Nie ma dwóch tak samo nieszczęśliwych krajów. Nigdy też dwóch ekonomistów nie będzie się we wszystkim zgadzać. Z tego względu za upadkiem ZSRR i Grecji stoją też odmienne teorie. Efekty są jednak podobne w obydwu przypadkach: lewicowy rząd, który nie jest w stanie wywiązać się ze swoich zobowiązań wobec społeczeństwa i zapewnić pracy obywatelom oraz odcina państwo od dostępu do zewnętrznego finansowania.

Tak jak Związek Radziecki jeszcze przed upadkiem i Rosja zaraz potem, Grecja po bankructwie także nie będzie miała dostępu do globalnych rynków obligacji. Za czasów ZSRR rynki te były zresztą nieporównywalnie mniejsze. Wyobraźcie więc sobie kraj, którego gospodarka się kurczy (dla przykładu w 1990 roku PKB ZSRR spadł o 5 proc.), ale nie może pożyczyć pieniędzy.

>>> Czytaj też: To przeciętni obywatele płacą najwyższą cenę za kryzys w Grecji

Związek Radziecki próbował poradzić sobie z tym problemem dodrukowując pieniądze. Miało to pomóc podtrzymać standard życia Rosjan. W rezultacie, w trzecim kwartale 1991 roku zagregowany dochód nominalny mieszkańców ZSRR wzrósł ponad dwukrotnie w porównaniu z tym samym okresem poprzedniego roku. W tym samym czasie rząd Michaiła Gorbaczowa starał się utrzymać kontrolę nad cenami produktów. Ze sklepowych półek zniknęło praktycznie wszystko. Wprowadzono kartki reglamentacyjne na podstawowe produkty, takie jak mydło, herbata, kiełbasa, mąka czy – naturalnie – wódka i papierosy. Kwitł czarny rynek. Pojawiły się specjalne sklepy dla cudzoziemców, w których akceptowano tylko płatność w dolarach. W 1991 roku oficjalny kurs wymiany walut wynosił 1,75 rubli za 1 dolara. Tymczasem na czarnym rynku 1 dolar wart był około 30 rubli. 

>>> Czytaj też: Po II wojnie światowej państwa bankrutowały 136 razy. Kto jeszcze podzieli los Grecji?

Łagodniejsza wersja tego kryzysu może mieć miejsce w Grecji, jeśli jej obywatele zagłosują na „nie”. Kraj ten nie będzie miał wystarczającej ilości euro, by normalnie funkcjonować i prawdopodobnie zacznie wypłacać pensje pracownikom budżetówki w formie bonów, które szybko staną się warte mniej niż ich wartość nominalna. Możliwe, że Syriza będzie chciała kontrolować ceny podstawowych produktów żywnościowych. W efekcie natychmiast rozrośnie się zarówno czarny rynek towarowy, jak i walutowy.

Niektórzy mogą się kłócić, że gospodarka Związku Radzieckiego była zamknięta, a grecka jest otwarta. Jednak teraz, gdy w Grecji wprowadzono kontrole przepływu kapitału, stwierdzenie to nie jest już prawdą. Ludzie, którzy nie mogą wybrać z bankomatu więcej niż 60 euro dziennie lub zapłacić za usługi internetowe w innych krajach (np. Apple iSpace), nie żyją już otwartej gospodarce. Kiedy rząd pozwala obywatelom mieć tylko tyle pieniędzy, by kupić żywność na jeden dzień, tylko ciułacze mają wyraźną przewagę. Gdy pensje Greków zaczną być wypłacane w bonach zamiast euro, będą żyć tak jak mieszkańcy Związku Radzieckiego w 1991 roku. 

Jeśli rząd Grecji nie wprowadzi kontroli cen, jej obywatele mogą przeżyć coś na kształt terapii szokowej, której Rosjanie doświadczyli w 1992 roku. Przywódcy ZSRR zdecydowali wówczas, że uwolnią ceny. Był to odważny, liberalny ruch polityków, którzy właśnie opuścili Partię Komunistyczną, ale ich lewicowe poglądy okazały się trudne do wyeliminowania. Drukowanie pieniędzy wciąż było jedynym sposobem na finansowanie sektora publicznego, który był w Rosji wszechobecny. W 1992 roku inflacja sięgnęła 2600 proc.

Trudności były ogromne. PKB Rosji skurczył się w tym czasie o 19 proc. Liczba samobójstw skoczyła o 17 proc. Fabryki wymieniały między sobą towary, bo wartość pieniądza spadała zbyt szybko.

Seniorzy otrzymywali swoje emerytury mniej lub bardziej regularnie, jednak nie mogli za nie nic kupić. Coraz więcej starszych zaczynało żebrać na ulicach. Dostęp do opieki medycznej wciąż był dla wszystkich darmowy, ale tylko nieliczni mogli pozwolić sobie na zakup trudno dostępnych leków. W tym samym czasie rosła przestępczość. W czasach kryzysu, korupcja i wyłudzanie kwitną. Oprócz łapówkarstwa i kradzieży, jedynym sposobem za zarabianie pieniędzy była praca w prywatnym sektorze, najlepiej dla zagranicznej firmy. W najlepszym możliwym scenariuszu oznaczało to wypłatę w dolarach albo innej twardej walucie. Pensje wypłacano w gotówce – kto zawracałby sobie głowę podatkami, gdy życie jest tak ciężkie? Greccy właściciele małych biznesów, którzy nigdy nie byli sumiennymi podatnikami i którzy wciąż uparcie odmawiają używania kart kredytowych, z pewnością będą tu z nami sympatyzować.

Wciąż jednak grecki kryzys będzie lżejszy niż nasz. Jeśli turyści nadal będą przyjeżdżać do Grecji, a tak będzie, Grecy będą mieli większy dostęp do twardej waluty niż mieszkańcy Moskwy w 1992 roku. Lewicowy grecki rząd może uniknąć niektórych rosyjskich błędów, jeśli nie zacznie udzielać firmom olbrzymich kredytów w świeżo wydrukowanej walucie. Obawiam się jednak, że może ulec takiej pokusie. Międzynarodowy Fundusz Walutowy nie będzie już mu więcej patrzył na ręce i tylko nieliczni będą bronić oszczędności.

>>> Czytaj też: Ateny bankrutują, a życie toczy się dalej. Turyści zadowoleni z pobytu w Grecji

Zaprojektowany przez MFW bailout był trudny dla Grecji. Infrastruktura społeczna jest w strzępach, wielu ludzi wyjechało z kraju. Inni skończyli jako bezrobotni i nie są w stanie zaspokoić swoich podstawowych potrzeb. Ci, którzy jeszcze mają pracę, stracili poczucie bezpieczeństwa zatrudnienia i przywileje, takie jak ubezpieczenia zdrowotne.

Premier Tsipras nadal powtarza Grekom, że europejscy liderzy nie odważą się wypchnąć Grecji ze strefy euro i Unii Europejskiej. Pamiętajmy jednak: w marcu 1991 roku Borys Jelcyn też obiecał, że Związek Radziecki nigdy się nie rozpadnie.

Nie oszukujmy się. Jeśli w referendum Grecy wybiorą opcję „nie”, ich kraj będzie zmierzał w stronę wyjścia z Eurolandu i z samej Unii. Nadchodzą więc ciężkie czasy. Dobra wiadomość jest taka, że jeśli my przeżyliśmy upadek ZSRR, Grecy przetrwają swój kryzys. Ludzie są wytrzymali i potrafią dostosowywać się do zmian. Gdy jest naprawdę źle, większość osób walczy o przetrwanie w sposób, którego nigdy by się nie spodziewała. Tak jak zapewnia Tsipras, Grecy wciąż mają swoją dumę i odwagę. Być może mówi tak, by utrzymać władze, ale ma rację próbując utrzymać morale w społeczeństwie na wysokim poziomie. Ci, którzy wpadną w rozpacz, nie mają żadnych szans.

Głosowanie na „tak” będzie prawdopodobnie oznaczać powołanie nowego rządu, w miarę możliwości najlepiej przygotowanego do trudnych wyrzeczeń i zobowiązań oraz do negocjowania w zamian ulg w spłacie zadłużenia. Wtedy życie także nie będzie łatwe, ale przy wsparciu z zewnątrz, Grecy poradzą sobie znacznie lepiej, niż my ćwierć wieku temu.