Rzecz jasna jakością wykonania i oprogramowania nie może równać się z iPhonem. Ale jak dotąd klientom to nie przeszkadzało. Albo inaczej – gotowi byli iść na pewne wyrzeczenia.

Co pokazali Chińczycy na targach MWC w Barcelonie?

Trzy smartfony Mi5 w nieco odmiennych konfiguracjach. Ekran 5,15 cala, Full HD (1080x1920 pikseli) pokryty szkłem Grilla Glass 4, 3 lub 4 GB RAM, 32-128 GB pamięci wewnętrznej, układ Snapdragon 820 na pokładzie, aparat z matrycą Sony 16 megapikseli.

Ceny – w zależności od modelu, od 306 do 413 dol. (ok. 1200-1650 zł).

Dla porównania – nowy Samsung Galaxy S7 (ten tańszy) kosztuje bagatela 3200 zł. LG G5 nawet kilkadziesiąt złotych więcej. Nowa Xperia X Performance – nieco poniżej 3 tys. w przeliczeniu na złotówki. Przy zbliżonej specyfikacji i tak dużych różnicach cenowych nic dziwnego, że Xiaomi skupia na sobie coraz więcej zainteresowania.
Określenie „Chiński Apple” nie wzięło się znikąd. Firma intensywnie pracowała, by je podtrzymać kopiując szereg charakterystycznych dla Apple zachowań. Dość powiedzieć, że jej prezes i założyciel, Lei Jun nieformalnym stylem ubierania nawiązuje do Steve’a Jobsa. Mimo, że w wywiadach udziela czasem kuriozalnych wypowiedzi, nie da się mu odmówić smykałki do biznesu.

Firma działa zaledwie od 2010 r., ale wg danych IDC w ostatnim kwartale zamykała pierwszą piątkę największych dostawców smartfonów na świecie. Sprzedała ponad 18 mln urządzeń, co przekłada się na 4,6 proc. udział w rynku. W bezpośrednim zasięgu znajduje się rodzima konkurencja w postaci Lenovo, który sprzedał 2 mln urządzeń więcej.

Xiaomi może oferować telefony po znacznie niższych cenach dzięki kilku sztuczkom. Np. rozmyślnie ogranicza portfolio smartfonów co pozwala zmniejszyć koszty, wycięła też pośredników handlowych i sprzedaje je bezpośrednio przez Internet. Zarzuca się jej, że jest tak tani, bo nie płaci za patenty należące do innych firm, lecz na razie nie bardzo jej to przeszkadza w działalności na rynkach azjatyckich. Wyjątkiem są tu Indie, gdzie przez niemal rok Chińczycy mieli zakaz sprzedaży urządzeń Redmi Note, po skardze patentowej jaką złożył Ericsson.

Xiaomi chce wejść na kolejne rynki, w tym europejski. Istnieje prawdopodobieństwo, że gdy w końcu pojawi się w Europie, Apple lub Samsung z miejsca uwikłają ją w wieloletnie spory patentowe. A obie te firmy walcząc między sobą w przeszłości udowodniły, że są w przypadku patentów bardzo skrupulate i nie odpuszczają ani na jotę.
Chińczycy w zasadzie już weszli na europejski rynek, ale niejako tylnymi drzwiami. Xiaomi nie smartfony, ale kamery, gadżety i akcesoria w wybranych krajach UE (także w Polsce za pośrednictwem importera). To dopiero przymiarka, badanie rynku.