Biura sprzedaży firm deweloperskich miały w tym roku wyjątkowo pracowite wakacje. Z danych zebranych przez DGP od 11 liczących się w kraju i lokalnie spółek wynika, że w III kw. sprzedały w sumie ponad 3660 lokali, o 20,7 proc. więcej niż przed rokiem. Od stycznia do września sprzedaż zwiększyła się o 16,5 proc. do niemal 10,2 tys. Dla wielu firm takie wyniki oznaczają szansę na osiągnięcie w całym 2016 r. najlepszego wyniku w historii.

Świetnie radzą sobie też pośrednicy współpracujący z deweloperami. – Poprzedni, trzeci kwartał był dla nas rekordowy, jeśli chodzi o liczbę mieszkań sprzedanych na rynku pierwotnym – mówi Michał Tokarz z agencji Home Broker. I dodaje, że już na etapie dziury w ziemi spółki sprzedają średnio połowę mieszkań. Bartosz Turek, analityk Lion’s Banku, dodaje, że także w ostatnim kwartale należy zwyczajowo spodziewać się dużego popytu. Deweloperom zależy na podbudowaniu całorocznej sprzedaży, a klienci lubią wchodzić w nowy rok w nowym mieszkaniu. Do tego dochodzi wzrost wymagań dotyczących wkładu własnego przy kredytach. Od stycznia będzie to nie 15 proc. – jak obecnie, ale 20 proc.

Analitycy rozkwit popytu na nowe mieszkania wiążą m.in. z dobrą sytuacją gospodarczą w Polsce, a przede wszystkim na rynku pracy. Do tego dochodzą niskie stopy procentowe, które nie zachęcają do lokowania pieniędzy na lokatach. – Niskie stopy zwiększają popyt na inwestycyjne zakupy. Dobre mieszkanie w dobrej lokalizacji daje szansę na osiągnięcie nawet 5-proc. stopy zwrotu w skali roku. Na tle lokat czy wielu funduszy inwestycyjnych to bardzo dobry wynik – tłumaczy Maciej Wewiórski z DM BOŚ.

Michał Tokarz dodaje, że Polacy preferują inwestowanie w dobra, które nawet jeśli stracą na wartości, to wciąż stanowią trwały majątek. – Coraz bardziej dostrzegalny jest też, szczególnie w południowej Polsce do linii Warszawy, rosnący popyt na mieszkania ze strony Ukraińców. Ten ruch mocno nasilił się od stycznia tego roku. Przybysze ze Wschodu są też coraz liczniejszą grupą najemców – mówi. Według danych Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji w 2015 r. cudzoziemcy kupili w Polsce 3,75 tys. mieszkań wobec niespełna 3,2 tys. rok wcześniej. Największą grupę kupujących stanowili właśnie Ukraińcy.

Coraz większa część zakupów mieszkaniowych opłacana jest gotówką. I tak w Dom Development, który do końca września znalazł chętnych na ponad 2 tys. lokali, w III kw. aż ok. 40 proc. transakcji zawarł za gotówkę. Dariusz Krawczyk, prezes Polnordu, wskazuje, że np. w Warszawie odsetek inwestorów gotówkowych w zależności od projektu oscyluje na poziomie 10–30 proc. Ci kupują albo kawalerki, albo większe, 2–4-pokojowe i zarazem kompaktowe lokale, które, wynajmowane na pokoje, mogą przynieść bardzo wysoką stopę zwrotu. – Rodziny, posiłkując się kredytem, kupują raczej 2–3-pokojowe M, choć nie brak chętnych i na większe powierzchnie, przekraczające 60 mkw. – dodaje.

Efekt jest taki, że do deweloperów trafia rekordowo dużo gotówki. Według najnowszych wyliczeń Narodowego Banku Polskiego w I półroczu 2016 r. na rynku pierwotnym w Gdańsku, Gdyni, Krakowie, Łodzi, Poznaniu, Warszawie i we Wrocławiu sprzedane zostały lokale warte 11,22 mld zł, z czego 7 mld zł zostało opłacone gotówką. Według szacunków firmy doradczej Reas rekord, jeśli chodzi o wartość zakupów w tych miastach, padł w 2015 r. i wyniósł w całym roku 19,9 mld zł. – Szacunki wskazują na to, że w tym roku rekord zostanie pobity – mówi Katarzyna Kuniewicz z Reas.

Deweloperzy na razie ostrożnie wypowiadają się o perspektywach sprzedaży w przyszłym roku. Wszyscy wskazują, że popyt będzie zależał przede wszystkim od sytuacji w gospodarce i poczucia bezpieczeństwa finansowego Polaków oraz od wysokości stóp procentowych w naszym kraju. – Jeśli w otoczeniu rynku nie dojdzie do większych zmian, to spodziewam się, że branża utrzyma sprzedaż na poziomie podobnym do tego roku, co będzie wynikiem bardzo dobrym – ocenia analityk DM BOŚ. Na razie nie widać czynników, które miałyby spowodować mocniejsze wyhamowanie sprzedaży – ocenia Michał Tokarz z Home Brokera.

Boom zakupowy powoduje, że firmy szybko poprawiają swoje wyniki finansowe. Według wyliczeń DGP w I półroczu 2016 r. spółki giełdowe działające na rynku mieszkaniowym i nieruchomości komercyjnych zarobiły w sumie 688 mln zł, o niemal 392 proc. więcej niż rok temu. – Obecna kondycja deweloperów mieszkaniowych jest niezła, a w przypadku niektórych nawet całkiem dobra – podkreśla Tomasz Starus z zarządu Euler Hermes, spółki ubezpieczającej należności. Wskazuje, że już kilka kwartałów temu dopasowali oni podaż do popytu i w zasadzie nie ma obserwowanego wcześniej problemu niesprzedanych inwestycji, niedopasowanych cen czy metraży.

Dodaje jednak, że przyszłość wygląda nieco gorzej, bo m.in. dodatkowe obciążenia banków w postaci specjalnego podatku i konieczność surowszej oceny kredytobiorców mają negatywny wpływ na podaż kredytów hipotecznych i będą windować ich ceny. Także inwestujący w lokale nie będą w stanie na dłuższą metę pociągnąć sprzedaży. – W efekcie popyt na mieszkania musi osłabnąć – ocenia. ⒸⓅ