statystyki

Stiglitz ma genialny pomysł, jak uratować strefę euro. Czy rozwiązanie to zadziała?

16 sierpnia 2016, 05:54
Źródło:Bloomberg
Unia Europejska

Unia Europejskaźródło: ShutterStock

W najnowszej książce laureata ekonomicznej Nagrody Nobla Josepha Stiglitza czytamy, że najlepszym rozwiązaniem dla strefy euro jest „elastyczne euro”, czyli system różnych walut pod tą samą nazwą, które wahają się w określonych granicach. Czy pomysł faktycznie ma szansę się sprawdzić?

Reklama

Reklama

 To nowy genialny pomysł, który pojawia się w różnych dyskusjach na temat przyszłości unii walutowej, ale można mieć pewne wątpliwości, czy doprowadzi do poprawy sytuacji gospodarczej w słabszych ekonomicznie krajach Unii Europejskiej.

We fragmencie książki Stiglitza, zatytułowanym “Jak wspólna waluta zagraża przyszłości Europy”, propozycja „elastycznego euro” jest przedstawiona jako kompromis pomiędzy pełną integracją fiskalną w Europie (co jest dziś politycznie nieosiągalne), a całkowitym rozpadem strefy euro, gdzie wszystkie kraje powracają do swoich walut narodowych. Ten ostatni scenariusz wg. Stiglitza mógłby mieć bardzo poważne konsekwencje na wielu frontach. Instytucje strefy euro – uważa Stiglitz – nie są z gruntu niewłaściwe, ale są jednak niewystarczajce do zaządzanie systemem jednej waluty. Tymczasem „elastyczne euro” polegałoby na:

“stworzeniu systemu, w którym różne kraje (różne grupy krajów) miałyby swoje własne euro. Wartość różnych walut euro byłaby zmienna, ale w granicach, na które unia walutowa mogłaby mieć wpływ. Z czasem, być może wraz z wykształceniem się niezbędnej solidarności, granice te mogłyby zostać zredukowane i ostatecznie cel wspólnej waluty, zapisany w Traktacie o Unii Europejskiej z Maastricht z 1992 roku zostałby osiągnięty”.

Łatwo dostrzec, czemu propozycja Stiglitza jest lepsza niż powrót do lir, peset i franków. Otóż jeśli nowe waluty będą nazywane euro, wówczas unia zostanie zachowana, a jej cele niezmienione, ale jednocześnie kraje będą mogły korzystać z zalet oddzielnych walut. A konkretnie z jednej zalety, mianowicie możliwości dewaluacji waluty. „Przy niższym kursie – pisze Stiglitz – kraje Europy południowej (np. Grecja i Włochy) mogłyby więcej eksportować, a mniej importować. Dzięki temu wzrósłby popyt, a wraz z nim dochody i poziom zatrudnienia”.

Elastyczność różnych walut euro byłaby ograniczona przez granice, ustalane za pomocą europejskich polityk. Prawdopodobnie chodzi o formę mechanizmu, który stosują kraje tuż przed przystąpieniem do strefy euro. To byłaby cena za zachowanie pozorów jedności. To co odróżnia wizję Stuglitza od innych to kwestia podziału strefy euro.

W 2012 roku brytyjski ekonomista Robert Bootle, laureat nagrody Wolfsona (druga najważniejsza nagroda w świecie ekonomii po Noblu), zaproponował serię rozwiązań jeśli chodzi o odejście od euro. Ekonomista ten rozważał możliwość podziału obszaru wspólnej waluty na „północne euro” i „południowe euro”, ale pomysł ten uznał za mniej korzystny niż utrzymanie euro w krajach rdzenia (Niemcy, Austria, Holandia, Finlandia, Belgia i pewnie Francja – z powodów politycznych), przy jednoczesnym powrocie do walut narodowych krajów południa. Kraje te – uznał Bootle, są w niewystarczającym stopniu połączone na rzecz wspólnej waluty. Dlatego nie ma sensu, aby państwo takie jak Grecja ciągnęło innych w dół.

Sam Stiglitz wzywał swego czasu, aby Niemcy opuściły strefę euro, dzięki czemu wartość nowej marki wrosłaby, zaś euro uległoby dewaluacji. Wszystkie te pomysły są oparte na założeniu, że dewaluacja pomogłaby słabszym krajom podnieść eksport, wzmocnić wzrost gospodarczy i zmniejszyć bezrobocie. Niemcy, które robiły tak przez dekady, znalazłyby się w gorszej pozycji i musiałyby przestać tyle eksportować. „Olbrzymia nadwyżka handlowa Niemiec – główne źródło globalnych nierównowag – uległaby zmniejszeniu” – pisze Stiglitz. „Niemcy musiałyby znaleźć inne silniki wzrostu” – dodaje noblista.

W teorii wszystko to wygląda logicznie i sprawiedliwie, szczególnie jeśli chodzi o ostatnią kompromisową propozycję Stiglitza. Nie jest jednak jasne, jak system ten zadziałałby w praktyce. Jednym z powodów jest fakt, że niemiecki eksport nie zmieniał się wraz ze zmianą kursu euro.

Niemcy też nie wysysały soków z innych krajów strefy euro, eksportując więcej i kupując w zamian mniej. Było przeciwnie – niemiecki import z krajów strefy euro rósł szybciej niż eksport do krajów unii walutowej.

Nie jest zatem do końca jasne, w jakim stopniu ograniczona zdolność do dewaluacji pomogłaby słabszym krajom Unii Europejskiej. Europejski eksport jest znacznie bardziej złożony niż eksport krajów wschodzących, często oparty o surowce. Eksporterzy z Włoch, Hiszpanii, Francji i Niemiec konkurują nie tylko ceną. Oczywiście do pewnego stopnia na niższym kursie eksporterzy generalnie korzystają, ale różnica ta może nie być wystarczająca, aby pobudzić wzrost. Szczególnie jeśli słabsze waluty oznaczają także wyższe stopy procentowe. Dziś, dzięki przynależności do strefy euro, południowe gospodarki korzystają z niskim stóp procentowych dzięki unii walutowej.

W swojej książce Stiglitz rozważa tzw. substytucję importu (działanie o charakterze protekcjonistycznym, mające na celu zastąpienie importu większą produkcją dóbr w danym kraju). Rozwiązanie takie miałoby stać się jednym z silników wzrostu w krajach, takich jak np. Grecja. Być może warto jednak przyjrzeć się przykładowi Rosji od czasu gwałtowego załamania się ceny ropy. Widać tu, że tego typu silnik gospodarczy może być bardzo słaby.

Gdy na jesieni 2014 roku ceny ropy załamały się, Rosja szybko uwolniła kurs rubla – postępując w efekcie zgodnie z receptą Stiglitza. Kurs rosyjskiej waluty drastycznie spadł. Rubel stracił ok. 1/3 swojej wartości pomiędzy październikiem 2014 a styczniem 2015. Bank centralny „szarpał się” ze stopami procentowymi. W tym samym czasie rosyjski rząd zdecydował się wykorzystać słabą walutę do substytucji importu, zakazując importu większości produktów rolniczych z Zachodu. Zrobiono to głównie w reakcji na sankcje po agresji Rosji na Ukrainie.

Rosyjska gospodarka co prawda się ustabilizowała od tamtego czasu, ale wciąż tkwi w recesji. Wzrost w pewnych sektorach, osiągnięty dzięki zakazowi importu, nie jest w stanie wyrównać strat w inwestycjach w innych sektorach, powstałych na skutek wysokich stóp procentowych, niższego popytu wewnętrznego i wszechobecnej regulacji.

Jak bardzo “elastyczne euro” pomogłoby słabszym gospodarkom strefy euro? Prawdopodobnie w mniejszym stopniu niż pomogło to Rosji.

Nie istnieją proste rozwiązania dla krajów Europy Południowej. Ich problemy to efekt wielu dekad złego zarządzania, korupcji, upolitycznionych regulacji, braku innowacyjności czy nieprzywiązywania dużej wagi do jakości. Polityka monetarna nie jest największym problemem tych krajów. Jej zmiana, bez zmiany w zakresie innych problemów może cofnąć europejską integrację gospodarczą, nie dając jednocześnie większych korzyści.

Reklama

Reklama

  • amal(2016-08-16 10:06) Odpowiedz 817

    stiglitz plecie caly czas socjalistyczne bzdury

  • PJB(2016-08-16 16:44) Odpowiedz 723

    Dewaluacja to paliwo tylko dla pozornego wzrostu - rośnie PKB ale spada siła nabywcza własnego społeczeństwa. Najbardziej cierpią zwykli ludzie zdani na plusy i minusy własnej waluty. Tym więcej cierpią im więcej gospodarka importuje, a tak jest na południu Europy. Faktycznie to w ujęciu długookresowym wzrost kosztem własnych obywateli którzy mogą kupić coraz mniej. Krótkookresowo jako wstrząs i mechanizm pobudzenia wzrostu może i działa, ale w dłuższej perspektywie sprawdza się tylko dobra polityka podatkowa i otwartość gospodarcza tworząca nowe miejsca pracy.

  • Karol(2016-08-16 19:00) Odpowiedz 622

    Pamietam euforie w 2003 przy wprowadzaniu Euro i zupelne zmarginalizowanie opinii kilku niemieckich profesorow, ktorzy dokladnie przewidzieli zaistniale problemy. Nie wiem jak strefa euro z tego wyjdzie, czy Niemcy zgodza sie na umozenie dlugow Grecji i pomoc dla Wloch. Cala strefa placi brakiem odsetek za lokaty, banki nie potrafia robic zyskow, EBC stal sie pomocnikiem rzadow w administrowaniu dlugow odciazajac je od odsetek za obligacje. Moga wprowadzic jeszcze jakis podatek od lokat. Po prostu nie oplaca sie posiadac Euro.

  • Euro(2016-08-16 12:12) Odpowiedz 465

    Elastyczne euro nie będzie korzystne dla krajów południa. Dlaczego? Mając walutę narodową, sami mogą decydować o kursie, a mając euro-bis decyzje zapadną w Brukseli. Chytry plan - jak bardziej zniewolić gospodarki narodowe.

    Pokaż odpowiedzi (1)
  • Gonzo(2016-08-16 06:54) Odpowiedz 373

    " „elastyczne euro”, czyli system różnych walut pod tą samą nazwą" - to się nazywa waluty narodowe typu: złoty, drahma, gulden, itp.

    Pokaż odpowiedzi (1)
  • Piotr34(2016-08-16 11:45) Odpowiedz 301

    Czyli rozwiazanie pozorne.

  • eksporter(2016-08-16 11:19) Odpowiedz 2628

    a czym się to "elastyczne euro" różni od walut narodowych sensu stricte? Odnoszę wrażenie, że tylko nazwą. Panie noblisto, prawda jest taka, że eksperyment polityczny (powtarzam polityczny!) jakim jest euro się nie udał - sorry. Czas najwyższy powrócić do walut narodowych a najlepiej wrócić do realnego pieniądza który ma w czymś oparcie a nie jest tworzony z powietrza jak ma to miejsce obecnie.

    Pokaż odpowiedzi (1)
  • Sulfur(2016-08-16 21:23) Odpowiedz 181

    Przeczytałem, że Stiglitz i dropnąłem artykuł.

  • Zdzicho(2016-08-16 13:30) Odpowiedz 112

    Klasycznym przykladem sa Wlochy , kiedys raz na rok zmieniali rzad , a dwa razy na rok dewaluowali lira i gospodarka kwitla .obecnie od 2008 roku wzrost gospodarczy - zero .

    Pokaż odpowiedzi (3)
  • LOL_PSEUDO_DZIENNIKARZE(2016-08-16 16:39) Odpowiedz 1056

    ale bzdura, Powiem krotko, euro waluta nie ma problemu, problem ma budzetowka z dewaluacja pensji w Euro, i to jest KRYZYS ZADLUZENIOWY A NIE EURO, dlaczego dziennikarze nie nazywaja tego po IMIENIU "KRYZYS ZADLUZENIOWY" , ZAKAZ DEFICYTOW !!

  • lol(2016-08-16 17:00) Odpowiedz 855

    w EURO NIE MA NIC ZLEGO, to politycy maja problem w zadluzaniu krajow, kurna wlosi grecy moga sprzedac oliwki za 50 centow zamiast 1 euro, a urzednik bedzie krzyczal jak mu zabiora

  • Meroz(2016-08-16 13:54) Odpowiedz 74

    Protekcjonizm, eksport ważniejszy od importu.... Kiepsko panie Stiglitz - i pan jest noblistą? ; p Prawda jest taka, że UE powinna być zniszczona i wtedy byśmy mieli rozwój.

  • filand1(2016-08-17 16:40) Odpowiedz 41

    Nie ma jak stary dobry towarzysz Stiglitz i jego socjalistyczno-komunistyczne pomysły...

  • Ach Karol(2016-08-16 19:39) Odpowiedz 40

    Karol, poruszyłeś bardzo ważny problem strefy euro i krajów zależnych jak Polska, Czechy i inne jeszcze z walutami narodowymi. Ten problem to brak odsetek od lokat. Po pierwsze jest to okradanie obywateli, odsetki 0,25% to żart. Wniosek jest taki, że kapitał praktycznie nic nie kosztuje, a to nieprawda. Następny problem to zniechęcanie społeczeństwa do oszczędzania. Powoduje brak napływu kapitału do banków komercyjnych, co skwapliwie wykorzystują banki narodowe drukując pieniądze. Niskie stopy procentowe nie rozbudzą gospodarki, przerzucając koszt kapitału na tych którzy go mają. Jest to finansowanie przez pracowitych i oszczędnych tych, którzy żyją ponad stan; przy rynkowych odsetkach nie byliby w stanie spłacać zadłużenia. A więc socjalizm pod przykrywką wolnego rynku. Jak się kończy socjalizm to już wiemy.

  • dr.tux(2016-08-17 15:12) Odpowiedz 30

    Zaraz zaraz.... Franki Francuskie; Franki Szwajcarskie.... Scenarusz z unią walutową i jej rozpadem był ćwiczony 100 lat temu

  • abc(2016-08-17 15:31) Odpowiedz 20

    Elastyczność to jest bardzo dobry pomysł. Całkowita sztywność systemu to jest podstawowa przyczyna obecnych problemów i całego tego kryzysu europejskiego - jednakowa waluta np. dla silnej gospodarki niemieckiej i słabej greckiej musiała doprowadzić do katastrofy i doprowadziła.

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Polecamy

Wiadomości branżowe

Tylko na Forsal.pl

Infografiki, wykresy, mapy

Opinie

Najnowsze galerie>>

wszystkie »

Finansopedia forsal.pl

popularnenajnowsze