Ruszyły prace nad powszechną opłatą audiowizualną, która ma zająć miejsce abonamentu. To ma być kolejny krok – po tak zwanej kadrowej noweli oraz dużej ustawie o mediach narodowych – w reformie publicznej radiofonii i telewizji, jaką zapowiedział PiS.

W zeszłym tygodniu w Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego przedstawiciele resortów finansów, cyfryzacji i energii spotkali się z przewodniczącym Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, a także członkami Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy, przedstawicielami Urzędu Regulacji Energetyki oraz generalnego inspektora ochrony danych osobowych.

>>> Czytaj też: Wkrótce decyzja o podatkach od marketów. UE zaakceptuje stawki?

Temat przewodni: w jaki sposób i przez kogo ściągać nową opłatę na media publiczne.

Warianty są dwa: powiązanie składki audiowizualnej z rachunkiem za prąd albo pobieranie jej w systemie opartym na podatku dochodowym i rejestrach PIT, KRUS, ZUS oraz REGON lub CIT.

Oba rozwiązania mają swoich zagorzałych przeciwników. – Najmocniej protestował resort finansów, bo w przypadku powiązania poboru składki z podatkiem to na nich spadłaby czarna robota – mówi jeden z uczestników spotkania.

Ministerstwo Finansów, podobnie jak przedstawiciele organizacji dziennikarskich i resort kultury, skłaniają się ku pierwszej opcji, czyli poborowi opłat „od gniazdka”, a więc wraz z rachunkiem za prąd. Jak wynika ze wstępnych założeń prac nad przepisami o składce audiowizualnej, do których dotarł DGP, autorzy rekomendują właśnie ten wariant.

Dlaczego? Po pierwsze, w zasadzie każde mieszkanie czy lokal korzysta z energii elektrycznej, stworzenie bazy płatników powinno być więc proste. Po drugie, większość osób płaci rachunki w równych odstępach czasu – najczęściej co dwa miesiące, co pozwala na stałe i regularne zasilanie funduszu mediów narodowych. Z fiskusem rozliczamy się co roku, więc takie rozłożenie opłat na raty nie byłoby możliwe.

Inkasentami składki zostaliby dostawcy energii, ich kontrola nie wymagałaby armii urzędników i wielkiego wysiłku aparatu skarbowego.

Władze sprawdzałyby jedynie, czy dostawca dopisał składkę do rachunku i przelał pieniądze na fundusz mediów narodowych. Łatwo zwiększyć efektywność takiego poboru, bo motywacją dla inkasentów byłoby wyższe wynagrodzenie – w zależności od wyników. A poza tym, jak podkreślają autorzy założeń, dopisanie do rachunku za energię dodatkowej kwoty wzmacniałoby świadomość obywateli, że nie zostali obarczeni kolejnym podatkiem, ale płacą za konkretną usługę. W przypadku połączenia składki z PIT byłoby odwrotnie: większość obywateli powszechną opłatę na media odebrałaby jako kolejny podatek.

Ten wariant ma jednak i wady. Wedle założeń resortu kultury opłata audiowizualna ma być ściągana od gospodarstw domowych. Właściciele kilku mieszkań, aby uniknąć podwójnego oskładkowania, albo ci, którzy zostaną zwolnieni z obowiązku (niepełnosprawni, osoby po 75. roku życia oraz – tu nowość – małoletni), musieliby składać inkasentom stosowne oświadczenia dotyczące sytuacji osobistej i rodzinnej. A to już może łamać przepisy o ochronie danych osobowych.

– To miałoby sens przed uwolnieniem rynku energii, kiedy dostawców energii elektrycznej było niewielu. Obecnie takich podmiotów jest kilkadziesiąt. Dodatkową komplikacją jest fakt, że blisko 200 tys. Polaków rocznie zmienia dostawcę – mówi jeden z uczestników spotkania.

Jan Dworak, przewodniczący KRRiT, przekonywał, że najbardziej skuteczną i ekonomicznie uzasadnioną metodą poboru składki jest wykorzystanie służb ministra finansów do prowadzenia i obsługi rejestru. Resort finansów przy ściąganiu opłaty skorzystałby ze swojej bazy PIT dopełnionej systemami PESEL oraz KRUS. – Walorami takiego rozwiązania są kompletność i aktualność rejestru oraz automatyczne wyłączenie osób, które nie uzyskują dochodu lub uzyskują go w wysokości nieprzekraczającej kwoty zwolnionej od opodatkowania – przekonuje szef KRRiT.

Ale ten wariant ma też minusy, które skrzętnie wyliczali na spotkaniu przedstawiciele resortu finansów. Po pierwsze inne są organy właściwe dla spraw obu podatków (PIT – urząd skarbowy miejsca zamieszkania podatnika, podatek rolny – organ gminy). Po drugie w niektórych gospodarstwach domowych, jak w przypadku studentów, którzy wyprowadzili się z domu, ale nadal są finansowani przez rodziców, nie ma żadnego podatnika PIT ani podatku rolnego. Bardziej skomplikowane byłoby też ustalenie, kto miałby płacić składkę w imieniu gospodarstwa domowego, a także podatku, który dotyczy konkretnej osoby.

KRRiT ma jednak na to sposób. W swoim projekcie proponuje rezygnację ze ściągania opłat od gospodarstwa domowego, bo trudno je zdefiniować. Na media powinien płacić każdy dorosły obywatel „zdolny do ponoszenia obciążeń finansowych”.

Krzysztof Czabański, wiceminister kultury odpowiedzialny za reformę radiofonii i telewizji, przyznaje, że resort skłania się ku pierwszemu wariantowi, czyli opłacie „od gniazdka”. – Zadecydujemy na kolejnym spotkaniu. Daliśmy czas KRRiT, by mogła dopracować stanowisko i wyjaśnić wątpliwości – mówi Czabański.

>>> Czytaj też: Banki zapłacą dużo więcej. Podatek nawet 10 razy wyższy

Projekt ma być gotowy za trzy, cztery miesiące. Ale nie wejdzie w życie błyskawicznie. Resort zakłada trzymiesięczne vacatio legis, by do przepisów mogły się przygotować instytucje i urzędy. W tym czasie ma też ruszyć kampania informacyjna. Opłata nie będzie zależała od tego, czy widz posiada telewizor albo radio, czy nie. Plany resortu na razie nie zakładają ograniczenia emisji reklam w TVP. Jak dotąd nie było też mowy o nakładaniu dodatkowych opłat na media publiczne na nadawców komercyjnych. ©?

Zapowiedzi reform obniżają wpływy z abonamentu

15 zł miesięcznie – tyle ma wynosić opłata audiowizualna, postulowana przez twórców wstępnych założeń prac nad przepisami o składce audiowizualnej. Ale autorzy dokumentu zastrzegają, że kwota może ulec zmianie. Krzysztof Czabański, wiceminister odpowiedzialny za reformę radiofonii i telewizji, mówi o 10 zł pobieranych od gospodarstwa domowego. Projekt sporządzony przez KRRiT zakłada zaś składkę na poziomie 8 zł – pobieraną nie od gospodarstwa, ale od osoby.

Bez względu na to, jaki wariant zostanie obrany, pewne jest, że TVP i Polskie Radio potrzebują pieniędzy. Przez ostatnie lata wpływy z abonamentu wzrosły – ale nie dlatego, że więcej osób zaczęło rejestrować odbiorniki i regularnie płacić, lecz w związku ze ściganiem dłużników. W tym roku nadwyżka z tego tytułu będzie znacznie mniejsza. A jak wynika z naszych informacji, zapowiedzi zmian w mediach publicznych już w 2016 r. oraz wprowadzenia opłaty audiowizualnej sprawiły, że Polacy rezygnowali z uiszczania abonamentu. – W porównaniu z ubiegłym rokiem zmalała liczba opłat z góry za cały rok – słyszymy w KRRiT. Wedle szacunków rady TVP i Polskie Radio, aby się zdekomercjalizować, potrzebują ok. 2,6 mld zł rocznie. W ostatnich latach budżet TVP utrzymuje się w granicach 1,5 mld zł.

Dzisiejszy abonament radiowo-telewizyjny wynosi 22,7 zł miesięcznie. W Polsce jest ok. 13,6 mln gospodarstw domowych, a zgodnie z danymi GUS – w 98 proc. gospodarstw ma odbiornik telewizyjny. Obowiązku rejestracji odbiorników dokonała tylko połowa zobowiązanych. Od obowiązku migają się także przedsiębiorcy. Na blisko 2 mln przedsiębiorstw opłatę abonamentową płaci tylko 12 proc.