Gorąca debata na temat imigracji, jaka toczy się w Europie, mogłaby stać się dla mieszkańców Starego Kontynentu swoistą lekcją chemii: można wsypać sól do wody, wymieszać roztwór i wytworzyć pozór połączenia. Chemicy jednak wiedzą doskonale, że woda i sól mogą zostać ponownie oddzielone. Za wszystko w tym przypadku odpowiada proces mieszania.

Podobnie jest z udaną integracją imigrantów – aby ta mogła zachodzić (bez względu na to, czy chodzi o uchodźców czy imigrantów ekonomicznych), potrzeba czegoś więcej niż tylko wymieszania. Dwa składniki (w tym przypadku ludność lokalna i imigranci) nie mogą być tylko wymieszani, ale powinni stworzyć nową jakość. Idealnie byłoby, aby różnice doświadczeń zw. z zatrudnieniem, edukacją, etc. w ciągu pokolenia były jak najmniejsze.

Trzy proste wskaźniki związane z integracją pokazują, że podczas gdy Europa próbuje jedynie „wymieszać” imigrantów, Ameryka tworzy przy tej okazji nową jakość, radząc sobie z tym problemem o wiele lepiej.

Oczywiście nie wszystkie społeczności w Ameryce integrują się równie łatwo. Na przykład uchodźcy z Birmy czy Iraku potrzebują więcej czasu i radzą sobie gorzej niż uchodźcy z Rosji czy Iranu. Niemniej decydenci i socjologowie powinni uważnie obserwować co sprawiło, że USA jednak udało się odnieść sukces na wielu frontach związanych z integracją imigrantów.

Integracja

W lipcu OECD opublikowało pierwsze, międzynarodowe porównanie, jak imigranci radzą sobie w pięciu obszarach: zatrudnienia, edukacji i umiejętności, włączenia społecznego, zaangażowania obywatelskiego i spójności społecznej. W USA, jeśli chodzi o dostosowanie się do środowiska społeczno-ekonomicznego, potomstwo osób urodzonych poza USA w wieku 15 lat radzi sobie o 26 proc. lepiej niż dzieci Amerykanów z drugiego (lub kolejnego) pokolenia.

W Unii Europejskiej, pod względem dostosowania się do środowiska społeczno-ekonomicznego, dzieci imigrantów w wieku 15 lat radzą sobie o 26 proc. gorzej niż ich rówieśnicy, których rodzice nie byli imigrantami. Gdy z kolei 15-latkowie sami byli imigrantami, czyli urodzili się poza branym pod uwagę krajem, wówczas radzili sobie o 32 proc. gorzej niż ich lokalni rówieśnicy.

Poziom bezczynności

Według średniej dla krajów UE, jedna trzecia pracującej populacji, która pochodziła spoza krajów Unii, należała do kategorii NEET (nie byli ani zatrudnieni, ani się nie uczyli, ani nie szkolili). Największy udział osób z kategorii NEET odnotowano w krajach o sztywnych rynkach pracy, takich jak Belgia, Francja, Niemcy i Hiszpania. Lepiej z kolei radziły sobie państwa nordyckie.

Osoby zaliczające się do kategorii NEET to poważny problem dla krajów przyjmujących, gdyż tacy imigranci są obciążeniem dla systemów opieki społecznej, marnują swój potencjał i są narażone na skutki długotrwałego bezrobocia.

W państwach Unii Europejskiej aż 19,1 proc. dzieci imigrantów zaliczało się do kategorii NEET. To o 4,2 pkt proc. więcej niż wśród dzieci, których rodzice urodzili się już w kraju Unii Europejskiej (drugie pokolenie).
W USA analogiczna różnica pomiędzy dziećmi imigrantów a dziećmi, których rodzice urodzili się już w USA, wynosiła zaledwie 0,3 proc.

We Francji wskaźnik ten wyniósł 9,1 pkt proc., a w Belgii 18 proc. Wskaźniki te dla Niemiec i Szwecji są lepsze i wynoszą odpowiednio 3,3 oraz 3,5 pkt proc.

Różnica pomiędzy udziałem osób „bezczynnych”, które należą do grupy migrantów a tych, które już się urodziły w kraju OECD, staje się wręcz uderzająca. W Szwecji imigrantów z kategorii NEET było aż o17,1 pkt proc. więcej niż rodowitych Szwedów z grupy NEET, w Holandii – 22,9 pkt proc. więcej, we Francji – 24,5 pkt proc. więcej, zaś w Niemczech – 19,3 proc. więcej.

Tymczasem w USA „bezczynnych” imigrantów było „tylko” o 6,5 pkt proc. więcej niż „bezczynnych” Amerykanów.

W Unii Europejskiej bezrobocie wśród dzieci imigrantów jest o 50 proc. większe niż bezrobocie wśród dzieci rodziców urodzonych w danym kraju UE. Z kolei w USA poziomy bezrobocia wśród młodych z tych dwóch grup są podobne.

Postrzeganie i akceptacja imigrantów

Z danych OECD wynika, że w USA i w Kanadzie dzieci imigrantów (oboje rodziców urodziło się poza USA), miały o wiele mniejsze szanse na to, że będą dyskryminowane niż w przypadku dzieci imigrantów w państwach Unii Europejskiej.

Oznacza to, że na Starym Kontynencie nawet ci, co się już tu urodzili, a mają korzenie imigranckie, nie czują się zintegrowani ze społeczeństwem.

Po serii napaści seksualnych na kobiety w Kolonii oraz w innych niemieckich miastach, nastroje anty-imigranckie uległy wzmocnieniu. Dziś 62 proc. Niemców uważa, że liczba uchodźców jest za duża. W połowie listopada udział ten wynosił 50 proc.

Poparcie dla uchodźców malało i maleje także w Szwecji – i to na długo przed ujawnieniem, że szwedzka policja ukrywała raporty o napaściach seksualnych na Szwedów w czasie letnich koncertów w 2014 roku.

W przypadku Europy nasuwa się wyjaśnienie o charakterze ilościowym – zbyt wielu imigrantów w zbyt krótkim czasie. Z badań wynika jednak, że nie ma związku przyczynowo-skutkowego pomiędzy odsetkiem imigrantów w populacji a tym, jak dobrze się integrują.

Dziś, gdy nawet w krajach takich jak Szwecja czy Niemcy, pojawia się coraz większa polityczna potrzeba kontroli imigracji, zrozumienie mechanizmów efektywnej integracji staje się kluczowe.

>>> Czytaj też: Albo zatrzymanie napływu imigrantów, albo trybunał. Premier Bawarii grozi Merkel