Takie rozwiązanie byłoby po myśli LOT-u, a utrudniłoby „rozgrywanie” Modlina przez irlandzkiego giganta. Polityka Ryanaira w Polsce ma na celu rugowanie z rynku LOT-u i Wizz Aira jako głównych konkurentów. Żeby to zrobić, Irlandczycy chcą wejść na Lotnisko Chopina, do największego portu w Polsce. LOT i Wizz Air są tu zadomowieni, podczas gdy Ryanair opanował Modlin, 40 km od Warszawy.

Pierwszy krok jest przesądzony. Już od 4 października na pokładzie boeingów 737 irlandzkiego przewoźnika da się polecieć z Lotniska Chopina – już nie z Modlina – do Gdańska i Wrocławia. Początkowo loty miały wystartować 30 października. „Od końca kwietnia, kiedy bilety na obu trasach znalazły się w sprzedaży, zainteresowanie obiema trasami jest bardzo duże. To dlatego podjęliśmy decyzję o wcześniejszej inauguracji” – podkreśla Ryanair.

I nic dziwnego, bo ceny zaczynały się od 19 zł. Czy poprzez agresywną politykę cenową Irlandczyków LOT może stracić klientów na swoje połączenia do Wrocławia i Gdańska? – Nie sądzę. W ostatnich miesiącach loty z Wrocławia na Lotnisko Chopina w Warszawie cieszą się rekordową popularnością – mówi Jarosław Sztucki, dyrektor sprzedaży w Porcie Lotniczym Wrocław. – Ponad połowa z tego to ruch przesiadkowy, na który uruchomienie przez Ryanaira lotów na lotnisko na Okęciu nie ma wpływu. Oferty mogą się więc uzupełniać, chociaż trudno w tej chwili dokładnie przewidzieć, co się wydarzy – zastrzega.

Przewagą polskiego przewoźnika będzie liczba lotów. – To inny model biznesowy. Koncentrujemy się na budowaniu ruchu sieciowego, a więc opartego na pasażerach, którzy przesiadają się w Warszawie z jednego rejsu LOT-u na inny. Już dziś w ruchu krajowym ci pasażerowie stanowią ponad 60 proc. wszystkich klientów – twierdzi Adrian Kubicki, rzecznik LOT.

Dla Ryanaira to powrót na główne polskie lotnisko, bo w październiku 2013 r. przestał latać z Chopina, i to z rozmachem. Jak informowaliśmy, Ryanair wystąpił latem także o osiem tras międzynarodowych. To rynkowy wstrząs i rękawica rzucona nie tylko LOT-owi.

Oczekiwania części branży są takie, że Michael O’Leary przylatuje właśnie po to, żeby ogłosić, że będzie latał z lotniska Chopina po Europie już tej jesieni. Takiego scenariusza nie wykluczył on pod koniec czerwca w rozmowie z portalem Fly4Free. Ale ostatnie wypowiedzi zarządu przewoźnika są ostrożniejsze. – Warszawa Modlin pozostanie głównym portem Ryanaira w Warszawie – mówi DGP Juliusz Komorek, członek zarządu Ryanaira. – Oczywiście, w dalszej perspektywie nie wykluczamy rozwoju siatki krajowej z lotniska Chopina i być może uruchomienia połączeń międzynarodowych z tego portu. Tak jak w Rzymie, Mediolanie i Brukseli, gdzie jesteśmy obecni na dwóch lotniskach z wyraźną przewagą ruchu na jednym z nich – dodał.

Jeśli Ryanair uzyska sloty, czyli miejsce w rozkładzie na Lotnisku Chopina, o jakie wnioskuje, do bezpośredniej konfrontacji z LOT-em doszłoby w Atenach i Madrycie, gdzie Irlandczycy będą wykorzystywali te same lotniska co LOT. W Brukseli, Londynie, Paryżu i Mediolanie Ryanair lądowałby poza głównymi portami.
Poważne powody do zmartwienia ma nie tylko LOT, ale też Wizz Air, który z Lotniska Chopina obsługuje prawie 40 tras. W branży można usłyszeć, że węgierski przewoźnik może spróbować lotów krajowych po Polsce. Albo wojny cenowej na atrakcyjnych trasach zagranicznych.
„Mamy bazy w sześciu polskich miastach i latamy w sumie z ośmiu lotnisk w Polsce. Wnikliwie monitorujemy rynek, więc zareagujemy na ruchy konkurencji. Ale wszystko w swoim czasie” – taką odpowiedź dostaliśmy wczoraj od Wizz Air.

– Na razie Ryanair o loty międzynarodowe z Chopina tylko wystąpił. Nie można wykluczyć, że wykorzystał ten fakt negocjacji z Modlinem w sprawie warunków handlowych – zauważa Dominik Sipiński z portalu Pasażer.com.

To nie koniec wieści o konkurentach dla narodowego przewoźnika. Za trzy tygodnie LOT straci wyłączność na bezpośrednie loty z Lotniska Chopina do Pekinu. Od 21 września linia Air China wprowadza połączenia na tej trasie. W ofercie chińskiego przewoźnika znajdą się cztery rejsy tygodniowo na pokładzie Airbusa A330-200.

– To nie musi być wcale zła wiadomość. LOT lata do Pekinu dreamlinerem trzy razy w tygodniu, ale dni nie będą powielały się z ofertą Air China. Obaj przewoźnicy należą do Star Alliance, więc jeśli będą sprzedawać nawzajem swoje bilety w ramach tzw. code share, ich oferta będzie się uzupełniała – tłumaczy Dominik Sipiński.
Air China jest wymieniany jako potencjalny inwestor dla LOT-u. W sprawie zaangażowania kapitałowego Chińczyków w polską linię toczą się wstępne rozmowy z udziałem Ministerstwa Skarbu.

>>> Polecamy: Drogowe trzęsienie ziemi. Najbardziej kontrowersyjny projekt w Warszawie od 1989 r.