Wojskowa służba zdrowia nie pomoże cywilom w czasie wojny. Generał kreśli czarny scenariusz

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
dzisiaj, 11:17
Wojskowa służba zdrowia nie pomoże cywilom w czasie wojny. Generał kreśli czarny scenariusz
Wojskowa służba zdrowia nie pomoże cywilom w czasie wojny. Generał kreśli czarny scenariusz/PAP
W przypadku konfliktu zbrojnego wojskowa służba zdrowia skoncentruje się wyłącznie na wsparciu armii, a nie ludności cywilnej. Generał broni prof. Grzegorz Gielerak ostrzega, że lekarze powinni jak najszerzej uczestniczyć w szkoleniach udzielania pomocy osobom poszkodowanym w atakach na obiekty cywilne.

Z perspektywy bezpieczeństwa państwa system ochrony zdrowia powinien być postrzegany jako całość, jednak w warunkach wojennych priorytety wojskowej służby zdrowia zmienią się całkowicie.

Wojskowa służba zdrowia nie pomoże cywilom w czasie wojny. Generał ostrzega przed nową rzeczywistością

Generał broni prof. Grzegorz Gielerak podkreśla, że choć dziś wojskowe placówki medyczne wspierają sektor cywilny, to w przypadku wojny to zmieni się diametralnie.

– Na co dzień spotykamy się, wspieramy w działalności systemu ochrony zdrowia w warunkach pokoju, ale w warunkach wojny przestaniemy się spotykać. Nas po prostu jako wojskowej służby zdrowia przy was nie będzie – mówi wprost gen. broni prof. Grzegorz Gielerak, dyrektor Wojskowego Instytutu Medycznego, w rozmowie z Rynkiem Zdrowia.

Jak zaznacza, jednym z najpilniejszych zadań jest szerokie szkolenie lekarzy i personelu medycznego z zakresu pomocy ofiarom działań wojennych, szczególnie osobom rannym w wyniku eksplozji.

– Pamiętajmy, że w razie konfliktu zbrojnego osoby poszkodowane będą zarówno po stronie wojska, jak po stronie cywili. Dlatego ważne, by możliwie jak najszersza rzesza medyków wyposażyła się w tę wiedzę i umiejętności, ponieważ są one uniwersalne – zaznacza – dodaje.

Lekarze muszą przygotować się na czas wojny. Potrzebne pilne szkolenia i nowe kompetencje

Szef Wojskowego Instytutu Medycznego zwraca uwagę, że polska służba zdrowia poza centrami urazowymi nie dysponuje wystarczającą liczbą lekarzy zabiegowych wyspecjalizowanych w leczeniu obrażeń wielonarządowych, które są typowe dla działań wojennych.

W takich przypadkach kluczowe znaczenie ma szybka diagnostyka, identyfikacja miejsc krwawienia wewnętrznego oraz natychmiastowe działania chirurgiczne. Równie ważne pozostaje odpowiednie przygotowanie logistyczne, w tym zabezpieczenie zapasów krwi, leków oraz sprzętu medycznego, które mogą decydować o skuteczności ratowania życia w warunkach kryzysowych.

Doświadczenia z Ukrainy zmieniają medycynę pola walki. Ratunek musi być bliżej frontu

Jak wskazuje gen. broni prof. Grzegorz Gielerak, pomoc rannym musi być udzielana znacznie bliżej linii frontu niż wcześniej zakładano.

– Punkty stabilizacji medycznej, miejsca w których udzielana jest pomoc lekarska żołnierzom muszą być zlokalizowane w odległości 1-5 km od linii kontaktu z przeciwnikiem. W przeciwnym razie wielu rannych nie będziemy w stanie uratować. Drastycznie bowiem poszerzył się odsetek obrażeń ciężkich, który dochodzi nawet do 35 proc. Wtedy bezwzględnie konieczna jest interwencja chirurga czy lekarz intensywisty – tłumaczy.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: forsal.pl
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj