Woś: Ilu wrogów zniesie demokracja [FELIETON]

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
24 czerwca 2017, 08:00
Polska, patriotyzm, flaga biało-czerwona
Polska, patriotyzm/ShutterStock
Niebezpieczeństwo ześlizgnięcia się ze ścieżki demokratycznej istnieje. Również w Polsce. Zawiera się ono w następującym paradoksie. Demokracja oparta jest na konkurencji politycznej, czyli na mechanizmie zabezpieczającym przed jawnym autorytaryzmem i patologiami monowładzy.
2995275-i02-2017-120-000002200.jpg

Skoro ma być konkurencja, to musi być też różnica. A jak się buduje różnicę? Właśnie na zasadzie podkolorowania siebie samego i ostrego przyczernienia rywala. Przyczerniony rywal w naturalny sposób staje się wrogiem. A skoro wrogiem, to trochę także potworem. To z kolei sprawia, że sami (oczywiście w imię wyższych racji) możemy dojść do wniosku, że potwora trzeba zamknąć do klatki, bo inaczej zje nas i nasze dzieci. I już nieszczęście gotowe.

Gdy patrzę na PiS i jego opiniotwórczych sojuszników, to wydaje mi się, że oni mają z wrogiem (potworem) duży problem. Jarosław Kaczyński w ciągu swych wielu lat spędzonych w polityce do perfekcji opanował umiejętność rysowania go specyficzną i dość przekonującą (przynajmniej dla swoich wyborców) kreską. Specyfika tego kaczystowskiego rysunku polega na tym, że autor nie waha się używać porównań i określeń, po które inni nie odważyli się sięgnąć. Czy to z powodu skrupułów, czy też ze strachu przed wyśmianiem. Kaczyński wydaje się na to jednak kompletnie impregnowany. W „Uchu prezesa” jest scena, w której lider PiS wypisuje sobie na tablicy dosadne sposoby na określanie swoich politycznych wrogów. Łże-elity? Były. Kondominium? Było. Gorszy sort? Był. Pucz, rebelia, zdrada narodowa? Były. Wszystko już było.

>>> Czytaj też: Balcerowicz: wyemigrujcie na Białoruś, tam Łukaszenka pilnuje, by wszystko było państwowe [WYWIAD]

Ci z politycznych komentatorów, którzy znają prawicę lepiej, uspokajają, że Kaczyński, sięgając po te określenia, nazywa i zarządza gniewem społecznym absolutnie na zimno. Jak dotąd zawsze potrafił jednak nad podsycanymi przez siebie emocjami politycznymi doskonale panować. Do tego stopnia, że nie sprawia mu najmniejszych problemów zmieniać politycznych wrogów w sposób dość płynny. Przypomnijmy sobie przecież, że jeszcze w wyborczym roku 2005 głównym potworem w pisanym przez Kaczyńskiego bestiarium politycznym byli postkomuniści oraz cień PRL-owskich służb specjalnych. Dziś przeszłość w PZPR, a nawet współpraca z SB nie jest żadną przeszkodą, by nawet w PiS odgrywać znaczącą rolę. A Leszek Miller pojawia się w bliskich prawicy mediach jako cenny sojusznik. Wszystko dlatego, że dziś arcywróg jest już zupełnie inny. To Platforma Obywatelska i stanowiący wciąż duże potencjalne zagrożenie Donald Tusk. Po wyborach 2015 r. były już jednak i takie momenty, gdy PO słabła, a do roli arcywroga podciągano już tych, co byli na wznoszącej. Najpierw KOD, a potem również Nowoczesna. Dziś potworem znowu jest Platforma, która odbiła w sondażach. Ale czy będzie nim w roku 2019, tego wciąż nie wiadomo. Możliwe, że nie.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: MAGAZYN DGP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj