnia wojskowy.

Komandor Walczak nie chce ujawniać szczegółów rozlokowania amerykańskich pododdziałów. Polscy eksperci sugerują, że będą to magazyny i hangary wojskowe w północno-zachodniej części naszego kraju. 

>>> Czytaj też: Przełomowa decyzja USA. Amerykanie wyślą czołgi do obrony Polski

Janusz Walczak potwierdza natomiast, że zza oceanu przyjedzie ciężki sprzęt: od czołgów Abrams przez wozy piechoty po haubice. Jego zdaniem to ważny gest, o który Polska zabiegała od początku wstąpienia do Paktu Północnoatlantyckiego, czyli od 1999 roku.

Przed aneksją Krymu przez Rosję NATO powstrzymywało się od rozmieszczania tak dużych pododdziałów wraz ze sprzętem w "nowych" państwach członkowskich, takich jak Polska czy kraje bałtyckie. Sojusz podpisał taką umowę z Moskwą w 1997 roku. 

>>> Polecamy: Działania hybrydowe. Wojna przyszłości odbędzie się w cyberprzestrzeni?