Według Andrzeja Kińskiego z magazynu "Wojsko i Technika", bez względu na tłumaczenia obu stron, to bardzo poważny incydent. Jego zdaniem, dojdzie po tym wydarzeniu do zaostrzenia i tak już napiętych stosunków na linii Ankara -Moskwa. Publicysta wojskowy zwraca też uwagę, że zestrzelenie Su-24 przez tureckie myśliwce F-16 pokazuje, że w rzeczywistości nie ma żadnej koordynacji działań rosyjskiego lotnictwa z natowską operacją, która jest prowadzona nad Syrią w ramach walki islamskimi terrorystami.

Andrzej Kiński przypomina, że w rejonie pogranicza turecko-syryjskiego naloty przeprowadzają między innymi Francuzi. Amerykańskie siły również operują w tej przestrzeni. Systemy NATO, na jakich pracuje tureckie lotnictwo, są w stanie rozpoznać samoloty sojuszników. Nie dają jednak możliwości odróżnienia czy w rejonie działań zbrojnych pojawił się samolot rosyjski.

Władze w Ankarze konsultowały incydent z przedstawicielami NATO oraz ONZ. Na 17.00 przedstawiciele sojuszu zwołali naradę ambasadorów w sprawie incydentu w Turcji.

>>> Czytaj też: Putin o zestrzeleniu rosyjskiego Su-24. "To jak nóż w plecy. Będą poważne konsekwencje ze strony Moskwy"