Niecałe sto metrów od rdzewiejących ruin miejsca, gdzie wydarzył się największy wypadek jądrowy w historii, rozciąga się siatka prawie 4 tysięcy paneli fotowoltaicznych umieszczonych na grubej, betonowej płycie, która pokrywa radioaktywne cmentarzysko.

Kiedy myślimy o czystej energii, elektrownia jądrowa w Czarnobylu na Ukrainie jest prawdopodobnie jednym z ostatnich miejsc, które mogłoby nam przyjść do głowy. Mimo to ma tam znowu powstawać energia – ale tym razem ze słońca.

Wszystko to jest częścią planu uniezależnienia się ukraińskiego rządu od kapryśnych dostaw gazu z Rosji i przerwanych dostaw węgla. Strefa wykluczenia Czarnobyla ma powierzchnię niewiele mniejszą niż Luksemburg i w jej krajobrazie dominuje wysoki na 91 metrów betonowy sarkofag, którym zabezpieczono zniszczony reaktor numer 4. Rząd uważa, że obszar ten jest kluczowy na drodze do podwojenia ilości wytwarzanej na Ukrainie energii słonecznej.

Przedsięwzięciem, które ma dać nowe życie miejscu kojarzonym wyłącznie z katastrofą, zajmuje się firma Solar Chernobyl SPP. „Chcieliśmy wykorzystać leżące odłogiem tereny, które nie nadają się do niczego innego i w jakiś sposób rozwinąć naszą inwestycję i prowadzić interes w Czarnobylu”, mówi Jewgienij Wariagin, którego ukraińska firma Rodina Energy Group tworzy Solar Chernobyl razem z niemiecką Enerparc AG.

W okolicach Czarnobyla, gdzie promieniowanie z reaktora zabiło bezpośrednio 49 osób, a wiele innych naraziło na przewlekłe problemy zdrowotne, leżą opuszczone wsie i mleczarnie, które powoli zarasta gęsty las.

Czarnobyl, Ukraina

Czarnobyl, Ukraina

źródło: ShutterStock

Prypeć był kiedyś pełnym życia, zaprojektowanym przez Sowietów 50-tysięcznym miastem robotniczym. Dziś to upiorna atrakcja turystyczna z rozpadającymi się blokami, walącym się hotelem i opustoszałym supermarketem. Za budynkami z powybijanymi szybami i łuszczącymi się fasadami widać powoli rozkładające się wesołe miasteczko.

„Prawda jest taka, że część tego terenu będzie opuszczona przez całe pokolenia, może nawet milion lat”, mówi Jewgien Guczarenko, pracownik agencji organizujące wycieczki po okolicy. „Ale są tu też czystsze obszary, gdzie można bezpiecznie przyjechać na krótką wizytę”.

Tam właśnie ma się zrealizować ukraiński plan dotyczący energii odnawialnej. Kraj chce, żeby udział energii słonecznej, wodnej, wiatrowej oraz z biomasy w całkowitej produkcji energii wynosił 11 proc. Trzeba w tym celu ściągnąć do Czarnobyla firmy, które wygenerują 1,2 gigawata energii słonecznej.

Od kiedy w 2000 roku w Czarnobylu zamknięto ostatni pracujący tam reaktor, kolejne władze w Kijowie zastanawiają się, co zrobić ze skażonym obszarem. Las i opuszczone miasta-widma od wielu lat są ogrodzone, a wjazd na obszar jest ograniczony. Teren wielkości ponad 2,5 tysiąca kilometrów kwadratowych jest pilnowany przez specjalny oddział policji, a goście i turyści wyjeżdżający z niego są sprawdzani pod kątem radioaktywności nawet cztery razy.

W zeszłym roku ukończono ulepszony sarkofag nad reaktorem. Od tego czasu ukraińska agencja państwowa zarządzająca strefą wykluczenia rozważa nowe pomysły. Turystom umożliwiono ograniczony dostęp do strefy – są oni jednak ostrzegani, że nie należy podnosić niczego z ziemi, jeść na otwartej przestrzeni. Niewskazane jest też noszenie szortów i tiszertów. Na skażonym terenie przechowuje się też wypalone paliwo jądrowe z innych elektrowni w kraju.

Agencja zarządzająca Czarnobylem rozważa też próbę udostępnienia opuszczonych budynków na centra danych.

Pomysł na energię słoneczną zaczął nabierać kształtów w 2016 roku, kiedy Solar Chernobyl, który miał już elektrownię na skraju strefy wykluczenia na Białorusi, zapytał rząd, czy mógłby zacząć działać wewnątrz strefy. Wydanie odpowiednich pozwoleń z powodu biurokratycznych przeszkód trwało jednak kilka lat.

Dziś rząd Ukrainy rozumie, że ułatwienie firmom działalności w Czarnobylu leży w jego interesie.

Wśród 203 firm, które mają państwowe uprawienia do pozyskiwania energii słonecznej na Ukrainie, jest TIU Canada. Firma chce zbudować elektrownię słoneczną w Czarnobylu jak tylko skończy elektrownię w innej części kraju.

„Słońce na Ukrainie jest tak samo dobre, jak na Florydzie, w Luizjanie, Teksasie czy Kalifornii”, mówi Michael Gyurkovich, prezes spółki-matki TIU Canada, Refraction Basset Management.

>>> Polecamy: 30 lat po katastrofie atomowej. Tak dziś wygląda Czarnobyl [REPORTAŻ]