Rządy, agencje i odpowiedzialni za finansowanie rozwoju infrastruktury urzędnicy doskonale zdają sobie sprawę z ekonomicznego potencjału poprawy sieci połączeń pomiędzy krajami, których granice zostały często sztucznie i arbitralnie wytyczone przez byłych kolonizatorów - pisze Quartz.
- Rozwój Afryki opiera się na szalonym paradoksie: jej największe atuty, czyli wielkość oraz różnorodność krajobrazu są zarazem największymi rozwojowymi przeszkodami – napisał południowoafrykański naukowiec Cobus van Staden. Podkreślił, że uboga sieć połączeń znacznie obciąża handel.
Koszt transportu w Afryce jest średnio niż w wielu innych częściach świata – wynika z szacunków KPMG. Korzyści płynące z dekad liberalizacji handlu i obniżek ceł zostały znacząco ograniczone przez ubóstwo kontynentalnej infrastruktury drogowej i kolejowej.
Nie oznacza to, że planiści nie podejmowali prób poprawy sytuacji. Komisja Gospodarcza Narodów Zjednoczonych ds. Afryki utworzyła . Miała to być odpowiedź na prognozy ONZ dotyczące handlowego boomu, jakiego miał w nadchodzących dekadach doświadczyć Czarny Kontynent. W skład sieci miało wchodzić 7 autostrad. Najdłuższe z nich to połączenia z Trypolisu do Windhuku (9610 km), z Kairu do Gaborone (8860 km) oraz z Kairu do Dakaru (8636 km). Tylko jedna z tras została ukończona.
Inicjatywa ślimaczy się głównie z powodu problemów z jej sfinansowaniem. Ukończyć jedną z autostrad pomogły Chiny, które mocno stawiają na gospodarczą ekspansję w Afryce. Trasa autostrady przebiega przez siedem krajów (od Dakaru, przez Senegal aż po Czad).
Wielu ekspertów martwi się o rosnące zadłużenie afrykańskich państw u Chin.
