Negocjatorzy z prawie dwustu krajów ustalają tam treść międzynarodowego traktatu mającego ratować ziemski klimat.

Według części aktywistów, ustalone limity emisji gazów cieplarnianych powinny być obowiązkowe dla poszczególnych krajów. Ale zdaniem obserwatorów, taki traktat nie zostałby przyjęty w USA, bo tamtejszy Kongres, zdominowany przez republikanów, nie zgodziłby się na prawnie wiążące ograniczenia. Mimo to Kerry wyrażał optymizm, choć - jak się wydaje - dość enigmatyczny. „Nawet bez konkretnych liczb i prawnej otoczki pojawi się ruch bez barier politycznych. I wtedy nie będzie przeszkód, by wysłać sygnał” - powiedział Kerry. Jego zdaniem, w przyszłości problem gazów cieplarnianych mogą rozwiązać nowe technologie.

Wyjściem z obecnej sytuacji jest przyjęcie zgłoszonych wcześniej dobrowolnych deklaracji poszczególnych państw. A to, czy ograniczenia emisji faktycznie są wprowadzane w życie, można by sprawdzać podczas specjalnego przeglądu co pięć lat - sugerują negocjatorzy.

>>> Czytaj też: Świat bogatych Polaków. Tak wygląda luksus nad Wisłą