Rada nadzorcza i zarząd spółki są zgodne co do tego, że "w obliczu obecnej sytuacji przedsiębiorstwa trzeba także dać znak w kwestii wynagradzania zarządu" - powiedział w Hanowerze w parlamencie Dolnej Saksonii socjaldemokratyczny premier tego kraju związkowego Stephan Weil. Wchodzi on z urzędu w skład rady nadzorczej Volkswagena.

Weil potwierdził w ten sposób zrelacjonowane jeszcze we wtorek przez agencję dpa i mające swe źródła w koncernie doniesienia, iż rozważa się takie rozwiązanie.

Na razie brak szczegółów na temat dokładnej skali "wyraźnego zmniejszenia zmiennego wynagrodzenia". W środkach masowego przekazu mowa była o redukcji o maksymalnie 30 proc. Nie wiadomo także, czy ma to być tylko jednorazowa dobrowolna rezygnacja i które części wynagrodzenia będą obniżane.

Jak powiedział Weil, debata na ten temat musi uwzględniać "także oczekiwania opinii publicznej" i przedyskutuje się jeszcze różne modele. "Proszę o zrozumienie, że nie mogę antycypować wyników tych obrad" - zaznaczył dolnosaksoński premier.

Według niego sprawą zajmie się rada nadzorcza na posiedzeniu w piątek w przyszłym tygodniu. Ma wtedy także zadecydować, jakie kroki należy podjąć na podstawie sporządzonego przez amerykańską kancelarię prawniczą Jones Day przejściowego raportu na temat tego, jak rozkłada się wina za skandal z pomiarami spalin.

"Niezależnie od dochodzeń prowadzonych przez wymiar sprawiedliwości USA i Niemiec na posiedzeniu rady nadzorczej Volkswagena 22 kwietnia przewidziane jest przedstawienie kwalifikowanego sprawozdania. W związku z tym ustalony będzie także sposób, w jaki poinformowana zostanie opinia publiczna" - oświadczył Weil.

W następstwie dochodzenia prowadzonego przez podległą rządowi USA Agencję Ochrony Środowiska (EPA) Volkswagen przyznał się we wrześniu ubiegłego roku do zainstalowania w łącznie około 11 mln samochodów oprogramowania pomagającego fałszować wyniki pomiarów zawartości tlenków azotu w spalinach silników Diesla. Oprogramowanie to, znane pod angielską nazwą "defeat device" (urządzenie udaremniające), w celach oszczędnościowych wyłączało system neutralizowania tlenków azotu podczas normalnej eksploatacji samochodu i włączało go po rozpoznaniu, że silnik poddawany jest testom.

Volkswagen znalazł się w ten sposób w centrum największego skandalu, jaki dotknął w ostatnich latach globalną branżę motoryzacyjną. Musi się teraz spodziewać wieloletnich procesów sądowych oraz miliardowych kar za łamanie przepisów o normach technicznych i ochronie środowiska.

>>> Czytaj też: Gdzie powstanie centralny port lotniczy? Jest nowa propozycja