"Zaskarżone przepisy nie dają policji i staroście prawnych możliwości odstąpienia od zatrzymania prawa jazdy z uwagi na zaistnienie okoliczności, które można byłoby kwalifikować jako stan wyższej konieczności" - powiedział wiceprezes TK sędzia Stanisław Biernat, który jako sprawozdawca uzasadniał wyrok.

Chodzi - jak wskazał - o "aktualne i bezpośrednie zagrożenie dla życia i zdrowia" pasażerów pojazdu. Podczas wtorkowej rozprawy przywoływano przykłady rodzica wiozącego dziecko do szpitala lub męża wiozącego żonę do porodu. Jak zastrzegł TK w uzasadnieniu wyroku, w przypadku omawianych przepisów "stan wyższej konieczności winien być rozumiany wąsko".

Trybunał rozpatrzył we wtorek składzie pięciu sędziów regulacje zobowiązujące starostę do zatrzymania prawa jazdy, kiedy kierujący pojazdem przekroczył prędkość o więcej niż 50 km/h w terenie zabudowanym.

Zgodnie z tymi przepisami w takim przypadku prawo jazdy zatrzymuje policjant w czasie kontroli drogowej i przesyła je do właściwego starosty, który - wydając decyzję administracyjną - formalnie zatrzymuje dokument. Za pierwszym razem zatrzymanie prawa jazdy następuje na 3 miesiące. Jeśli jednak mimo to kierowca dalej prowadzi auto i zostanie zatrzymany, ten okres przedłuża się do sześciu miesięcy; kolejna "wpadka" bez prawa jazdy kończy się cofnięciem uprawnień i koniecznością ponownego zdawania egzaminu.

Wyrok zapadł przy jednym zdaniu odrębnym zgłoszonym przez sędzię Julię Przyłębską, która przewodniczyła rozprawie.

Przepisy, które obowiązują od maja zeszłego roku, zaskarżył Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar. RPO nie zakwestionował samego zabierania prawa jazdy, tylko fakt, że kierowca może być karany podwójnie: mandatem karnym oraz zabraniem prawa jazdy na drodze administracyjnej. Dodawał, że można by zabierać prawo jazdy, natomiast może się to dokonywać na podstawie przepisów prawa o wykroczeniach i nie ma potrzeby wprowadzania dodatkowych sankcji administracyjnych.

W ocenie TK w przypadku zaskarżonych przepisów nie można jednak mówić o podwójnym karaniu. "TK doszedł do wniosku, że zatrzymanie prawa jazdy, jako sankcja administracyjna, nie jest de facto sankcją karną" - mówił sędzia Biernat.

"Sankcja administracyjna ma stanowić środek będący następstwem niewykonania obowiązku wynikającego z prawa administracyjnego, a nie jest traktowana jako odpłata za popełniony czyn niedozwolony, bo temu służy sankcja wykroczeniowa" - zaznaczył. Dodał, że "zatrzymanie prawa jazdy realizuje przede wszystkim funkcję prewencyjną, bo obligatoryjność i natychmiastowość jej zastosowania ma działać odstraszająco na kierowców zniechęcając ich do nadmiernego przekraczania dozwolonej prędkości".

Zdaniem TK zatrzymanie prawa jazdy na podstawie prawa administracyjnego nie jest sankcją surową, a ponadto ma ono charakter czasowy. "Ustawodawca ma swobodę w zakresie wyboru sankcji za naruszenie prawa, choć musi się mieścić w ramach standardów demokratycznego państwa prawa i w tych ramach swobody ustawodawczej mieści się sankcja administracyjna zatrzymania prawa jazdy" - mówił sędzia Biernat.

Jak podczas rozprawy poinformował dyrektor Biura Ruchu Drogowego KGP Rafał Kozłowski porównanie roku po wejściu zaskarżonych przepisów w życie z rokiem sprzed ich obowiązywania pokazuje, że po zmianie prawa w kraju doszło do 2,2 tys. wypadków mniej, a liczba ofiar śmiertelnych zmniejszyła się o blisko 10 proc. "Od chwili wejścia w życie tych przepisów do 30 września było 47 tys. przypadków zatrzymania prawa jazdy" - dodał.

Obecny w TK przedstawiciel Biura RPO Piotr Sobota wskazał po wyroku, że według dotychczasowych przepisów policjant nie miał wyboru i jeśli stwierdził przekroczenie prędkości o więcej niż 50 km/h w obszarze zabudowanym, to nie miał podstaw do odstąpienia od zatrzymania prawa jazdy. Dodał, że po analizie pisemnego uzasadnienia wyroku być może pojawi się konieczność modyfikacji przez Sejm tych regulacji w kierunku dopuszczenia możliwości oceny motywów kierowcy.

Wniosek w tej sprawie skierował do TK także poprzedni prokurator generalny Andrzej Seremet. Przed kilkoma dniami obecny szef prokuratury Zbigniew Ziobro wycofał ten wniosek wskazując, że termin sprawy wyznaczono z naruszeniem ustawy o TK z 22 lipca 2016 r. Tych kwestii proceduralnych dotyczyło także zdanie odrębne sędzi Przyłębskiej.

"Pan sędzia sprawozdawca wskazuje mi, żebym poinformowała, że wyroki TK podlegają ogłoszeniu w Dzienniku Ustaw RP, w związku z tym informuję, że tak stanowi konstytucja" - zakończyła wtorkowe posiedzenie Trybunału i ogłoszenie wyroku sędzia Przyłębska.

>>> Czytaj też: Słony rachunek za hałas. Firmy zapłacą miliardy za nowe przepisy UE