Białoruś nie zliberalizuje gospodarki

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
22 lutego 2009, 11:14
Nie ma co liczyć na liberalizację systemu gospodarczego na Białorusi. Zamiast konsekwentnych reform należy spodziewać się działań pozorowanych, mających zapewnić kredyty - powiedział Adam Eberhardt z Ośrodka Studiów Wschodnich.

W poniedziałek wicepremier i minister gospodarki Waldemar Pawlak jedzie z jednodniową wizytą na Białoruś. Pawlakowi towarzyszyć będą przedstawiciele polskich firm i organizacji pozarządowych.

Zdaniem wicedyrektora Ośrodka Studiów Wschodnich (OSW) Białoruś przeżywa głęboki kryzys gospodarczy, przejawiający się m.in. olbrzymim deficytem handlowym oraz ujemnym bilansem płatniczym. Działania antykryzysowe białoruskich władz są niewystarczające. Wystarczą do zapewnienia kredytów z zachodnich instytucji finansowych, ale nie przypuszczam, aby zdołały przyciągnąć inwestorów - powiedział Eberhardt.

Ekspert uważa, że "prezydent Alaksandr Łukaszenka nie jest zdolny do podjęcia prawdziwych reform gospodarczych, gdyż sprzeczne jest to z jego poglądem na świat, ale przede wszystkim liberalizacja systemu mogłaby podważyć fundamenty jego władzy".

Eberhardt powiedział, że Łukaszenka wolałby doprowadzić do napływu inwestorów z Unii Europejskiej niż z Rosji, gdyż kapitał rosyjski może oznaczać rosnące uzależnienie polityczne od Kremla. "W sytuacji światowego kryzysu gospodarczego łatwiej jednak o motywowane politycznie zaangażowanie Rosjan" - zauważa ekspert.

W sytuacji kryzysu główna uwaga władz białoruskich koncentruje się na zapewnieniu sobie kredytów stabilizacyjnych, które pozwolą przeczekać kryzys. Tradycyjnym kredytodawcą Białorusi jest Rosja, która w ostatnich tygodniach pożyczyła Mińskowi 2 mld dolarów, a obecnie omawia możliwość udzielenia kredytu w rublach.

W opinii eksperta, Rosja pomimo tego, że sama znalazła się w złej sytuacji gospodarczej, "umiejętnie wykorzystuje kryzys do zwiększania swoich wpływów w państwach WNP - w tym także Białorusi". Za pomoc finansową żąda od Mińska konkretnych ustępstw gospodarczych oraz politycznych.

"To jest nie na rękę Łukaszence, który władzą dzielić się z nikim nie chce" - powiedział Eberhardt. "Dlatego władze białoruskie zaczęły również zabiegać o pieniądze z innych źródeł".

"Każdy kredytodawca jest na wagę złota. W ostatnim czasie Mińsk otrzymał 0,5 mld dolarów pomocy od bliskiej ideologicznie Wenezueli, a jednocześnie kredyt w wysokości 2,5 mld dolarów przyznał jej Międzynarodowy Fundusz Walutowy" - wskazuje Eberhardt.

"Warunkiem porozumienia z MFW była dewaluacja przez Mińsk rubla białoruskiego o 20 proc. Poza tym Łukaszenka zdecydował się na reformę systemu podatkowego oraz zmniejszenie dotacji do opłat komunalnych" - wylicza Eberhardt. "Po latach zastoju należy z zadowoleniem przyjmować każdą decyzję sensowną ekonomicznie, ale przestrzegałbym przed popadaniem w zbytni optymizm" - powiedział Eberhardt.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: PAP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj