Szereg zdarzeń przed wieczornymi zamachami w Paryżu mógł odwrócić uwagę francuskich służb. Jak podkreślił w radiowej Jedynce Piotr Niemczyk, były funkcjonariusz Urzędu Ochrony Państwa, wczoraj w ciągu dnia pojawiały się fałszywe alarmy dotyczące ładunków wybuchowych w stolicy Francji.

W serii wieczornych zamachów w Paryżu zginęło co najmniej 120 osób, a ponad 200 zostało rannych.

Ekspert do spraw bezpieczeństwa powiedział, że w związku z podejrzeniem bomby najpierw ewakuowano hotel z niemieckimi piłkarzami, którzy wieczorem grali mecz z Francją. Pojawiła się też informacja o tym, że zaatakowany miałby zostać dworzec Gare de Lyon. Piotr Niemczyk podejrzewa, że te wydarzenia mogły mieć związek z wieczorną serią zamachów. Jednym z miejsc ataku terrorystów był Stade de France, gdzie mecz oglądał prezydent Francois Hollande.

"Jeżeli ci zamachowcy-samobójcy mieli się zdetonować na stadionie czy w jego pobliżu, to ściągnięcie tych służb pirotechnicznych miało odwrócić ich uwagę od przygotowań do tego zamachu, bo nawet zamach samobójczy wymaga trochę przygotowań" - mówił były funkcjonariusz UOP, dodając, że Stade de France mogło być głównym celem ataków terrorystów.

Zdaniem Piotra Niemczyka, zawiódł francuski wywiad. Ekspert zaznaczał, że operacja terrorystyczna, w którą mogło być zaangażowanych kilkadziesiąt osób gromadzących broń, nie mogła umknąć uwadze służb. "Świadkowie opisują, że słyszeli serię kilkuset strzałów. Widać, że ci ludzie mieli przygotowane zapasy amunicji. I nic, i służby nic. Ani środowiska, które były typowane przez francuskie służby specjalne jako szczególnie zagrożone, ani wywiad elektroniczny, który we Francji działa i te środowiska mają monitorowane telefony i jakakolwiek nietypowa aktywność powinna być zarejestrowana. Nikt tego nie zauważył" - mówił były funkcjonariusz UOP.

Piotr Niemczyk podkreślał, że teraz podstawowym zadaniem francuskich służb będzie identyfikacja zamachowców.

>>> Czytaj też: Seria zamachów na Paryż. Francja zamyka granice i wprowadza stan wyjątkowy