Czarnecki o KE: Kiedy nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
1 września 2017, 14:15
Nie miejmy złudzeń, że Komisji Europejskiej chodzi o kwestie praworządności w Polsce. Tu chodzi o pieniądze – tak czwartkowe wystąpienie Fransa Timmermansa podczas posiedzenia komisji w sprawie Polski komentuje dla PAP europoseł PiS, Ryszard Czarnecki.

„Nie miejmy złudzeń, że Komisji Europejskiej chodzi o kwestie praworządności w Polsce, tak jak poprzednio wcale nie chodziło o Trybunał Konstytucyjny. Chodzi o to, że Polska staje się coraz bardziej konkurencyjna w kwestii gospodarczej dla największych państw członkowskich Unii, takich jak Niemcy czy Francja. Głowy tych państw czują zagrożenie. Jeżeli firma Whirlpool z Francji przenosi się do Polski oraz niemiecka firma Daimler przenosi swoją siedzibę ze Stuttgartu do Jawora na Dolny Śląsk w Polsce, to za tym idą konkretne setki miejsc pracy, a podatki z tych działalności trafiają do kasy państwa polskiego, a nie niemieckiego czy francuskiego. Stąd używa się broni w postaci presji narodowej, bo w inny sposób tej konkurencyjnej Polski nie można zahamować” – mówi europoseł Czarnecki.

Jak dodaje Czarnecki, "w Europie Zachodniej jest wręcz niemożliwe, żeby opozycja na ochotnika stała po stronie obcych rządów. Jednak w Polsce jest inaczej, otóż totalna opozycja w Polsce w zeszłym tygodniu najpierw była rzecznikiem prezydenta Francji, w tym tygodniu była rzecznikiem kanclerz Niemiec, a teraz jest rzecznikiem Komisji Europejskiej".

"Są to rzeczy nie do uwierzenia w Europie Zachodniej, gdzie spory załatwia się między sobą. W Polsce opozycja wręcz namawia do tego, żeby ingerować w sprawy własnego kraju, żeby atakować własną ojczyznę” – mówi Czarnecki.

Podczas posiedzenia komisji można było zauważyć jedność w wypowiedziach polskich europosłów: Jadwigi Wiśniewskiej, Karola Karskiego, a także Marka Jurka. Wszyscy skrytykowali działania KE i jej wiceprzewodniczącego Fransa Timmermansa. Odmienne stanowisko w tej sprawie zajął europoseł PO Michał Boni.

PAP został poinformowany przez asystentkę Michała Boniego, że europoseł nie udzieli komentarza do wczorajszych wydarzeń.

Ryszard Czarnecki na pytanie, czy Polska powinna się czegoś obawiać ze strony Komisji Europejskiej, jednoznacznie odpowiada, że "nie".

„Nawet uruchomienie art. 7 traktatu o UE nie zakończy się sankcjami, ponieważ trzeba doliczyć to tego zgody państw członkowskich UE, a tego nie będzie. Wiele państw, mając na względzie głównie swój interes, nie będzie chciało, żeby Polska była ukarana. Gdyby tak się stało, to dziś Polska, jutro Węgry czy inne kraje” – kończy europoseł.

Komisja Europejska prowadzi wobec Polski procedurę praworządności od początku 2016 roku. W połowie lipca KE ostrzegała, że jest bliska uruchomienia art. 7 traktatu o UE, dopuszczającego sankcje, w związku z planowanymi w Polsce zmianami w sądownictwie. Później jednak prezydent Duda zawetował dwie z czterech kwestionowanych przez Brukselę ustaw. Nie zmieniło to nastawienia KE, która cały czas podkreśla, że w Polsce istnieje systemowe zagrożenie dla praworządności. (PAP)

autor: Paulina Kościółek

edytor: Anna Dudzik, Mariusz Pilis

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: PAP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj