Odsetek Brytyjczyków w wieku 26-30 lat wynajmujących mieszkanie na prywatnym rynku wzrósł od 1987 do 2014 roku z zaledwie 9 do aż 39 proc. – wynika z danych Office for National Statistics. Wartość ta wzrosła jeszcze gwałtowniej w przypadku osób w wieku 21-25 (z ok. 20 proc. w 1989 roku do prawie 65 proc. w 2014). Wzrost zainteresowania mieszkaniami na wynajem zwiększa się wśród wszystkich grup wiekowych w przedziale 21-40 lat.

Odsetek średniego dochodu rozporządzalnego przeznaczanego na utrzymanie dachu nad głową wzrósł z kolei na Wyspach z 12 do prawie 20 proc. Sytuacja młodych jest pod tym względem jeszcze bardziej dramatyczna w Londynie: w 2014 roku ponad jedna trzecia dochodu była tam przeznaczana na cele mieszkaniowe.

Drastycznie spada dostępność mieszkań. Z obliczeń firmy Rightmove Plc wynika, że średnie ceny ofertowe wzrosły w ciągu dekady o 50 proc. Wzrost ten wytworzył szeroką wyrwę pomiędzy coraz mniej liczną grupą osób, które stać na zakup, a rosnącym odsetkiem sfrustrowanych, którzy na takowy nie mogą sobie pozwolić.

Niektórzy zyskują na wzroście „popularności” wynajmu. Znacznie wzrósł odsetek osób czerpiących dochód z oferowania innym lokum. Jeszcze na początku lat 80. niewiele ponad 1,5 proc. gospodarstw domowych czerpało zyski z wynajmu, obecnie odsetek ten wynosi już 5,6 proc.

Coraz więcej osób wykorzystuje więc swoją dobrą sytuacje mieszkaniową jako dźwignię do zarobkowania na wynajmie. Zwrócił to uwagę Banku Anglii, który zatwierdził w zeszłym tygodniu zaostrzenie kryteriów udzielania kredytów na ten cel.

Potrzeba jednak dalszych działań, by rynek mieszkaniowy na Wyspach odzyskał równowagę. Główny ekonomista Banku Anglii powiedział w poniedziałek 4 kwietnia, że: „ostateczne rozwiązanie problemu leży po stronie podaży”. Jedyną rzeczą, jaką może zrobić bank centralny oraz Kanclerz Skarbu to zduszenie popytu.

>>> Polecamy: Wielka bitwa o Warszawę. Czy jeden dokument może być wart kilka miliardów złotych?