Z perspektywy bezpieczeństwa państwa system ochrony zdrowia powinien być postrzegany jako całość, jednak w warunkach wojennych priorytety wojskowej służby zdrowia zmienią się całkowicie.
Wojskowa służba zdrowia nie pomoże cywilom w czasie wojny. Generał ostrzega przed nową rzeczywistością
Generał broni prof. Grzegorz Gielerak podkreśla, że choć dziś wojskowe placówki medyczne wspierają sektor cywilny, to w przypadku wojny to zmieni się diametralnie.
– Na co dzień spotykamy się, wspieramy w działalności systemu ochrony zdrowia w warunkach pokoju, ale w warunkach wojny przestaniemy się spotykać. Nas po prostu jako wojskowej służby zdrowia przy was nie będzie – mówi wprost gen. broni prof. Grzegorz Gielerak, dyrektor Wojskowego Instytutu Medycznego, w rozmowie z Rynkiem Zdrowia.
Jak zaznacza, jednym z najpilniejszych zadań jest szerokie szkolenie lekarzy i personelu medycznego z zakresu pomocy ofiarom działań wojennych, szczególnie osobom rannym w wyniku eksplozji.
– Pamiętajmy, że w razie konfliktu zbrojnego osoby poszkodowane będą zarówno po stronie wojska, jak po stronie cywili. Dlatego ważne, by możliwie jak najszersza rzesza medyków wyposażyła się w tę wiedzę i umiejętności, ponieważ są one uniwersalne – zaznacza – dodaje.
Lekarze muszą przygotować się na czas wojny. Potrzebne pilne szkolenia i nowe kompetencje
Szef Wojskowego Instytutu Medycznego zwraca uwagę, że polska służba zdrowia poza centrami urazowymi nie dysponuje wystarczającą liczbą lekarzy zabiegowych wyspecjalizowanych w leczeniu obrażeń wielonarządowych, które są typowe dla działań wojennych.
W takich przypadkach kluczowe znaczenie ma szybka diagnostyka, identyfikacja miejsc krwawienia wewnętrznego oraz natychmiastowe działania chirurgiczne. Równie ważne pozostaje odpowiednie przygotowanie logistyczne, w tym zabezpieczenie zapasów krwi, leków oraz sprzętu medycznego, które mogą decydować o skuteczności ratowania życia w warunkach kryzysowych.
Doświadczenia z Ukrainy zmieniają medycynę pola walki. Ratunek musi być bliżej frontu
Jak wskazuje gen. broni prof. Grzegorz Gielerak, pomoc rannym musi być udzielana znacznie bliżej linii frontu niż wcześniej zakładano.
– Punkty stabilizacji medycznej, miejsca w których udzielana jest pomoc lekarska żołnierzom muszą być zlokalizowane w odległości 1-5 km od linii kontaktu z przeciwnikiem. W przeciwnym razie wielu rannych nie będziemy w stanie uratować. Drastycznie bowiem poszerzył się odsetek obrażeń ciężkich, który dochodzi nawet do 35 proc. Wtedy bezwzględnie konieczna jest interwencja chirurga czy lekarz intensywisty – tłumaczy.
