W tym miesiącu imigracja wysunęła się na czoło zagadnień politycznych i w niedawnym sondażu ponad połowa Brytyjczyków uznała ją za najpilniejszy problem kraju. Rząd w Londynie obarcza winą za klęskę swoich starań o ograniczenie napływu cudzoziemców przede wszystkim Unię Europejską, ale nie tylko. Jak powiedział BBC odpowiedzialny za imigrację wiceminister spraw wewnętrznych James Brokenshire, przyczyną jest również uzależnienie biznesu od pracowników napływowych.

Zaniepokoiło to brytyjski Instytut Dyrektorów, którego rzecznik apelował o racjonalne podejście do potrzeb rynku pracy i akceptację legalnej imigracji tam, gdzie występują braki kwalifikacji albo gdzie może ona zwiększyć wydajność i pomóc firmom.

Lider partii UKIP Nigel Farage wyśmiał jednak taką argumentację, mówiąc BBC, że Instytut dyrektorów reprezentuje biznesmena, który chce zatrudniać pracowników możliwie najtaniej i którego nic nie obchodzi chroniczny brak miejsc w szkołach, przeciążenie służby zdrowia czy konieczność budowy nowego mieszkania co 7 minut, aby sprostać wzrostowi ludności - z powodu imigracji.

>>> Polecamy: Imigranci zalewają Wielką Brytanię. Padł rekord