Tak było także w poprzednich latach, nie trzeba się było przy tym wykazywać ponadprzeciętną wiedzą i zaangażowaniem, aby taki bonus otrzymać. Wystarczy, że realizuje się swoje obowiązki zgodnie z terminarzem i dekretacją szefa. Normą również było, że dyrektor otrzymywał nawet 80-krotnie wyższą nagrodę niż jego podwładny. Z sondy przeprowadzonej przez DGP wynika, że po zmianie ekipy rządowej w tym zakresie praktycznie nic się nie zmieniło.

Trzy razy trzy procent

Urzędy administracji rządowej, które należą do korpusu służby cywilnej, muszą ze środków na bieżące pensje wydzielić 3 proc. na fundusz nagród. Taki obowiązek nakłada na nie art. 93 ust. 1 ustawy z 21 listopada 2008 r. o służbie cywilnej (t.j. Dz.U. z 2016 r. poz. 1345). W tym roku na wynagrodzenia dla urzędników trafiło ponad 7,5 mld zł. Z tej kwoty urzędy muszą wydzielić na nagrody 225 mln zł. Ale wszystko wskazuje na to, że wzorem ubiegłych lat na bonusy dla pracowników administracji publicznej może trafić zdecydowanie więcej, bo blisko 700 mln zł. A więc trzykrotnie więcej, niż zakłada limit. Szefowie urzędów bardzo chętnie doceniają finansowo swoich podwładnych, choć poza obowiązkiem wydzielenia środków na dodatkowe gratyfikacje nie ma przymusu, aby je wydać.

100 zł nagrody

Z sondy DGP przeprowadzonej w ministerstwach i w urzędach wojewódzkich wynika, że tylko minister rolnictwa w tym roku nie zdecydował się na uruchomienie środków na nagrody. Tam jednak przeciętne wynagrodzenie jest jednym z najwyższych i wynosi 8 tys. zł brutto. W Warmińsko-Mazurskim Urzędzie Wojewódzkim najniższa nagroda w tym roku wyniosła 400 zł, a najwyższa 8 tys. zł. U wojewody mazowieckiego najniższa dodatkowa gratyfikacja to 100 zł, a najwyższa 6 tys. zł. U pomorskiego odpowiednio 100 zł i 5,4 tys. zł. Mniej szczodry był wojewoda lubelski, u którego najbardziej zasłużeni otrzymali po 2 tys. zł. Z kolei Urząd Wojewódzki w Białymstoku wypłacił nagrody od 125 zł do 4 tys. zł. Najniższy bonus u wojewody wielkopolskiego wyniósł 108 zł, a najwyższy 5 tys. zł. W dolnośląskim urzędzie średnia nagroda w tym roku wyniosła 3,6 tys. zł – instytucja nie chciała nam podać najniższych i najwyższych kwot.

14 tys. dla najlepszych

Znacznie wyższe bonusy są rozdzielane w ministerstwach. Na przykład resort finansów najniższą nagrodę w tym roku przyznał w kwocie 500 zł. Najwyższa była o 9 tys. zł większa. W resorcie obrony narodowej najniższa nagroda wyniosła 200 zł, a najwyższa 7 tys. zł. W Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego było to odpowiednio: 300 zł i 6, 2 tys. zł. Działające od niespełna 11 miesięcy Ministerstwo Energetyki również chętnie docenia swoich pracowników, którzy co kwartał otrzymali na swoje konta od 800 zł do 8 tys. zł ekstra. Podobnie jest w Ministerstwie Nauki. Tam najniższa gratyfikacja wynosi 750 zł, a najwyższa 8 tys. zł. Przy czym rekordy bije Ministerstwo Sprawiedliwości, które wypłacało nagrody w wysokości nawet 14 tys. zł. Jeszcze wyższe są ponoć w kancelarii premiera RP, ta jednak od trzech tygodni nie chce nam udzielić informacji na ten temat.

Niewłaściwy podział

We wszystkich urzędach normą są znaczne różnice przyznawanych nagród. Oczywiście najmniej otrzymują szeregowi pracownicy. – Tak duże dysproporcje prowadzą do patologii, choć tam, gdzie są silne związki zawodowe, jest lepiej, niż było. Mam nadzieję, że w kancelarii premiera zostanie wypracowany mechanizm, który pozwoli doceniać szeregowych pracowników za ich wkład w pracę, a nie tylko osoby na kierowniczych stanowiskach – zaznacza Robert Barabasz, szef Sekcji Krajowej Pracowników Administracji Rządowej i Samorządowej NSZZ „Solidarność”.

Według niego w każdym urzędzie powinno się określić rzetelny podział nagród i zdefiniować, co należy rozumieć przez szczególne osiągnięcia urzędników.

Eksperci zwracają jednak uwagę, że nagrody często są traktowane raczej jako rekompensata za niskie zarobki niż wyróżnienie za konkretne osiągnięcia w pracy.

– Mam wrażenie, że tego rodzaju świadczenie pełni funkcję bardziej kwartalnego dodatkowego wynagrodzenia niż nagrody za osiągnięcia wykraczające poza zakres obowiązków służbowych – uważa dr Stefan Płażek, adwokat, adiunkt z Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Jego zdaniem nie powinno mieć też miejsca przyznawanie nagród na poziomie 100 zł brutto, bo to w pracownikach wyzwala frustracie, a nie daje poczucie doceniania przez pracodawcę.

Podobnego zdania jest prof. Krzysztof Kiciński, były wiceprzewodniczący Rady Służby Cywilnej. – Zbyt niskie nagrody są uwłaczające. Trzeba się zastanowić nad zmianą przepisów w tym zakresie. Moim zdaniem najniższa nagroda powinna wynosić 300 zł. Dodatkowo trzeba też wskazać, jaki odsetek urzędników może otrzymać taką gratyfikację – wylicza prof. Kiciński.

Jego zdaniem, jeśli dyrektorzy generalni nie potrafią podzielić tych nagród, to trzeba sięgnąć po rozwiązania prawne.

>>> Czytaj też: Nadchodzi rządowa miotła kadrowa. Pół miliona urzędników drży o posady