Do Polski płynie coraz większa fala uchodźców – tyle że nie z Syrii, lecz z Tadżykistanu. W ciągu ostatniego roku już ponad tysiąc osób z tego środkowoazjatyckiego kraju złożyło u nas wniosek o ochronę międzynarodową. A to może być dopiero początek, bo Tadżykistan ma coraz bardziej napiętą sytuację polityczną.

Tadżycy to po obywatelach Rosji – czyli de facto Czeczenach – największa grupa cudzoziemców starających się o status uchodźcy w Polsce. Jeszcze rok temu były to naprawdę pojedyncze przypadki, a dziś z tygodnia na tydzień przybywa ich coraz więcej. – Od początku tego roku o ochronę międzynarodową w Polsce ubiegało się 668 obywateli Tadżykistanu – potwierdza w rozmowie z DGP rzecznik Urzędu ds. Cudzoziemców Jakub Dudziak i dodaje, że wyraźny wzrost zaczął się w sierpniu 2015 r. W całym ubiegłym roku o ochronę międzynarodową w naszym kraju ubiegało się 541 obywateli Tadżykistanu. Urzędnicy przyznali taką ochronę ledwie dwóm Tadżykom.

To, jak duże są to wzrosty, najlepiej widać po porównaniu pierwszego kwartału tego roku (350 wniosków) i podobnego okresu roku zeszłego (50 wniosków). A jak twierdzą eksperci i straż graniczna, z miesiąca na miesiąc do Polski przybywa coraz więcej mieszkańców tej postsowieckiej republiki. – Dodatkowo od kilku miesięcy kolejni Tadżycy przyjeżdżają do nas bez składania wniosku o status uchodźcy, po prostu starając się tutaj wyemigrować – ocenia dr Katarzyna Przybysławska, szefowa Centrum Pomocy Prawnej im. Haliny Nieć, które zajmuje się m.in. pomocą prawną dla cudzoziemców i monitorowaniem przejść granicznych. – Tyle że raczej nie mają na to większej szansy – dodaje.

Jak wynika z oficjalnych danych Straży Granicznej, w ubiegłym roku z granicy cofnięto 3,4 tys. obywateli tego kraju, a w tym roku kolejne 1,7 tys. – To migranci z kraju muzułmańskiego o coraz bardziej napiętej sytuacji politycznej, więc budzą spore obawy u pograniczników i polskich służb – ocenia Jacek Białas, szef programu pomocy prawnej dla migrantów i uchodźców Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. – Pytanie, czy te obawy są uzasadnione. Muzułmanin nie musi od razu oznaczać islamisty i terrorysty – dodaje i podkreśla, że przygotowując dla Fundacji Panoptykon raport „Uchodźcy pod specjalnym nadzorem”, spotykał się ze skargami na nadgorliwość Straży Granicznej. – Tadżykistan jest dziś w trudnej sytuacji i to, że stamtąd płynie spora grupa uciekinierów, jest dla nas wyzwaniem, ale rozwiązaniem nie musi być zamknięcie dla nich granic – wyjaśnia ekspert.

– Migracja to efekt trwającego w Tadżykistanie konfliktu wewnętrznego, który nasilił się latem ubiegłego roku. Ten kraj jest pod bardzo silnym wpływem rosyjskim i to m.in. działania Rosji doprowadziły do zaognienia konfliktu między prezydentem Emomalim Rahmonem a największą siłą opozycyjną, Islamską Partią Odrodzenia Tadżykistanu (HNIT). Partia ta, choć islamska z nazwy i z przekonań, nie jest w żadnym razie skrajną, niebezpieczną siłą. To raczej typ islamskiej chadecji, a mimo to pod pozorem walki z terroryzmem jej przywódcy od roku są ścigani i skazywani na wieloletnie uwięzienie – tłumaczy współpracownik Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka Lenur Kerymow.

– Tadżykistan to jedyny kraj postsowiecki, w którym rzeczywiście działała partia muzułmańska. To jedno z najstarszych ugrupowań politycznych w kraju. Powstała w głębokim podziemiu, jeszcze gdy Tadżykistan był republiką radziecką, a na początku lat 90. została zarejestrowana jako pierwsza partia polityczna poza komunistami. Od czasów wojny domowej 1992–1997 była najsilniejszą partią opozycyjną, a po podpisaniu w 1997 r. porozumień pokojowych weszła do parlamentu. Co ważne, od zawsze odżegnywała się od zbrojnej walki – mówi DGP socjolożka specjalizująca się w Azji Środkowej Ludwika Włodek.

Mimo to od kilku lat Rahmon, rządzący Tadżykistanem od 1994 r., próbował wyeliminować HNIT z życia politycznego, aż wreszcie w ubiegłym roku partia została zdelegalizowana, większość jej przywódców aresztowana, a szef HNIT Muhiddin Kabiri ukrył się w Turcji. – Część uciekinierów do Polski to uchodźcy polityczni, członkowie HNIT albo np. pracujący dla nich kierowcy. Reszta to zapewne zwykli migranci ekonomiczni – dodaje Włodek.

– Służby zaczynają się tobą interesować za to, że chodzisz na modlitwę, nosisz brodę albo hidżab. Władze nie wierzą, że religijny człowiek może być pokojowo nastawiony – powiedział działacz HNIT o imieniu Negmat w rozmowie z BBC. Miękkie represje dotyczą też członków innych partii, niedostatecznie popierających władze. Jak mówił Radiu Ozodi, lider socjaldemokratów Rahmatułło Zojirow, działacze jego ugrupowania nie mogą znaleźć pracy, niezależnie od posiadanych kwalifikacji. 70 proc. z nich wyemigrowało do Rosji lub Kazachstanu. – Stanowiska w urzędach obsadzają bliscy innych urzędników – wskazywał w rozmowie z BBC politolog Sajid Dustmuhammadijon.

Tadżykistan jest w ogromnej części utrzymywany przez emigrantów, którzy odpowiadają za blisko 40 proc. tamtejszego PKB. Większość tradycyjnie wyjeżdża do Rosji. Z danych ministerstwa pracy w Duszanbe wynika, że na 309 tys. obywateli kraju (na 8 mln populacji ogółem), którzy tylko w pierwszym półroczu tego roku wyemigrowali za chlebem, 99 proc. wybrało dawną metropolię. Tyle że i tamtejsza gospodarka jest w złym stanie. Upadek rubla spowodował, że wartość tadżyckiej pracy wyrażona w dolarach znacznie zmalała, więc gastarbeiterzy mniej pieniędzy mogą przesyłać rodzinom. Potwierdzają to dane Banku Rosji, według których kwota przesyłana do ojczyzny przez tadżyckich imigrantów spadła z 1,3 mld dol. w najlepszym pod tym względem trzecim kwartale 2014 r. do ok. 300–400 mln dol. kwartalnie w 2015 r. Ci, którym nie powiodło się nad Wołgą, zaczynają wracać do ojczyzny (taką decyzję w tym roku podjęło już 160 tys. osób) albo wyjeżdżać dalej na Zachód, głównie do Skandynawii i Polski. ©?

>>> Czytaj też: Trasa Via Baltica. Trwają przetargi na budowę poszczególnych odcinków