Dziś nie obserwujemy astronomicznego wzrostu ani też dużych wahań cen . Najpopularniejsza z kryptowalut kosztuje obecnie o połowę mniej niż w połowie grudnia.
Taki jest efekt m.in. wprowadzania i zaostrzenia regulacji. Ich poziom oraz transparentność rynku mogą sprawiać, że o nieustannych skokowych wzrostach cen bitcoina możemy raczej zapomnieć. Czy to oznacza, że kończy się czas ? Prawdopodobnie nie. “Na ratunek” mogą przyjść instytucje finansowe, które wcześniej były do kryptowalut nastawione sceptycznie.
Z najnowszej, anonimowej ankiety Reutersa wynika, że z ponad 400 instytucji finansowych . Co ciekawsze, aż 70 proc. z firm zainteresowanych implementacją kryptowalut chce to zrobić najbliższym półroczu.
To była pierwsza tego typu ankieta przeprowadzona przez Reutersa wśród tylu instytucji finansowych, stąd ciężko ocenić, jak to zainteresowanie zmieniało się w czasie. Jeżeli jednak określone przez te instytucje plany doczekają się realizacji, może wywołać to pozytywny efekt domina dla rynku kryptowalut. Inne instytucje finansowe nie będą chciały zostać w tyle za konkurencją i także wprowadza obrót kryptowalutami.
Informacje o wprowadzaniu możliwości handlu kryptowalutami najprawdopodobniej pozytywnie odbiłyby się na cenie bitcoina, ale także innych kryptowalut. Ich wartość jest wszak funkcją zainteresowania. Im ono jest większe, tym bardziej rosną popyt i ceny. Biorąc jednak pod uwagę, że proces ten będzie raczej stopniowy, również potencjalne zwyżki cen mogą być coraz bardziej “wypłaszczone”, tzn. rozłożone w czasie.
>>> Polecamy: Tak wiele niewypłacalnych firm nie było od 10 lat. Rekordowy był marzec
