Zatrzymanie Dmitrija Rybołowlewa na przesłuchanie w Monako to nie jedyny kłopot rosyjskiego miliardera. To równocześnie sygnał dla innych bogatych Rosjan, którzy mogą marzyć o pozbyciu się wszystkich swoich rosyjskich aktywów, jak to zrobił Rybołowlew: w obecna sytuacja polityczna sprawia, że Zachód nie będzie im – i ich pieniądzom – tak przyjazny, jak niegdyś.

Rybołowlew jest znany Amerykanom jako człowiek, który w 2008 r. zapłacił Donaldowi Trumpowi 95 milionów dolarów za rezydencję w Palm Beach na Florydzie – cenę około dwa razy wyższą niż ta, za którą posiadłość Trump kupił w 2004 r. Przeciwnicy Trumpa uważają transakcję za podejrzaną i twierdzą, że była to wypłata w ramach domniemanego dofinansowania dla Trumpa przez Rosjan. Rybołowlew jest jednak znany jako wielki rozrzutnik. Przykładem na to, ile i na co pieniędzy wydaje Rybołowlew, może być jego wieloletni spór ze szwajcarskim handlarzem sztuki Yvesem Bouvierem, którego rosyjski bogacz oskarża o zawyżanie cen za arcydzieła, które zakupił. (Nawiasem mówiąc, jednym z tych dzieł jest „Salvator Mundi” Leonarda da Vinci, obecnie najdroższy obraz na świecie, pomimo jego spornej proweniencji: na aukcji osiągnął wartość 450 milionów dolarów, a Rybołowlew kupił go za 127,5 miliona dolarów od Bouviera, który zaś ubezpieczył obraz na 80 milionów dolarów). Bouvier zaprzecza oskarżeniom Rybołowlewa.

Zatrzymanie w Monako Rybołowlewa ma związek z sagą Bouviera. We wrześniu 2017 r. minister sprawiedliwości Monako Philippe Narmino podał się do dymisji tuż po tym, jak francuski dziennik „Le Monde” opublikował śledztwo w sprawie tzw. „Monacogate”. Po prześledzeniu wiadomości tekstowych Rybołowlewa, jego prawnika i lokalnych urzędników, w tym Narmino, okazało się, że urzędnicy i  Rybołowlew ściśle współpracują w sprawie Bouviera. Redakcja „Le Monde” twierdziła, że może zapewne doszło do wywierania pewnego „wpływu na zakupy”. Sędzia w Monako bada, czy Rosjanie próbowali wpłynąć na funkcjonariuszy organów ścigania. Oprócz zatrzymania, willa Rybołowlewa została przeszukana, chociaż nie został oskarżony o popełnienie przestępstwa i zaprzeczył jakimkolwiek nadużyciom. [Rybołowlew został zwolniony w czwartek 8.11, zostały mu postawione zarzuty korupcyjne i wykorzystanie wpływów – przyp. red.] Jego prawnicy planują apelację, kwestionują również zasadność dowodów zastosowanych przeciwko Rybołowlewowi.

Jednocześnie Rybołowlew staje w obliczu kolejnego potencjalnego skandalu: tym razem z AS Monaco. Rosjanin kupił ten klub piłkarski w 2011 r., zobowiązując się przy tym do zainwestowania co najmniej 100 milionów euro (115 milionów dolarów) w nie odnoszący zwycięstw zespół w ciągu następnych czterech lat. Ale francuski serwis Mediapart stwierdziła 5 listopada, że Rybołowlew zrobił o wiele więcej: w 2014 r. opracował fikcyjny kontrakt marketingowy, który miał mu pozwolić na wpompowanie 140 milionów euro rocznie do klubu, co narusza politykę „finansowego fair play” Unii Europejskich Związków Piłkarskich. Wspomniana polityka ma na celu uniemożliwienie klubom przeistoczenia się w zabawki zamożnych ludzi, mimo przegranych meczy. Mediapart zarzucił także, że AS Monaco lobbował za tym, aby przedstawiciele UEFA nie zagłębiali się już w dochodzenie w 2015 r. Piłkarska Unia nałożyła wtedy stosunkowo niewielką grzywnę na klub, bo uznała, że deficyt budżetowy jest już nadmierny.

W odpowiedzi AS Monaco wydało oświadczenie, w którym „stanowczo zaprzecza” próbom ominięcia zasad „finansowego fair play” i wskazuje, że umowa marketingowa nigdy nie została wykonana. Klub „został zmuszony do wyboru alternatywnej strategii, opartej na sprzedaży graczy”, jak głosi oświadczenie. Niedawno Rybołowlew nie miał zbytniej motywacji, by nadal pompować pieniądze do klubu. Jego skandale miały nawet rozgniewać monarchę Monako, księcia Alberta, który czuje, że takie sytuacje rzucają cień na instytucję księstwa. Dalsze wspieranie AS Monaco nie ma już sensu.

Wydaje się, że Rybołowlew nie brał pod uwagę, że będzie musiał zmierzyć się z takimi problemami– zarówno prawnymi, jak i nadszarpującymi jego reputację. Zapewne miał zupełnie inne plany, gdy sprzedawał swoje rosyjskie firmy nawozowe za łączną kwotę 7,5 miliarda dolarów w 2010 i 2011 roku, całkowicie wycofując swoje interesy z Rosji. Bloomberg Billionaires szacuje wartość netto majątku Rybołowlewa na 10,5 miliarda dolarów, a ta ogromna fortuna znajduje się na Zachodzie: wliczając w to dzieła sztuki i nieruchomości o wartości 2,7 miliarda dolarów.

Najbogatsi Rosjanie, powszechnie i błędnie określani jako „oligarchowie”, są w istocie zakładnikami prezydenta Władimira Putina. Wywiera on na nich presję, by inwestowali duże sumy w projekty dla zwierząt domowych i wspierali politykę Putina – inaczej mogą stracić swoje rosyjskie aktywa. Ruch Rybołowlewa to jak na razie najbardziej bezkonfliktowa próba odcięcia się od Rosji. Inni miliarderzy, którzy wolą żyć i inwestować na Zachodzie, tacy jak Michaił Fridman i Roman Abramowicz, wciąż mają silne powiązania z krajem ojczystym. Według danych zebranych przez Bloomberg Billionaires, rosyjskie aktywa stanowią około jednej czwartej fortuny Fridmana i ponad jedną trzecią majątku Abramowicza.

Pozbycie się powiązań z Rosją może wydawać się szczególnie atrakcyjną propozycją w dobie rosnących sankcji amerykańskich i kontroli amerykańskich regulatorów, którzy zareagowali na brutalne działania rosyjskich służb wywiadowczych w Wielkiej Brytanii. Ale to nie do końca styl bogatych Rosjan – nie staną się skromni, lubią korzystać ze swojej władzy. W taki sposób większość z nich dorobiła się fortuny, często w środowisku względnego bezprawia. Zainteresowanie, jakie wzbudza „oligarcha” nawet w zazwyczaj spokojnej i łagodnej jurysdykcji, jak w Monako, stawia go w niepewnej pozycji, odsłoniętej na każdy wrogi ruch, a bez bazy w Rosji nie ma łatwego sposobu ucieczki tam, gdzie posłuszny Putinowi miliarder może uniknąć procesu.

Rosjanie rozumieją, jaka nauczka płynie z przykładu Rybołowlewa w kontekście wieloletnich, w dużej mierze nieudanych prób Putina, aby zwabić z powrotem rosyjski kapitał z Zachodu. We wtorek wieczorem (6.11) rosyjska ambasada we Francji wydała oświadczenie, w którym zwróciła się z prośbą o informacje na temat zatrzymania Rybołowlewa przez władze Monako, choć jednocześnie stwierdziła, że sam miliarder nie miał styczności z rosyjskimi dyplomatami. Celem komunikatu jest pokazanie, że Rosja jest gotowa bronić swoich obywateli w kłopotach – niezależnie od tego, gdzie postanowili zatrzymać swoje pieniądze – ale na niewiele może to się zdać, jeśli faktycznie szukają pomocy. Jak wielokrotnie Putin podkreślał: Rosjanie są bezpieczniejsi w domu.

Kłopoty Rybołowlewa na Zachodzie prawdopodobnie jeszcze się nie skończyły. Jako że inni bogaci Rosjanie bacznie obserwują jego perypetie, może być to dla nich lekcja mówiąca o tym, że nie jest bezpieczniej trzymać fortunę zakotwiczoną w Rosji; ale że bycie tak widocznym, silnym i skłonnym do niszczenia własnych wrogów jak Rybołowlew może mieć negatywny wpływ na możliwość cieszenia się pieniędzmi na Zachodzie. Pieniądze, już nie tak mile widziane, jak 15, a nawet 5 lat temu, mogą nawet stać się źródłem ich kłopotów.

>>> Czytaj też: USA wprowadzają kolejne sankcje w związku z aneksją Krymu