Mija niemal dokładnie rok od przedstawienia przez poprzedni rząd pierwszego planu reformy górnictwa. Zakładał zamknięcie czterech kopalń, żeby zrównoważyć popyt z podażą. To i tak było mniej niż trzeba, ale  po kilkunastu dniach okazało się, że premier Ewa Kopacz brakuje  woli i determinacji.  Skończyło się na dwóch i pół kopalniach skierowanych dla Spółki Restrukturyzacji Kopalń, przy czym SRK niestety wciąż sprzedaje węgiel, zwiększając jego nadpodaż.

Z końcem stycznia ma być gotowy plan finansowy dla nowej Kompanii Węglowej. Najpierw ma zostać skonsultowany z górniczymi związkami. Plan ma zawierać szczegółowe wskaźniki, które muszą wypełnić poszczególne kopalnie na koniec roku. Plan to „być albo nie być” dla nierentownych jednostek,  Teoretycznie jego niewykonanie powinno definitywnie skończyć się zamknięciem kopalń, ścian czy pól. Ale czy związki się na to zgodzą? W odpowiedzi na to pytanie nasz rozmówca z branży tylko westchnął. 

>>> Czytaj też: Górnictwo roluje problemy. Energetyka teraz śpi na węglu

Rząd PiS chce realizować koncepcję wypracowaną przez poprzedników – Nowa Kompania Węglowa powstanie z 11 kopalń. Inwestorem będzie Węglokoks oraz energetyka, nie wiadomo co z TF Silesia, które pożyczyło KW 700 mln zł.

Stary dowcip powiada, że prognozy są ryzykowne, zwłaszcza gdy dotyczą przyszłości. Ale spróbujmy przybliżyć możliwe scenariusze rozwoju wypadków w tym roku.

Pierwszy scenariusz: wyścig na kroplówce

W kwietniu  zgodnie z planem powstaje Nowa Kompania Węglowa. Udziały obejmą Węglokoks oraz spółki energetyczne. Które? Tego nie sposób na razie rozstrzygnąć, wiadomo, że będą wskazane palcem przez rząd. Rząd będzie próbował przekonać banki aby skonwertowały ponad 1 mld długu na udziały w Kompanii. Ale jaki interes mają w tym bankierzy?
Naszym zdaniem szanse, że wejdą w ten interes banki-wierzyciele lub zagraniczni inwestorzy są niewielkie. Być może uda się nakłonić prywatnych polskich wierzycieli czyli firmy dostarczające sprzęt do Kompanii żeby  weszły na 1-2 proc. udziałów, co uwiarygodniłoby całą imprezę przed Komisją Europejską. Nowa Kompania Węglowa dostaje więc plus minus miliard zł kapitału w tym roku, co pozwala jej funkcjonować.

Prezes Kompanii Krzysztof Sędzikowski mówi o olbrzymich rezerwach tkwiących w firmie, która była zarządzana archaicznie i której od lat nikt rzetelnie nie restrukturyzował. Zapewne uda mu się dalej zbijać średni koszt wydobycia węgla. Już spadł z 300 zł za tonę do ok. 270 zł. Może spadnie nawet do 240-230 zł, tylko czy to wystarczy? Dziś można kupić na rynku spotowym miały  (klasy 19) po 7 zł za GJ. Klasę 20 i 21 kosztują ok. 8 – 8,5 zł za GJ. To wciąż poniżej 230 zł zł za tonę.

Ceny węgla na światowych rynkach wciąż są niskie – nie przekraczają 50 dol. za tonę. – Czy może być jeszcze gorzej? – pyta dramatycznie w firmowej gazetce analityk Węglokoksu. I sam sobie  odpowiada, że tak. Sama Wielka Brytania w 2016 zużyje 10 mln ton węgla mniej niż w poprzednim. A u nas? Nic nie zapowiada wzrostu popytu na węgiel.

Ale Kompania Węglowa po dokapitalizowaniu będzie  mogła wciąż sprzedawać węgiel poniżej kosztów wydobycia, co pozwoli utrzymać niższe ceny niż konkurencja. Na taki scenariusz - tani węgiel z Kompanii w przyszłym roku -  zdają się liczyć prywatne firmy.  Francuska spółka EDF Paliwa  - największy na naszym rynku niezależny trader  węgla - wypowiedział umowy dwóm giełdowym  spółkom – Bogdance i JSW.  Po co są potrzebne umowy ramowe skoro taniej można kupić surowiec na rynku spotowym od Kompanii?

Ani poprzedni, ani obecny rząd nie opublikował póki co żadnych dokumentów strategicznych, w których moglibyśmy poczytać o szacowanym popycie na węgiel kamienny. Na koniec roku mamy ok.  6 mln ton węgla na zwałach. Dzięki zamknięciu kilku kopalń w tym roku, m.in. Makoszowów, wydobycie uda się zmniejszyć o jakieś 2 mln ton.   Zgodnie z pierwotnym planem Spółka Restrukturyzacji Kopalń miała  zaprzestać  wydobycia i sprzedaży węgla z tych jednostek już w maju, ale jak się dowiedzieliśmy, przesunięto to na koniec roku.

W grudniu 2016 będziemy więc mieli „górką”  jakieś 4 mln ton węgla. Prawdopodobnie Kompania poprawi swoje wyniki finansowe za rok, ale to nie znaczy, że problem zniknie. Zostanie tylko odłożony w czasie. Kompania Węglowa obrosła rozmaitymi patologiami, przetargi były w przeszłości ustawiane, co zresztą znalazło finał w sądzie. Te praktyki nie zniknęły. Jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy, prezes KW Krzysztof Sędzikowski już dostaje anonimy  grożące mu „urżnięciem głowy”. Groźby wobec menedżerów, którzy próbowali rozbić układ rządzący w tej spółce pojawiały się zresztą już wcześniej.

Konkurentów Kompanii, którzy nie dostają żadnego dofinansowania, czeka w tej sytuacji trudna walka o przeżycie. Bogdanka zapowiada  na przyszły rok zwiększenie wydobycia, pytanie tylko czy jest w stanie zarobić na jego sprzedaży, jeśli Kompania nie będzie zmuszona sprzedawać swego surowca z zyskiem?

>>> Czytaj też: PKO BP i PZU zrzucą się na ratowanie górnictwa? Nowe pomysły rządu

Drugi scenariusz: Bruksela zabiera zabawki

Oczywiście Komisja Europejska może uznać cały ten program za niedozwoloną pomoc publiczną. W końcu wszystkie spółki, które zaangażują się w nową Kompanię będą państwowe, w dodatku zainwestują pod wyraźną presją skarbu państwa więc teoretycznie Bruksela może to zakwestionować.

Ale naszym zdaniem szanse, że tak się stanie w przyszłym roku nie są wcale duże.  Mianowany przez poprzedni rząd pełnomocnik ds. górnictwa Wojciech Kowalczyk ma dobre relacje z Dyrekcją ds. Konkurencji KE, co zaowocowało m.in. nieformalnym ostrzeżeniem, że plan tworzenia nowej Kompanii przy pomocy Polskich Inwestycji Rozwojowych oraz TF Silesia jest zły.

Komisja Europejska zmieniła też interpretację prawa na korzyść polskiego rządu. Według naszych informacji pierwsza opinia była taka, że jeśli jakaś kopalnia dostała pomoc publiczną to musi zostać zamknięta, niezależnie od tego czy pomoc została zwrócona. Dotyczy to kopalni Brzeszcze, którą kupił od SRK Tauron zobowiązując się, że zwróci 90 mln zł pomocy. Obecnie polscy urzędnicy twierdzą, że Bruksela nie robi z Brzeszcz problemu, choć na piśmie nic nie ma. 

Pytanie czy ogólne pogorszenie stosunków nowego rządu Brukselą nie spowoduje, że unijni urzędnicy będą dużo mniej skłonni do kompromisu. Wg naszych rozmówców w instytucjach unijnych, jeśli polscy urzędnicy uzyskali obietnicę pozytywnego załatwienia sprawy - nawet  nieformalną, „przy kotlecie”- to będzie ona dotrzymana. Ewentualne pogorszenie stosunków Polski z KE raczej nie powinno na to wpłynąć.

Strategia polskiego rządu jest więc prosta – jak najdłużej negocjować górnicze kwestie na „szczeblu roboczym” czyli urzędników z Dyrekcji ds Konkurencji, z dala od gabinetów komisarzy.

Oczywiście nie można wykluczyć, że Komisja jednak zdecyduje się zakwestionować zarówno plan pomocy publicznej dla zamykanych kopalń jak i powstanie samej Nowej Kompanii Węglowej. Może tak uczynić zarówno z powodów politycznych (według „Gazety Wyborczej” 13 stycznia na posiedzeniu KE poświęconym sytuacji politycznej w Polsce naojstrzej wystąpiła duńska komisarz ds. konkurencji Margrethe Vestager).

Sytuację górnictwa w Polsce obserwują też  europosłowie, interpelację w kwestii  pomocy publicznej dla polskich kopalń złożył w listopadzie czeski eurodeputowany Jan Telička. Jego zdaniem polski dotowany węgiel wypycha z rynku czeski, produkowany przez prywatny koncern NWR (notabene Telička pracował dla tej firmy). Kopalnie NWR na czeskim Śląsku są także w potężnych tarapatach, ale nie korzystają z takiego wsparcia jak Kompania. Komisja jeszcze nie odpowiedziała na pytanie Telički.
Mimo wszystko szanse, że Bruksela zdecyduje się na węglową wojnę z Warszawą są naszym dużo mniejsze. Postawilibyśmy 1: 3.

Gdzie jest strategia? O tym piszemy w dalszej części artykułu na portalu WysokieNapiecie.pl

autor: Rafał Zasuń, WysokieNapiecie.pl