Donald Tusk chce szybko budować elektrownie jądrowe. A Waldemar
Pawlak chce, by za ich budowę odpowiadał Krzysztof Żmijewski.
Naukowiec, który energetykę jądrową nazywa... mirażem i atomowym
kwiatkiem do kożucha.
Polska ma ambitny cel - do 2020 r. wybudować choć jedną elektrownię atomową. Bo dziś nasz prąd powstaje w 94 proc. z węgla, przez co emitujemy ogromne ilości dwutlenku węgla. Zgodnie z podpisanym w grudniu unijnym pakietem klimatycznym od 2020 r. za emisję CO2 elektrownie będą płacić ogromne sumy. Efekt? Ceny prądu pójdą drastycznie w górę.
Rząd chciałby więc mieć więcej prądu z innych źródeł - także z elektrowni atomowych.
Ale Platforma i PSL nie mogą się dogadać. Premier Tusk uważa, że budowa elektrowni jądrowej powinna być najważniejsza. A Pawlak, wicepremier i minister gospodarki woli postawić na oszczędzanie prądu i odnawialne źródła energii - np. z biogazu produkowanego z kukurydzy.
więcej w "Gazecie Wyborczej"
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Agora
Tematy: energetyka
Zobacz
|
