Rząd pośle więźniów do pracy

Pod koniec kwietnia Ministerstwo Sprawiedliwości ogłosiło wprowadzenie pilotażowego programu pracy więźniów. W jego ramach, w ciągu 8 lat w pobliżu zakładów karnych ma powstać 40 hal produkcyjnych. Koszt ich wybudowania sięgnie 105 mln zł. Resort zapowiedział też zwiększenie ulg dla przedsiębiorców zatrudniających osadzonych i rozszerzenie możliwości nieodpłatnej pracy więźniów na rzecz samorządów. Dziś więźniowie mogą wykonywać dla samorządów tylko prace porządkowe, rząd chce powiększyć ten katalog, tak by mogli być zatrudniani także przykładowo przy budowie mieszkań komunalnych czy wałów przeciwpowodziowych.

Pieniądze potrzebne na zrealizowanie programu będą czerpane z Funduszu Aktywizacji Zawodowej Skazanych oraz Rozwoju Przywięziennych Zakładów Pracy. Środki na ten fundusz pochodzą z potrąceń z wynagrodzeń więźniów, zatem program nie będzie finansowany z pieniędzy podatników - podał resort. Dzięki realizacji projektu, polski podatnik ma zapłacić za każdego więźnia o 30 proc. mniej. Zgodnie z założeniami, ok. 20 proc. środków wypracowanych przez program pracy więźniów ma wrócić do budżetu państwa.

„Co najistotniejsze z punktu widzenia polskiego państwa: więźniowie zaczną pracować. Jeżeli zaczną pracować, to po pierwsze – będzie społeczne poczucie sprawiedliwości, a po drugie - co wszyscy niezależnie od poglądów podkreślają - praca jest dla więźnia najlepszym elementem resocjalizacyjnym” – mówił wiceminister resortu sprawiedliwości Patryk Jaki cytowany przez PAP. To ważne, bo jak wynika ze statystyk ministerstwa, w Polsce co druga osoba, która wychodzi z więzienia, z powrotem do niego wraca.

Być jak Węgry

Powracając do powszechnej pracy więźniów, rząd idzie śladem Węgier. Od 2015 roku obowiązują tu przepisy nakazujące osadzonym odpracowanie części kosztów poniesionych na ich utrzymanie. Z obowiązku tego zwolnione są tylko osoby chore i w podeszłym wieku. To właśnie dlatego współczynnik zatrudnienia więźniów na Węgrzech sięga ok. 85 proc. Podobnie jest w Niemczech (85 proc.) i na Słowacji (80 proc.) – wynika z danych Służby Więziennej. Polska na tym tle wypada bardzo słabo – w naszym kraju pracuje tylko ok. 38 proc. osadzonych. To jeden z najniższych wskaźników w Europie.

W całym 2015 roku, utrzymanie więźniów oraz funkcjonowanie zakładów karnych i aresztów śledczych w Polsce kosztowało w sumie ponad 2,7 mld zł. Roczne wydatki na jednego więźnia sięgały 36,4 tys. zł.

Choć koszty utrzymania więźniów są wysokie, wciąż niewielu z nich - przynajmniej częściowo – odpracowuje wydatki ponoszone przed podatników. Dlaczego więc w naszym kraju praca skazanych jest tak mało powszechna?

Jeszcze niedawno w polskich więzieniach pracowali niemal wszyscy osadzeni. Przed 1989 rokiem było to traktowane jako dodatkowy wymiar kary. Dzisiaj więźniowie mają ten przywilej, że do pracy nikt zmusić ich nie może. Pracują więc tylko ci, którzy chcą i mogą. Problem w tym, że chętnych jest więcej niż miejsc pracy. Na stronie internetowej Służby Więziennej widnieją dane tylko 17 przywięziennych zakładów pracy. Wśród nich są m.in. państwowe przedsiębiorstwa odzieżowe, obuwnicze, meblarskie czy drukarnie. Tymczasem w czasach PRL funkcjonowało ponad 200 takich zakładów. Jednym z największych pracodawców dla więźniów jest dziś producent obuwia roboczego PPO w Strzelcach Opolskich – w tej chwili pracuje tu ok. 300 osadzonych.

„Więźniowie chcą pracować, ale również Służbie Więziennej zależy na tym aby jak największa liczba osadzonych pracowała. Powodów jest kilka. Praca to najlepszy środek oddziaływań na osadzonych. Uczy przede wszystkim nawyku pracy, sumienności oraz obowiązkowości, czego osadzonym bardzo często brakuje. Osadzony pracując wie, że musi rano wstać, iść do pracy i tam sumiennie wykonywać obowiązki. Jeżeli te nawyki przeniesie na swoje normalne życie po wyjściu z więzienia to już duży sukces. Poza tym praca daje więźniom możliwość zarobkowania i tym samym np. spłacania zadłużenia czy też zasądzonych alimentów. Praca jest też alternatywą dla więziennej nudy” – mówi kpt. Bartłomiej Turbiarz z Zespołu Prasowego Służby Więziennej.

Jak wynika z raportu Służby Więziennej, na koniec kwietnia 2016 roku w polskich więzieniach i aresztach śledczych przebywało w sumie 71 884 osadzonych, w tym 2 496 kobiety. Zdecydowana większość to młode, zdolne do pracy osoby. Jedynie ok. 25,9 tys. więźniów było w tym czasie zatrudnionych – tylko 40 proc. z nich otrzymywało za to wynagrodzenie, a ok. 60 proc. pracowało za darmo – m.in. dla samorządów przy pracach publicznych oraz w organizacjach charytatywnych. Mowa oczywiście o tych, którzy mogą wychodzić na zewnątrz więzienia. Według danych Centralnego Zarządu Służby Więziennej, w 2014 roku praca więźniów na cele społeczne w Polsce była warta ponad 67 mln zł. Współczynnik powszechności zatrudnienia skazanych i ukaranych wyniósł w kwietniu 38,4 proc. W całym 2015 roku wskaźnik ten wynosił średnio 35,5 proc. W sumie, całą swoją pracą więźniowie zarabiają już ok. 200 mln zł – wynika z danych resortu sprawiedliwości.

Kto zatrudnia więźnia i ile mu płaci?

Gdzie pracują więźniowie? Według statystyk za cały 2015 rok, najwięcej zatrudnionych więźniów zajmowało się pracami porządkowymi i pomocniczymi o charakterze administracyjno-gospodarczym, takimi jak praca w kuchni, bibliotece, warsztatach czy pralni (58 proc.). 20 proc. osadzonych pracowało dla kontrahentów pozawięziennych, a 17 proc. w przywięziennych zakładach pracy (przywięzienne przedsiębiorstwa państwowe i instytucje gospodarki budżetowej). Tylko 4 proc. więźniów było zatrudnionych na podstawie umowy o zlecenie lub o dzieło. 18 więźniów wykonywało pracę nakładczą, a jedynie 3 osoby miały podpisane umowy o pracę.

„Osadzeni mają możliwość pracy na terenie zakładu karnego lub aresztu śledczego oraz poza terenem jednostki penitencjarnej. Oznacza to, że są oni nadzorowani przez kontrahenta zewnętrznego, który ich zatrudnia. Właściwie w każdym większym mieście w Polsce, gdzie funkcjonuje zakład karny lub areszt śledczy osadzeni pracują na rzecz społeczności lokalnych lub samorządów” – mówi kpt. Bartłomiej Turbiarz.

Jak zaznacza, Służba Więzienna kierując osadzonych do pracy poza terenem jednostek bierze pod uwagę przede wszystkim bezpieczeństwo obywateli. Dlatego do tych prac wysyłani są głównie sprawcy lżejszych przestępstw oraz osoby, które w najbliższym czasie opuszczą zakłady karne.

Średnia płaca więźniów zatrudnionych w czasie odbywania kary wynosiła w 2015 roku 1 191 zł brutto. Zatrudnieni pracują średnio 113 godzin w miesiącu. Daje to więc około 10,48 zł za godzinę pracy – wynika z danych Biura Penitencjarnego CZSW. Nie dostają oni jednak pieniędzy do ręki. Pensja skazanych trafia do specjalnego depozytu. Z wynagrodzenia więźnia opłacane są m.in. składki ZUS, Fundusz Aktywizacji Zawodowej (25 proc.), Fundusz Pomocy Pokrzywdzonym i Pomocy Postpenitencjarnej (10 proc.). Część zarobków więźnia jest blokowana na poczet zapewnienia środków w momencie wyjścia z więzienia – tzw. „żelazna kasa” jest gromadzona aż do uzyskania równowartości przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia. To co zostanie, przeznaczane jest na spłatę alimentów (średnio w 2015 roku 240 zł na dziecko) czy długów.

„Jeżeli skazany zatrudniony jest w firmie zewnętrznej to generalnie zarabia minimalne wynagrodzenie krajowe, po odliczeniu wszystkich kosztów wynikających z przepisów, zostaje mu na rękę ok. 700 złotych. Jeżeli dodatkowo osadzony posiada zadłużenie alimentacyjne, komornicze lub inne należności to dostaje na rękę ok. 300 złotych” – wylicza kpt. Bartłomiej Turbiarz.

Przedsiębiorstwa, które decydują się na zatrudnienie więźniów w pełnym wymiarze czasu pracy, mają obowiązek zaproponować im pracę za co najmniej płacę minimalną. Przed marcem 2011 roku, była to co najmniej połowa minimalnego wynagrodzenia. Zmiana przepisów, wymuszona przez wyrok Trybunału Konstytucyjnego z 2010 r., mocno ograniczyła chęć przedsiębiorców do zatrudniania skazanych – jeszcze w 2010 roku odpłatnie pracowało ok. 17 tys. skazanych. Dziś liczba ta stopniała do 10 tys. Zgodnie z aktualnymi przepisami, pracodawcy mogą jednak liczyć na korzyści finansowe - w zamian za zatrudnienie skazanego, firma otrzymuje ryczałt w wysokości 20 proc. wartości wynagrodzeń przysługujących zatrudnionym osobom. Może też ubiegać się o dotację lub pożyczkę. „Zatrudnienie w oparciu o skierowanie do zatrudnienia (decyzja dyrektora jednostki) eliminuje konieczność stosowania wobec zatrudnionych przepisów Kodeksu Pracy (oprócz przepisów bhp oraz o czasie pracy) i pozostaje najkorzystniejszą formą zatrudnienia z punktu widzenia pracodawcy. Dotychczasowe doświadczenia wskazują, że zatrudnianie skazanych przynosi wymierne korzyści dla zatrudniającego, a dla skazanych jest niezwykle istotną formą resocjalizacji. Kontrahenci oraz podmioty pozawięzienne zatrudniające osoby pozbawione wolności podkreślają duże zaangażowanie skazanych w wykonywaną pracę, ich fachowość oraz właściwą postawę w pracy” – czytamy na stronie internetowej SW. Więźniom zatrudnionym odpłatnie na podstawie skierowania do pracy, przysługuje po roku nieprzerwanej pracy w czasie odbywania kary pozbawienia wolności urlop. Jest on jednak blisko o połowę krótszy od normalnego i wynosi 14 dni.

Korzyści wynikających z zatrudniania więźniów może być niebawem jeszcze więcej. W ramach programu pracy więźniów, rząd chce rozbudować system ulg dla przedsiębiorców. „Ulga ta obecnie funkcjonuje jako dotacja dla przedsiębiorcy i finansowana jest ze środków Funduszu Aktywizacji Zawodowej Skazanych oraz Rozwoju Przywięziennych Zakładów Pracy. Zwiększenie kwot potrąceń z wynagrodzeń więźniów na ten fundusz sprawi, że większa liczba przedsiębiorców będzie zainteresowana współpracą z zakładami karnymi celem zatrudnienia więźniów w 40 halach wybudowanych w ramach programu” – informuje resort. Według założeń programu, 7 proc. pensji więźniów będzie teraz potrącanych na Fundusz Pomocy Pokrzywdzonym i pomoc postpenitencjarną, aż 45 proc. wynagrodzenia zostanie odprowadzone na rzecz funduszu aktywizacji skazanych i rozwój przywięziennych zakładów pracy – 40 proc. z tego zostanie przeznaczonych na ulgi dla przedsiębiorców zatrudniających więźniów, a 5 proc. – na inwestycje. Do dyspozycji więźniów trafi 48 proc. zarobków. Docelowo, zwrot kosztów dla przedsiębiorcy za każdego zatrudnionego więźnia będzie mógł sięgać nawet 40 proc. po spełnieniu wymaganych warunków.

”Więźniowie często spotykają się z niechęcią pracodawców. Jeszcze kilka lat temu, firmy mogły zatrudniać osadzonych oferując im wynagrodzenie w wysokości połowy najniższej krajowej pensji – było to dla nich bardzo korzystne, więc wykazywały większe zainteresowanie. Po wejściu w życie ustawy Trybunału Konstytucyjnego to zainteresowanie spadło” – mówi Michał Środa, Senior HR Consultant GoWork.pl.

Obawy pracodawców związane z zatrudnianiem skazanych są uzasadnione, jednak przedstawiciele Służby Więziennej zapewniają, że bardzo rzadko odnotowuje się negatywne zachowania ze strony więźniów pracujących u kontrahentów zewnętrznych. „Osadzeni, którzy zdobędą pracę szanują ją, ponieważ wiedzą, że dzięki niej mogą przede wszystkim zarabiać. Dodatkowo jest to ważny element odnotowywany w dokumentacji osadzonego, a później brany pod uwagę przez sąd np. w przypadku rozpatrywania o warunkowe przedterminowe zwolnienie” – mówi kpt. Bartłomiej Turbiarz. „Zdecydowana większość pracodawców chwali sobie pracę osadzonych. Trzeba pamiętać o tym, że więzień zawsze jest w pracy na czas i nie trzeba go specjalnie motywować do wykonywania pracy. W przypadku, kiedy osadzony zachowuje się w pracy w sposób negatywny Służba Więzienna wycofuje go z pracy i na to miejsce zatrudnia innego osadzonego” – dodaje.

>>> Czytaj też: Polacy wracają za kraty. Rząd buduje więzienia

Wolność – co dalej?

Rocznie polskie więzienia opuszcza ponad 85 tys. osób. Tu zaczyna się kolejny problem. Wychodząc na wolność zwykle od razu lądują na bezrobociu, a podjęcie pracy i usamodzielnienie się po odsiedzianym wyroku często jest nie lada wyzwaniem.

”Służba Więzienna przygotowuje osadzonego do życia na wolności m.in. poprzez danie możliwości ukończenia szkoły w więzieniu, ukończenia kursów zawodowych lub ukończenia terapii w oddziałach dla skazanych uzależnionych od alkoholu lub narkotyków, czy też właśnie uzyskanie możliwości zatrudnienia podczas pobytu w więzieniu. Osadzony kończąc karę może skorzystać z pomocy postpenitencjarnej na wolności. Pomocy udzielają kuratorzy sądowi” – wyjaśnia kpt. Bartłomiej Turbiarz. W tym miejscu kończy się rola Służby Więziennej. „Po opuszczeniu przez osadzonego murów więzienia nie mamy możliwości ani instrumentów prawnych, aby monitorować jego dalszą sytuację życiową, w tym również przebieg zatrudnienia” – mówi Turbiarz.

W przyszłości może się to jednak zmienić. Resort sprawiedliwości zapowiedział już, że pracuje nad reformą systemu postpenitencjarnego. W jej ramach miały powstać swego rodzaju „biura karier” dla więźniów, które będą monitorować losy byłych osadzonych i wspierać ich na rynku pracy o wyjściu na wolność.

Według Michała Środy z GoWork.pl, w przypadku zatrudniania byłych więźniów duże znaczenie ma powód osadzenia. „W przypadku osób, które za przysłowiowe kratki trafiły np. z powodu niepłacenia alimentów czy spowodowania wypadków drogowych, pracodawcy są o wiele bardziej wyrozumieli niż wobec osób karanych za włamania i rozboje, których szanse na jakiekolwiek zatrudnienie są bardzo niewielkie. Jedyną szansą na ich powrót do uczciwego życia to założenie działalności, albo wsparcie organizacji pozarządowych, które zajmują się np. tworzeniem spółdzielni czy innych form mikro firm w których znajdują zatrudnienie. Takich instytucji wciąż jednak jest zdecydowanie za mało” – mówi ekspert.

Największym problemem osób, które po wyjściu zza krat próbują wejść na rynek pracy, jest brak doświadczenia i wykształcenia. „Im dłuższa izolacja, tym większe problemy z późniejszym powrotem do zatrudnienia. Co do wykształcenia i kwalifikacji, coraz więcej zakładów karnych próbuje przeciwdziałać takiej sytuacji organizując różnego rodzaju kursy i szkolenia. Więźniowie mogą w ramach odbywania kary skończyć też studia” – mówi Michał Środa z GoWork.pl. Pod tym względem na korzyść skazanych może działać zapowiadany przez rząd program budowy hal produkcyjnych przy więzieniach. Zdaniem eksperta, może to rozwiązać problem braku doświadczenia i braku nawyku pracy więźniów. „To ułatwiłoby im powrót do normalnego życia na wolności, zwłaszcza, jeżeli np. więzień, mógłby liczyć na zatrudnienie także przynajmniej przez ograniczony czas po wyjściu na wolność. Ale już sam nawyk pracy, zdobycie nowych kwalifikacji jest bardzo ważny. Pomysł rządu mógłby przyczynić się też do spadku kosztów utrzymania więzień, wszystko zależy jednak od organizacji całego przedsięwzięcia” – mówi Michał Środa.

>>> Polecamy: Bezzębne prawo. Polska jest jednym z najłagodniej karzących krajów