Wyniki niedzielnych wyborów przypominają te z końca 2015 r., gdyż ponownie żadna partia nie zdobyła większości niezbędnej do samodzielnego rządzenia, czyli 176 deputowanych w 350-osobowej izbie niższej parlamentu (Kongresie Deputowanych). Grozi to kolejnym paraliżem politycznym i tym, że szefowie ugrupowań znowu przez wiele miesięcy mogą nie być w stanie porozumieć się w sprawie rządu – zauważają komentatorzy.

Po przeliczeniu ponad 95,4 proc. głosów MSW podało, że w niedzielę, trzy dni po szoku wywołanym brytyjskim referendum w sprawie Brexitu, na PP zagłosowało 32,9 proc. uprawnionych, co przekłada się na 137 mandatów. Partia Rajoya, która jest u władzy od 2011 r., w poprzednich wyborach wywalczyła 28,7 proc. głosów i 123 mandaty.

Frekwencja wyniosła 69,8 proc., czyli była nieznacznie wyższa niż w grudniu (69,6 proc.).

W niedzielę socjaliści nie ponieśli historycznej porażki wieszczonej im przez przedwyborcze sondaże i nie spadli na trzecie miejsce. Na Hiszpańską Socjalistyczną Partię Robotniczą (PSOE) zagłosowało 22,7 proc. uprawnionych, co przekłada się na 85 mandatów.

Lewicowa koalicja o nazwie Unidos Podemos (Zjednoczeni Możemy), której jeszcze kilka godzin temu sondaże exit poll dawały drugie miejsce, zdobyła 21,1 proc. głosów (71 mandatów) i zajęła trzecie miejsce. Koalicję tworzą sprzeciwiająca się antykryzysowym cięciom, określana jako populistyczna, partia Podemos, która powstała na początku 2014 r. i radykalna Zjednoczona Lewica (IU), która jest spadkobierczynią Komunistycznej Partii Hiszpanii. Ugrupowania w maju zawarły sojusz, by prześcignąć socjalistów, ale w niedzielę okazało się, że było to jednak niemożliwe.

„To nie jest dobry wynik, to nie jest wynik, jakiego się spodziewaliśmy. Nie jest to dobry rezultat dla Hiszpanii, gdyż opóźnia on proces zmian politycznych” – powiedział „numer dwa” w Podemos Inigo Errejon.

Na czwartym miejscu uplasowała się liberalna, centroprawicowa Ciudadanos, zdobywając 12,9 proc. głosów (32 miejsca). To ugrupowanie odnotowało najwyższy spadek mandatów w porównaniu do grudniowego głosowania – zauważają eksperci.

W grudniu ub.r. Hiszpanie, zmęczeni 21-procentowym bezrobociem, skandalami korupcyjnymi i niepopularnymi kryzysowymi cięciami, położyli kres tradycyjnemu podziałowi parlamentu na dwa bloki - konserwatystów i socjalistów, wpuszczając do Kongresu Deputowanych nowe ugrupowania: Podemos i Ciudadanos.

PSOE wywalczyła wówczas 22 proc. głosów i 90 miejsc w izbie niższej, co było najsłabszym wynikiem ugrupowania w historii. Podemos kierowana przez długowłosego profesora politologii Pablo Iglesiasa wraz ze zrzeszonymi partiami regionalnymi zdobyły 20,7 proc. głosów (69 mandatów Podemos), a IU - 2 mandaty. Na Ciudadanos oddało głos 13,9 proc. uprawnionych, co przełożyło się na 40 miejsc w parlamencie.

Politolog Edurne Uriarte podkreśliła, że niedzielny sukces PP „daje jej większe prawo do żądania od innych ugrupowań, by uszanowały to, że jako najpopularniejszej partii należy jej się prawo utworzenia rządu”. Rajoy zwracał się przed wyborami do pozostałych ugrupowań, by pozwoliły rządzić partii, która w niedzielę zdobędzie najwięcej głosów, co oznaczałoby powstanie rządu mniejszościowego PP. „Teraz ma więcej powodów, by prosić o taki szacunek” – powiedziała Uriarte w telewizji TVE.

Według dziennikarza Victora Arribasa wynik niedzielnego głosowania pokazuje, że „zwyciężyło umiarkowanie”, a niektórzy wyborcy, którzy w grudniu odwrócili się od PP i poparli Ciudadanos, teraz znowu zagłosowali na PP.

Przez kilka miesięcy cztery główne formacje prowadziły intensywne negocjacje w sprawie koalicji rządowej, ale gdy wiosną okazało się, że są one bezowocne, konieczne było rozpisanie kolejnych wyborów. Wcześniej Rajoy zrezygnował z prób utworzenia koalicji z powodu braku wystarczającego poparcia. Liderowi PSOE Pedro Sanchezowi nie udało się przekonać Podemos do koalicji i z tego powodu na początku marca dwa razy nie uzyskał wotum zaufania, co było bezprecedensową sytuacją w hiszpańskiej polityce. Poparła go tylko Ciudadanos.

Głównymi tematami kampanii były kryzys gospodarczy i korupcja. W ostatnich dniach pojawiła się także kwestia Brexitu i apele o dymisję szefa MSW Jorge Fernandeza Diaza, gdy do mediów wyciekło nagranie, na którym minister zwraca się do członka katalońskich władz, by objął śledztwem lokalnych polityków w celu ich skompromitowania.

Półroczna próżnia polityczna na razie nie zaszkodziła hiszpańskiej gospodarce; według rządowych danych w 2016 roku prognozowany wzrost PKB wyniesie 2,7 proc., podczas gdy w ubiegłym roku było to 3,2 proc. Bezrobocie utrzymuje się jednak na poziomie 21 proc., a gorzej wśród krajów UE jest tylko w Grecji.

Nowy parlament zbierze się dopiero 19 lipca i dopiero wtedy król Filip VI zwróci się do szefa konserwatystów, by spróbował sformować rząd. Przed wyborami partie zapewniały jednak, że rozmowy w tej sprawie rozpoczną wcześniej, tuż po wyborach.

Z Madrytu Julia Potocka (PAP)