Pod kategorię „nienormalne” podpadają wszelkie choroby psychiczne, lecz także zachowania przez ogół nieakceptowane. Stanowimy prawo, aby sankcjonować te uczynki, które odbiegają od przyjętych norm. Dlatego osoba niewłaściwie się zachowująca jest karana. Choć o chorych psychicznie nie można powiedzieć, że w jakiś sposób zawinili, to jednak nie uznajemy ich za osoby spełniające nasze rozumienie normalności. Społeczeństwa Zachodu długo musiały się uczyć, by nie łączyć automatycznie choroby psychicznej z „nienormalnością” jako czymś złym. I nadal muszą się tego uczyć.

Stwierdzenie u kogoś „wariactwa” zazwyczaj łączymy ze stanem patologicznym, co prowadzi do wykluczenia takiej osoby ze wspólnoty „normalnych”. Wariat nie może przecież stanowić równorzędnego partnera w relacjach społecznych. Można go otoczyć opieką, ale najlepiej odizolować go od zdrowych.

>>> Polecamy: PiS nie kryje niezadowolenia. Prezydent Duda gra o samodzielność [OPINIA]

Dysponując niepodważalnymi kryteriami pozwalającymi ocenić „normalność”, moglibyśmy stwierdzić, kto może być pełnoprawnym członkiem społeczeństwa, a kto nie. Jednak – całe szczęście – nasze kryteria nie są pewne, choć nierzadko pretendują do tego. Nie możemy określić, że pan X jest w 78 proc. psychicznie zdrowy, a pani Y w 83 proc. Trudno byłoby ustalić kryteria pozwalające zaliczyć dane osoby do „normalnych” bez ryzyka pomyłki. Zarówno nasze kryteria normalności, jak i oceny dokonywane za ich pomocą nie są absolutnie pewne i obiektywne, podlegają interpretacji i reinterpretacji. Zmieniają się nie tylko wraz z rozwojem nauki, ale też wraz z przemianą społeczeństw (zmianą kultury, ekonomii czy polityki).

Owa „naturalność” cechująca rozróżnienie normalne/nienormalne pozwalająca określić, kogo można uznać za poczytalnego, przy jednoczesnej względności kryteriów staje się poręcznym narzędziem walki politycznej. Polityka to konflikt opierający się na rozróżnieniach „kto jest z nami, a kto przeciwko”. Aż się prosi, by użyć kategorii normalności: my wyrażamy pragnienia normalnych Polaków, oni chorych z nienawiści, my wprowadzamy zmiany, a opozycja szaleje.

Przypisywanie oponentom nie tylko złych intencji, ale i deficytów zdrowia psychicznego jest zjawiskiem częstym. Zarówno osoby oświecone, jak i konserwatywne łatwo ulegają pokusie uznania przeciwników za ludzi niespełna rozumu (przykłady można znaleźć w raporcie wydanym w 2016 r. przez RPO „Polska prasa o osobach z zaburzeniami psychicznymi. Analiza wybranych przykładów”). Tworzy się przy tym nierzadko metafory łączące pojęcia medyczne z politycznymi, które wskazują nie tyle na merytoryczną błędność określonej polityki, ile na jej „szaleństwo”, a zatem niemożliwość akceptacji przez rozumnych obywateli (np. „autyzm polityczny” odnosi się do „wsobności polityki zagranicznej”).

Cały tekst przeczytasz w weekendowym wydaniu Dziennika Gazety Prawnej i na e-DGP