Eksperci zastanawiają się, czy to nadużycie, czy brak dobrego smaku. O sprawie pisze "Puls Biznesu".

Jak czytamy w gazecie, Wojciechowski w swoim liście, prosi szefa BGK o "rozważenie możliwości dalszego zatrudnienia" na stanowisku eksperta pracowniku banku, który został już zwolniony, ale jego umowa ma zostać rozwiązana dopiero za dwa miesiące.

"Nie ma niczego złego w przekazaniu uprzejmej, niezobowiązującej prośby o rozważenie czegokolwiek, co nie jest niezgodne z prawem i zasadami etyki. Prezes BGK zrobi, co uważa, to jego suwerenna decyzja" - mówi gazecie europoseł PiS.

>>> Czytaj też: Duda kontra inwestorzy. To koniec polskiej bezpiecznej przystani?

Wątpliwości co do takiej politycznej inicjatywy mają za to eksperci. "Jeśli chodzi o przywrócenie kogoś do pracy i wykorzystanie w tym celu swojej uprzywilejowanej pozycji, to jest to niedopuszczalne, jeżeli polityk jest z tą osobą powiązany nawet przez osoby trzecie" - mówi "Pulsowi Biznesu" ekspert w dziedzinie corporate governance Piotr Tamowicz.

Z kolei Grzegorz Makowski z Fundacji Batorego uważa, że takich działań nie należy rozpatrywać w kategoriach etycznych, chociaż mogą budzić zastrzeżenia. "Tego typu interwencja, w dodatku w imieniu europosła i kandydata na prezydenta, wygląda niezręcznie. W odbiorze społecznym może robić wrażenie jakiejś formy protekcji, choć w samym piśmie nie dostrzegam nic kontrowersyjnego" - mówi Grzegorz Makowski.

>>> Czytaj więcej w "Pulsie Biznesu"