Projekt ustawy budżetowej na 2017 r. trafił już do Sejmu. Wkrótce prace nad nim zaczną posłowie. Dokument przyjęty przez rząd w minioną środę różni się nieco od wstępnego projektu, który został zaakceptowany przez Radę Ministrów pod koniec sierpnia. Wtedy szacowano, że dochody państwa wyniosą w przyszłym roku niemal 324,1 mld zł. W ostatecznej wersji kwota ta wzrosła do 325,4 mld zł.

Znaleźć trzeba było nie 1,4 mld, a 3 mld zł. Powód? W pierwotnej wersji budżetu uwzględniono prawie 1,6 mld zł wpływów z podatku od sprzedaży detalicznej. Niedawno został on zakwestionowany przez Komisję Europejską. Jeszcze poprzedni minister finansów Paweł Szałamacha zapowiedział, że zostanie on zastąpiony przez inne rozwiązanie – podatek od handlu wielkopowierzchniowego.

I właśnie ten podatek to jedno z trzech najważniejszych źródeł nowych wpływów. Tym razem znalazł się w pozycji „pozostałe dochody podatkowe”. „Na 2017 r. w pozycji tej zaplanowano m.in. wpływy wynikające z planowanego wprowadzenia nowego rozwiązania mającego na celu zwiększenie obciążeń podatkowych handlu wielkopowierzchniowego w kwocie 1,2 mld zł” – napisano w uzasadnieniu do projektu budżetu. Nowy podatek ma więc przynieść budżetowi kwotę wyraźnie mniejszą niż początkowo planowano (uzasadnienie nie wyjaśnia, czy nowa danina będzie obowiązywać od początku przyszłego roku). Przypomnijmy, że w tegorocznej ustawie budżetowej założono, że wpływy z podatku handlowego sięgną 2 mld zł.

>>> Czytaj też: Morawiecki: Polska ma degresywny system podatkowy. Zamierzamy to zmienić

Drugim źródłem wyższych wpływów ma być podatek dochodowy od osób prawnych (CIT). Tu też znaleziono dodatkowe 1,2 mld zł (porównaniu z sierpniowym projektem rząd liczy na dochody większe o prawie 4,3 proc.). „W prognozie dochodów z podatku CIT uwzględniono efekt planowanego zwiększenia kapitałów zakładowych spółek, w których minister energii wykonuje prawa z akcji lub udziałów” – napisano w uzasadnieniu. Oznacza to, że resort energii będzie realizował zapowiedzi swojego szefa Krzysztofa Tchórzewskiego, który niedawno szacował, że możliwe jest podniesienie kapitału zakładowego podległych mu spółek o 50 mld zł. Taka operacja ma charakter czysto księgowy, ale skutkuje koniecznością zapłacenia przez akcjonariuszy podatku dochodowego. Minister uzasadniał, że zwiększenie kapitału zakładowego kosztem kapitału zapasowego skutkuje większym bezpieczeństwem spółek. Eksperci się z tym nie zgadzają.

O 483 mln zł podniesiono plan wpływów z podatku od towarów i usług (VAT). W porównaniu z projektem sierpniowym zakładane dochody państwa zwiększono o 0,3 proc. Równocześnie jednak w porównaniu z szacunkami wpływów z VAT w tym roku przyszły rok ma przynieść wzrost o 11 proc. Dynamika ma być dwa razy wyższa od prognozowanej konsumpcji prywatnej.

To, czy uda się uzyskać planowane wpływy, w głównej mierze zależeć będzie od rezultatów działań zmierzających do uszczelnienia systemu. Mowa o wyposażeniu skarbówki w systemy informatyczne, które mają ułatwiać tropienie naruszeń prawa, a także istniejące już rozwiązania, jak jednolity plik kontrolny czy tzw. pakiet paliwowy. Część ekonomistów jest jednak sceptyczna, czy resort finansów zdoła zrealizować plan dochodów z VAT.

>>> Czytaj też: Jednolita danina od 2018 roku. Kowalczyk: Decyzja polityczna zapadła