W raporcie Ekstraklasa Piłkarskiego Biznesu 2016 czytamy, że przychody klubów wzrosły o 12 proc. czyli ponad granicę pół miliarda złotych. Odnotowano większy wzrost niż w zeszłym sezonie. Jak to się ma do przychodów samej Ekstraklasy?

Przychód wyniósł 167 mln – to historyczny wynik. Dodając do tego przychód naszej spółki córki Ekstraklasy Live Park generującej sygnał telewizyjny, zwiększa się on do ok. 190 mln. Pracujemy nad przekroczeniem bariery 200 mln, ale cieszymy się dotychczasowym sukcesem.

Przychody rosną, jednak rentownych jest jedynie siedem klubów i niektóre z nich tylko dzięki pomocy samorządów…

Pamiętajmy, że dopiero wychodzimy z kryzysu, a sama liga ma dopiero 10 lat. Znaczna część, bo dziesięć klubów, zwiększyło swe przychody. Zauważmy też, że systematycznie spada zadłużenie. Trendy są naprawdę pozytywne. Poza tym, gdyby wszystkie kluby stały się rentowne bylibyśmy ewenementem na skalę światową.

Nie ma ryzyka finansowej katastrofy?

Praca nad zrównoważonym budżetem klubów trwa już od trzech lat, także dzięki komisji licencyjnej. Czekamy, aż wraz z wynikami finansowymi przyjdzie sukces sportowy.

Jednak wciąż piłkę współfinansują samorządy. Czy nie brak w Polsce dużych firm gotowych inwestować w futbol?

Klub piłkarski to organizacja łącząca samorząd, biznes i kibiców. Każdy z tych podmiotów powinien dać klubowi 1/3 budżetu. Jeśli dołożymy do tego Ekstraklasę i przychody z tytułu praw marketingowych i mediowych, wychodzi, że każda instytucja powinna zapewnić 25 proc. wpływów. Oczywiście to taki ideał i jedynie w Legii, Lechu i Lechii mam do czynienia z dużą dywersyfikacją. Chcemy zachęcić miasta do reklamowania się na stadionach i koszulkach. To lepsze rozwiązanie niż zwykłe podnoszenie kapitału. Ekwiwalent mediowy jaki może dać mecz jest nieporównywalnie większy od zwykłej reklamy w telewizji. Samorządy muszą stać się sponsorem zamiast właścicielem.

Czemu nie udaje się przyciągnąć do polskiego futbolu wielkich korporacji?

Lotto to duża marka i właśnie została sponsorem Ekstraklasy. Eriksson, City Bank czy PayU także współpracują już z polskimi klubami. ComArch jest właścicielem Cracovii. To długi proces – firmy muszą przetestować czy wszystko dobrze funkcjonuje.

Czy zdominowanie ligi przez Legię i Lecha nie jest w dłuższej perspektywie niebezpieczeństwem?

Zadaniem Ekstraklasy jest możliwie jak największe wyrównywanie szans. Wzorujemy się na przykładach z ligi angielskiej i niemieckiej. Tam podział praw z tytułu mediów i marketingu wynosi 2:1 – mistrz dostaje maksymalnie dwa razy więcej niż ostatnia drużyna. To dzięki temu możliwy był fenomen Leicester. Poza tym po tabeli widać, że nie tylko najbogatsze kluby mogą liczyć na sukces sportowy.

Oglądalność się zwiększa?

Zastanawiamy się skąd wynika wzrost frekwencji. Z badań Millward Brown wynika, że kibice coraz częściej postrzegają ligę jako nowoczesną i profesjonalną.

Jednak niewiele ponad połowa uważa, że liga jest uczciwa…

Ale we wcześniejszych latach ten wynik był zdecydowanie gorszy. Naprawiamy nadszarpnięty wizerunek i widać tego efekty. W końcówce sezonu Śląsk nie grał o nic, a i tak wygrał z Górnikiem Łęczną 3:2. To samo Termalica. Widać, że rywalizacja z roku na rok jest coraz większa. To przekłada się na zainteresowanie kibiców.

Infrastruktura jest coraz lepsza, a jednak poziom ligi wciąż jest niezbyt wysoki… Np. mecz Legia vs Śląsk nie przejdzie do historii polskiego futbolu.

Takie mecze zdarzają się nawet w Lidze Mistrzów. Zgadzam się, że niektóre mecze nie są porywające, jednak nie demonizujmy. Byłem na meczu Lechii z Górnikiem Łęczna i mile mnie zaskoczył. Takich przykładów jest więcej. Poza tym dopiero budujemy markę. Niemcy czy Anglia w latach 80. miały dramatyczną frekwencję i udało się to pokonać. Teraz 66 proc. Niemców uważa, że klub piłkarski jest najlepszym miejscem do integracji lokalnego środowiska. To obrazuje zmianę myślenia w społeczeństwie. Sport to w końcu także element kultury. Chciałbym doczekać momentu w którym będziemy się cieszyć, że np. Zagłębie pokonało Partizan, który jest najwyżej notowaną drużyną na tym etapie rozgrywek i zastanowimy się jak to przełoży się na wzrost prestiżu całej ligi. Mamy pozytywne przykłady.

Docelowy model biznesowy Ekstraklasy ma być połączeniem angielskiego, niemieckiego i holenderskiego. Jak to rozumieć?

Nie chcemy budować drugiej Bundesligi czy Premiership. Chcemy po prostu działać prorozwojowo. Mamy bardzo dobre relacje z EPFL, czyli europejskim stowarzyszeniem zrzeszającym ligi piłkarskie. Możemy się zwrócić do niego o pomoc niemalże w każdej sprawie – np. w kwestii sposobów negocjacji praw mediowych w różnych krajach. Dzięki temu możemy sobie wybierać bardzo wiele modeli. Podział środków czerpaliśmy właśnie z Premiership, Bundesligi i Eredivisie. Co więcej, warto korzystać z doświadczeń futbolu amerykańskiego – rzadko kto tak myśli, a wypracowano tam wiele ciekawych rozwiązań. Chcemy zbudować widowisko i opakować ligę jak najlepiej. Wierzę, że pójdzie za tym sukces sportowy.

Co zrobić, aby polska liga doścignęła poziomem inne kraje? Wpływy z praw telewizyjnych rzędu 30 mln euro to nie jest spektakularny sukces, nawet jak na polskie możliwości. Jak to poprawić?

Nie zgodzę się, że to nie jest dużo –12. miejsce w Europie. Sportowo mamy dopiero 18. więc możemy mówić o sukcesie biznesowym. Oczywiście nie porównujmy się z topowymi ligami, jednak widać pozytywną tendencję – osiem lat temu Eredivisie miała osiem razy większe przychody od Ekstraklasy. Dziś już niecałe cztery. To znak, że idziemy w dobrym kierunku. Musimy wypracować skuteczną strategię. Naszą zaczęliśmy od dobrej sprzedaży praw mediowych co dało klubom stabilizację finansową. 75 proc. przychodów z tytułu praw mediowych i marketingowych kluby dostają na samym początku sezonu. To zapobiega wpadaniu w długi i zapewnia perspektywiczny rozwój.

Największe kluby piłkarskie na świecie także szukają swojej drogi rozwoju. Pojawiają się pomysły dotyczące reformy Ligi Mistrzów, tak by należeli do niej tylko ci najsilniejsi i najbogatsi. Czy nie zamyka się tym samym szansa dla polskiej piłki?

To bardzo źle, że takie pomysły się pojawiają. Najlepsze ligi na świecie chcą wyrównywać szanse. Kluby z dużych miast w naturalny sposób mają większy potencjał dochodowy. Jednak warto pomyśleć nad tzw. salary cap i ustanowieniem limitów wydatków. Wówczas najbogatsi, którzy wydali więcej musieliby zapłacić podatek, który były dzielony dla pozostałych. Najlepsi zawodnicy młodzieżowi trafiają do słabszych klubów, aby wyrównywać poziom. I to w tym kierunku powinny zmierzać także europejskie puchary. Widać to dobrze po przykładzie Euro – zwiększyliśmy liczbę drużyn i wiele z tych, które wcześniej by się nie zakwalifikowało sprawiło niespodziankę.

Niemcy byli niezadowoleni z poziomu…

Bycie elitarnym rozleniwia. Dlatego potrzeba dodatkowych bodźców.

Czy możliwe jest utworzenie zamkniętej, elitarnej ligi europejskiej, która zastąpiłaby dotychczasową Ligę Mistrzów?

Każdy walczy o swój interes. Moim zdaniem to się nie uda – znudziłoby się w ciągu pięciu lat. Ile razy można oglądać mecze tych samych drużyn? Traci się wtedy efekt premium, a przecież to byłby główny cel takiej zamkniętej ligi.

Rozmawiał: Paweł Sołtys, Marek Tejchman
Współpraca: Grzegorz Kowalczyk