Statystyki GUS-u o zaległych czynszach, są wręcz zatrważające. Według danych z 2013 roku, problem nieregularnie płaconego czynszu dotyczy około 30% lokali mieszkalnych. Na wspomniany wynik dla całej Polski, negatywnie wpływają informacje z samorządów i spółdzielni. To właśnie mieszkania komunalne i spółdzielcze, najczęściej są obciążone czynszowym długiem. Brak terminowych wpłat, utrudnia niezbędne remonty bloków. To ważna kwestia, gdyż wiele budynków komunalnych i spółdzielczych z upływem czasu wymaga coraz większych nakładów.

Przez 10 lat liczba zadłużonych lokali zmalała o prawie 240 tysięcy

Ciekawe informacje na temat liczby mieszkań z czynszowym długiem, można znaleźć w Banku Danych Lokalnych GUS. Wspomniana instytucja nie opublikowała jeszcze wyników dotyczących 2015 roku. Dlatego do dyspozycji pozostają dane z poprzednich cyklów sprawozdawczych (2003 rok, 2005 rok, 2007 rok, 2009 rok, 2011 rok i 2013 rok).

Wykres 1

Wykres 1

źródło: Materiały Prasowe

Po zaprezentowaniu liczby zadłużonych mieszkań od 2003 r. do 2013 r. można zauważyć, że ta wartość reaguje na zmiany ogólnej koniunktury gospodarczej – mówi Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl. W 2003 r. liczba lokali z czynszowym długiem była o prawie 240 tysięcy wyższa niż 10 lat później (2003 r. – 2,056 mln, 2013 r. – 1,817 mln). Po zakończeniu dekoniunktury z początków minionej dekady, liczba zadłużonych lokatorów zaczęła szybko spadać i osiągnęła dwuletnie minimum w 2007 r. Pogorszenie sytuacji (patrz 2009 r.) wiązało się z eskalacją globalnego kryzysu, którego skutki były odczuwalne także w Polsce. Dane GUS-u dla 2011 r. i 2013 r. pokazują stopniowy spadek liczby zadłużonych mieszkań (zmiana o 3,1% między 2009 r. i 2013 r.). Równocześnie można zauważyć wzrost liczby własnościowych lokali, na których ciąży czynszowy dług. Ta zmiana wynika m.in. z powiększania się zasobu wyodrębnionych mieszkań. Lokali własnościowych przybywa na wskutek aktywności deweloperów i przekształcania spółdzielczych oraz komunalnych „M”.

Zaległości ma 40 proc. lokatorów mieszkań komunalnych i spółdzielczych

Po wykonaniu dodatkowych obliczeń można łatwo udowodnić, że mieszkania własnościowe mimo wzrostu czynszowego zadłużenia, nie stanowią największego problemu. W 2013 r. około 18% takich lokali było obciążonych czynszowym długiem wobec wspólnoty. Dane GUS-u wskazują, że dla mieszkań spółdzielczych i komunalnych, odsetek zadłużonych lokatorów wynosi około 40%. Nieco niższe wyniki dotyczą lokali zakładowych (31%), mieszkań należących do Skarbu Państwa (29%) oraz lokali z TBS-ów (24%). Warto zwrócić uwagę, że długotrwałe zadłużenie czynszowe (powyżej trzech miesięcy), stanowi największy problem w przypadku lokali komunalnych, mieszkań należących do Skarbu Państwa i mieszkań zakładowych – dodaje ekspert portalu RynekPierwotny.pl. Znacznie lepiej prezentują się lokale spółdzielcze (8% zasobu z długotrwałym długiem), lokale w TBS-ach (6%) i mieszkania własnościowe (6%).

Informacje o wysokości długu czynszowego w przeliczeniu na jedno mieszkanie również wskazują, że najbardziej zadłużone są osoby wynajmujące lokum od gminy. Według danych z 2013 roku, na jeden lokal komunalny przypadał dług wynoszący 646 zł (w tym 524 zł zaległości powyżej 3 miesięcy). Mało optymistyczne są też wyniki dotyczące o wiele mniej popularnych mieszkań zakładowych i mieszkań, które wynajmuje Skarb Państwa.

Z punktu widzenia polityki mieszkaniowej rządu, najbardziej pilną kwestią wydaje się rozwiązanie problemu zaległych czynszów w komunalnych „M”. Takie samorządowe lokale stanowią około 7% całego zasobu mieszkaniowego kraju (tzn. wszystkich lokali i domów). Niedobór mieszkań typowo socjalnych, który jest szacowany na mniej więcej 120 000 – 150 000 jednostek, sprawia że zwykłe lokale komunalne są wykorzystywane do zapewnienia dachu nad głową dla niewypłacalnych lokatorów. Wieloletnie kłopoty z egzekucją czynszów, zniechęcają gminy do budowy nowych mieszkań komunalnych i utrudniają niezbędne remonty starego zasobu mieszkaniowego.

Autor: Andrzej Prajsnar

>>> Czytaj też: "Financial Times": Europa nie potrzebuje kontrrewolucji Orbana i Kaczyńskiego