Za każdym razem, gdy Ian Haines wynajmuje swój pokój w australijskim portowym mieście Albany, Airbnb bierze z tego 13 proc. zysku. Haines, który niebawem przejdzie na emeryturę, dzięki pieniądzom z wynajmu wspomaga budżet swojego lokalnego sklepu dla farmerów. Ian Haines skrupulatnie płaci podatki od zysków, które osiąga dzięki Airbnb, gdyż wie, że firma z San Francisco może informować o swoich transakcjach australijskiego fiskusa.

Dla Airbnb sprawy jednak mają się inaczej. Ponieważ firma zarządza swoimi finansami za pomocą jednostek zlokalizowanych w Irlandii i rajach podatkowych, takich jak wyspa Jersey, jedynie niewielka część jej zysków będzie opodatkowana w Australii czy w USA.

Przegląd zagranicznych dokumentów spółki pokazuje, że ma ona znacznie więcej podmiotów zależnych niż publicznie się do tego przyznaje, bo ponad 40.

Polityka podatkowa firm, takich jak Airbnb czy Ubner, funkcjonujących w obszarze ekonomii dzielenia (sharing economy), stanowi poważne wyzwanie dla urzędów skarbowych na całym świecie. Przez ostatnie 5 lat, gdy Airbnb i Uber dynamicznie rozwijały skrzydła, wiele państw i miast na świecie próbowało walczyć, aby firmy te funkcjonowały na takich samych zasadach podatkowych, co lokalne hotele czy taksówki. Dziś wydaje się, że ta walka została przegrana.

Odkąd coraz więcej firm próbuje w ten sposób podnosić swoją rentowność, eksperci obawiają się, że walka o podatki wchodzi na nowy poziom. Zagrożone są już miliardy dolarów wpływów z podatków korporacyjnych. Źródło bliskie Airbnb twierdzi, że dopiero w tym roku firma odnotuje pierwszy zysk.

“Takie firmy to przyszłość. Natura ich działalności oraz struktura tych firm sprawiają, że mogą one trzymać swoje zyski poza USA. Dopóki systemy podatkowe nie poradzą sobie z tym problemem, stracone wypływy z podatków mogą być gigantyczne” – uważa Stephen Shaw, były doradca podatkowy w amerykańskim departamencie skarbu.

Przez wiele lat firmy farmaceutyczne i technologiczne, takie jak Pfizer, Merck, Google, i Apple, zmniejszały swoje podatki, korzystając z rajów podatkowych i transferując zyski za granicę. Airbnb i Uber rozszerzyły tę strategię na nowe obszary: PricewaterhouseCoopers szacuje, że firmy związane z ekonomią dzielenia (sharing economy) w 2014 roku wygenerowały 15 mld dol. zysków, zaś w 2025 roku wartość ta wzrośnie do 335 mld dol. Ich wzrost w dużej mierze odbywa się kosztem tych firm, które płacą podatki w USA.

Przedstawiciele Airbnb odmawiają odpowiedzi na pytanie o ich strategię podatkową. „Płacimy należne podatki w każdym z miejsc, w którym działamy” – mówi Nick Papas, rzecznik prasowy firmy. „Gdy podejmujemy długoterminowe decyzje biznesowe, robimy to w najlepszym interesie naszej wspólnoty” – dodaje.

Struktura korporacyjna Airbnb daje tej firmie legalne możliwości ominięcia podatków w USA oraz w innych państwach, w których działa. Dwie spółki zależne Airbnb działają w Irlandii, gdzie prawo podatkowe pozwala amerykańskim korporacjom na uniknięcie zarówno amerykańskiego, najwyższego 35-proc. podatku od zysków jaki i irlandzkiego 12,5-proc. podatku.

Pieniądze z transakcji w 190 krajach Airbnb transferuje do centrum płatności w Irlandii. Firma pobiera od 6 do 12 proc. wartości wynajmu – w zależności od kosztów. Następnie, zanim przekaże pieniądze dalej, pobiera jeszcze 3 proc. od zysku gospodarza danego obiektu do wynajęcia. Pozwala to na ochronę większości zysków przed opodatkowaniem w kraju, w którym jest świadczona usługa (irlandzki oddział Airbnb płaci spółkom zależnym w Australii niewielkie pieniądze za marketing w danym kraju, zaś spółka zależna płaci podatek od zysków w danym kraju).

Irlandzkie prawo ułatwia międzynarodowym koncernom przerzucanie zysków do rajów podatkowych dzięki przenoszeniu w te miejsca cennych praw własności intelektualnej. Airbnb ma dwie spółki zależne - Airbnb International Holdings oraz Airbnb 2 Unlimited, która jest zarejestrowana na Jersey, gdzie nie musi płacić podatku od firm.

Eksperci podatkowi uważają, że jeśli Airbnb przypisałaby IP oprogramowania swojej jednostce na Jersey, wówczas firma mogłaby przetransferować dużą cześć zysków do raju podatkowego dzięki opłatom licencyjnym irlandzkiej spółki zależnej. Podobne strategie stosują koncerny technologiczne i farmaceutyczne.

Australijski senat zaprosił w listopadzie menedżerów z firm pokroju Ubera na publiczne wysłuchanie ws. unikania podatku od firm. Sam McDonagh, australijski menedżer Airbnb zeznał, że strategiczne decyzje firmy nigdy nie były podyktowane kwestiami podatkowymi. „Podstawowym powodem, dla którego założyliśmy spółkę zależną w Irlandii, był dostęp do wielkich talentów” – wyjaśniał McDonagh. Australijscy senatorowie jednogłośnie odpowiedzieli: „Daj spokój, nie żartuj!”

Bez względu na motywacje Airbnb, możliwości unikania podatków, jakimi dysponuje ta firma, są niemożliwe do osiągnięcia przez tradycyjne firmy działające w Australii. Airbnb oferuje na swojej stronie około 2 mln pokoi – to mniej więcej tyle, ile znajduje się w ofercie firm, takich jak Wyndham, Hilton i Marriott razem wziętych. Wspólny zysk tych trzech firm w latach 2013-2015 wyniósł 2,3 mld dol., a firmy te zapłaciły miliony dolarów podatku amerykańskiemu fiskusowi.

Z kolei przedstawiciele firmy Uber, podczas przesłuchania w australijskim parlamencie, zeznali, że opłaty za przejazdy są rozliczane poza USA, dzięki firmie z Holandii. Ubiegłej jesieni magazyn „Fortune” donosił, że Uber przypisał numer IP do jednostki zlokalizowanej w raju podatkowym na Bermudach. Dzięki temu mniej niż 2 proc. zysków firmy podlega reżimowi podatkowemu w USA.

OECD wzywa do wypracowania bardziej technicznych sposobów blokowania transferu zysków do rajów podatkowych. „Można się spierać, czy największa wartość jest kreowana w Dolinie Krzemowej (w miejscu powstania oprogramowania), w Irlandii (skąd spółka jest zarządzania), czy w określonym kraju na świecie (gdzie usługa jest świadczona). Ale nie można racjonalnie i wiarygodnie argumentować, że największa część wartości firmy jest tworzona w rajach podatkowych, gdzie działa mała spółka zależna” - uważa Pascal Saint-Amans, dyrektor centrum podatkowego OECD.

“W pewnym momencie musimy podjąć jakieś działania. Pozostaje mieć nadzieję, że nastąpi to zanim większość wpływów podatkowych z zysków zostanie utracona” – komentuje Reuven Avi-Yonah, profesor z zakresu międzynarodowego prawa podatkowego z University of Michigan Law School.

>>> Czytaj też: Cicha wojna o Warszawę. Czy jeden dokument może być wart kilka miliardów złotych?