Od 18 lipca tego roku na amerykańskiej giełdzie Nasdaq jest notowany jedyny na świecie indeks branży fintech: KBW Nasdaq Financial Technology Index. Fintechy to firmy, które świadczą usługi finansowe i okołofinansowe, wykorzystując do tego najnowsze technologie. >>więcej o branży fintech

Branża rozwija się dynamicznie, a inwestorzy pompują w nią niemałe pieniądze. W kwietniu 2016 r. firma konsultingowa Accenture oszacowała, że w I kwartale 2016 roku w spółki fintech zainwestowano 5,3 mld dol. (wzrost o 67 proc. r./r.). W całym roku 2015 wartość inwestycji w branżę sięgnęła 22,3 mld dol., aż o 75 proc. więcej niż w roku 2014. Coroczne raporty o liderach branży publikuje też KPMG.

– Wzrost zainteresowania takimi spółkami to skutek poszukiwań przez inwestorów kolejnych nisz, najlepiej w szybko rosnącej branży high-tech, w których można udawać, że papiery nie są przewartościowane – uważa prof. Andrzej Fierla ze Szkoły Głównej Handlowej.

Nic dziwnego, że powstał w końcu KBW Nasdaq Financial Technology Index. Wskaźnik grupuje spółki upublicznione na giełdach w USA.Wykres Segmenty biznesowe w KBW Nasdaq Financial Technology Index 1120

– Nowy indeks z pewnością ułatwi inwestycje funduszom. Stanie się benchmarkiem, czyli wzorcem do naśladowania. Powstaną zapewne fundusze typu ETF, czyli notowane na giełdzie, które będą go odwzorowywać. To zapewne znacząco zwiększy zainteresowanie spółkami fintech ze strony inwestorów, szczególnie instytucjonalnych – uważa prof. Fierla.

Gdy indeks startował, łączna kapitalizacja (wartość rynkowa) zgrupowanych w nim firm wynosiła 785 mld dol., co stanowiło blisko 4 proc. wartości wszystkich amerykańskich akcji. By spółka trafiła w skład KBW Nasdaq Financial Technology Index, musi być notowana na Nasdaq i NYSE, jej rynkowa wartość nie może być niższa niż 0,5 mld dol., a średni dzienny obrót jej walorami w skali miesiąca nie może być mniejszy niż 150 tys. sztuk (>>więcej szczegółów na temat zasad konstrukcji indeksu można znaleźć w dokumencie opublikowanym przez Nasdaq).

W skład KBW Nasdaq Financial Technology Index wchodzi obecnie 49 spółek. By zdać sobie sprawę, jak różnorodne biznesy zgrupował, wystarczy wymienić kilka.

Znalazło się w nim miejsce i dla gigantów płatności elektronicznych, takich jak VISA, MasterCard czy PayPal, i dla agencji informacyjnej Thomson Reuters czy ratingowej Moody’s. A także np. dla pomagającej zarządzać majątkiem firmy Financial Engines, która zatrudnia zaledwie 500 osób, czy też dla spółki Envestnet oferującej platformę online dla doradców finansowych. Pierwsza rewizja indeksu nastąpi w grudniu 2016 roku.

Wykres KBW Nasdaq Financial Technology Index kontra Nasdaq Composite 1120Na razie notowania KBW Nasdaq Financial Technology Index nie zachwycają. Od debiutu (czyli od 18 lipca) do 13 października poszedł on w górę ledwie o 0,91 proc., podczas gdy wskaźnik szerokiego rynku Nasdaq Composite w tym czasie wzrósł o 3,12 proc.

Amerykańscy komentatorzy tuż po uruchomieniu indeksu zwrócili uwagę, że nie odzwierciedla on dokładnie sytuacji w branży fintech, bo poza giełdą wciąż pozostają tacy jej giganci, jak Avant, SoFi, Credit Karma czy Zenefits.

Czy więc to tylko modna giełdowa nowinka, która się pojawiła i zniknie za parę lat? Raczej nie.

– Fintechy będą się cieszyły coraz większą popularnością wśród inwestorów i z pewnością można już mówić o nadejściu nowej ery na rynku kapitałowym w Stanach Zjednoczonych. Jest to jednak niebezpieczne, gdyż taki optymizm, jaki można obecnie zaobserwować u graczy zainteresowanych tą branżą, często prowadzi do powstania baniek spekulacyjnych. Jest za wcześnie, aby mówić o jej formowaniu się, ale ryzyko jej powstania istnieje – uważa prof. Aneta Hryckiewicz z Akademii Leona Koźmińskiego.

Na razie trudno zdecydowanie orzec, że stworzenie indeksu zwiększyło zainteresowanie akcjami spółek fintech. KBW i Nasdaq nie udostępniają danych o obrotach na walorach wchodzących w jego skład. Po wzięciu pod lupę pięciu wybranych losowo z grona 49 firm również trudno coś jednoznacznie stwierdzić.

Tabela Wielkosc obrotu spolek z KBW Nasdaq Financial Technology Index 1120Wprawdzie ich łączne średnie dzienne obroty w okresie 16 lipca – 13 października 2016 r. były aż o 71 proc. wyższe niż w analogicznym okresie roku 2015 (tymczasem obroty na Nasdaq Composite poszły w dół o 12 proc.), ale w przypadku aż trzech podmiotów spadły.

Branża fintech rośnie także w Europie. Raport portalu tech.eu z tego roku pokazał, że w 2015 roku inwestorzy wpompowali w europejskie start-upy z branż fintech i e-commerce więcej kapitału niż w jakikolwiek inny sektor gospodarki.

– Rozwój tej branży wynika między innymi z możliwości obejścia ograniczeń regulacyjnych. Po pojawieniu się ostrych regulacji można się spodziewać migracji fintechów do „regulacyjnych rajów” – ostrzega prof. Fierla.

– Sektor bankowy jest przeregulowany. Próbuje się ratować, podnosząc koszty usług bankowych. Tam, gdzie fintechy będą konkurowały z bankami, tam będą wygrywały – potwierdza prof. Hryckiewicz.

Coraz odważniej wspomina się także o tym, że Polska ma szansę stać się centrum rozwoju branży fintech. Prof. Aneta Hryckiewicz zwraca jednak uwagę, że polski nadzorca ma tendencję do ograniczania wolności na rynku finansowym i znane są już przypadki ucieczki nadwiślańskich firm z tej branży do innych krajów, np. do Singapuru.

Dlatego zdaniem prof. Fierli stworzenie tylko polskiego indeksu tego typu nie miałoby obecnie żadnego uzasadnienia, bo większość polskich fintechów to spółki prywatne. Na warszawskiej giełdzie notowanych jest zaledwie kilka spółek, które świadczą usługi finansowe za pomocą nowoczesnych technologii (Aplitt, Ailleron), lub inwestują w firmy fintech (MCI, IQ Partners), a ich wartość to około 1,33 mld zł. Tymczasem ogólnie na rynku podstawowym i równoległym upublicznionych na GPW są 484 spółki o kapitalizacji 966,4 mld zł (stan na 14 października 2016 r.).

Andrzej Fierla sądzi zaś, że ma sens utworzenie europejskiego odpowiednika amerykańskiego indeksu, choć dostrzega ograniczenia.

– Gdyby miał obejmować tylko spółki środkowoeuropejskie, to trzeba by znaleźć sposób, by zainteresować nim duże instytucje typu asset management z Europy i USA. Sprawę komplikowałaby jednak dodatkowo wielowalutowość regionu. Indeks musiałby zostać zbudowany na podstawie cen akcji w euro lub dolarach amerykańskich, ale wtedy jego użyteczność dla polskich inwestorów byłaby bardzo ograniczona, bo zabezpieczenie portfela inwestycyjnego przed ryzykiem kursowym to nie jest wcale tak prosta sprawa, jak się wydaje – zwraca uwagę prof. Fierla.

– Indeksy, które gromadzą dość ograniczoną liczbę firm, stają się często produktem spekulacyjnym. Tym samym są bardzo wrażliwe na tworzenie baniek – ostrzega prof. Hryckiewicz.

Autor: Piotr Rosik