Dwa dni później Rokicki zostanie zakopany w sekcji dla ubogich na cmentarzu w Lucernie. Nic nie wskazuje na to, by ktokolwiek był obecny na jego pogrzebie. 20 lat później usypany z ziemi kopiec przestanie istnieć, następnie nagrobki zmienione zostaną w trawnik. Po 60 latach, gdy dziennikarze DGP dowiedzą się, kim był Rokicki, nie będzie po nim śladu.

Dziś wiemy już bardzo dużo o działaniach polskiego konsula w Bernie. Policzono, że w ciągu kilkunastu miesięcy 1942 i 1943 r. sfałszował ok. 1000 paszportów Paragwaju, pozostawiając na każdym swój charakterystyczny, trudny do podrobienia styl pisma. Dokumenty te dla wielu Żydów w gettach w Warszawie i Będzinie oraz w niemieckich obozach koncentracyjnych Vught i Westerbork w okupowanej Holandii okazały się przepustką do życia. Zamiast do obozów zagłady, znaczna część trafiła do podobozów dla internowanych, a niektórzy jeszcze w czasie Zagłady zostali wymienieni na Niemców znajdujących się w rękach aliantów.

Odnalazły się nazwiska blisko 400 spośród ok. 800 ocalonych „Paragwajczyków”. Kilkudziesięciu z nich żyje do dziś. Okazało się też, że sprawa paszportów paragwajskich jest znana w literaturze holokaustowej i często występuje we wspomnieniach. Zabrakło w nich miejsca dla jednej osoby: dla ich twórcy. Ocaleni nie poznali tej historii na czas. PRL zamiotła Rokickiego pod dywan, III RP nie zrobiła kwerendy archiwalnej. „Dlaczego nikt nam nie powiedział?” – pytają ostatni żyjący. Bardzo chciałbym umieć na to pytanie odpowiedzieć.

Rokicki umarł dla Polski 13 lat przed tym, zanim po długiej walce zabrał go rak płuc. Na początku lipca 1945 r. zatrzasnął za sobą drzwi sekcji konsularnej polskiego poselstwa w Bernie, odmawiając służby dla nowej, promoskiewskiej władzy. Nie dostał ani odprawy, ani emerytury. Zapewne nigdy nie dowiedział się, że wdzięczni Żydzi napisali list z podziękowaniami, wymieniając jego nazwisko jako jednej z czterech osób, bez których „nie uratowano by setek istnień”. List ten przeleży w archiwum w Londynie ponad 70 lat.

Rokicki po 1945 r. nie pozostawił po sobie wspomnień ani osobistych notatek. Ostatnie pochodzą jeszcze z jego pracy w konsulacie w Bernie w latach 1939–1945, gdy był podwładnym posła Aleksandra Ładosia i jego zastępcy Stefana Ryniewicza oraz przełożonym Juliusza Kühla, żydowskiego współpracownika wojennego poselstwa RP. Razem stworzą nieformalny zespół nazwany później Grupą Berneńską lub – lepiej – Grupą Ładosia. Razem z żydowskimi partnerami Abrahamem Silberscheinem i Chaimem Eissem wyprodukują dokumenty latynoamerykańskie dla co najmniej 4–5 tys. osób, kupując je za pokaźne łapówki (pieniądze są od Żydów i polskiego rządu) od przedstawicieli miejscowej elity prawniczej, konsulów honorowych Paragwaju, Hondurasu i Haiti. Większość z nich to paszporty Rokickiego, reszta to dokumenty wytworzone według stworzonego przezeń wzorca.

Nigdy się tym nie chwalił. O całej akcji wiemy tyle, ile napisała szwajcarska Fremdenpolizei. „Formularze były za każdym razem odbierane od [konsula honorowego Paragwaju Rudolfa] Hügliego i wypełniane przez konsula Rokickiego, a następnie z powrotem przekazywane konsulowi Hügliemu do podpisania” – zeznał przesłuchiwany Juliusz Kühl. „Według dostępnych dokumentów w szeroko zakrojony proceder przekazywania nieprawdziwych zaświadczeń o przynależności państwowej polskim Żydom bardzo mocno byli zaangażowani panowie Rokicki i Kühl” – pisał minister spraw wewnętrznych Edmund von Steiger.

W innym dokumencie policja przyznała, że osobą fałszującą dokumenty był Rokicki (w 2017 r. odnajdzie się notatka Rokickiego, która potwierdzi te przypuszczenia, a także wystawiony przezeń w Bernie legalny polski paszport, na którym pismo jest identyczne jak na paszportach Paragwaju). Po tym jak poseł Ładoś zaszantażował szwajcarskiego ministra spraw zagranicznych zrobieniem skandalu, sprawę wyciszono i utajniono na dziesięciolecia.

Następny ślad po Rokickim zostaje pozostawiony w grudniu 1946 r., ponad rok po tym, jak Polska została „wyzwolona” od Wschodu, a władzę nad nią objął promoskiewski rząd. Policja chce go wyrzucić ze Szwajcarii, bo ma „zastrzeżenia odnośnie do stanu finansowego omawianej osoby” – typowy zwrot, by powiedzieć, że ktoś jest zbyt biedny. Temat ubóstwa Rokickiego będzie stale towarzyszył we wszystkich kolejnych dokumentach. Dotyczy to człowieka, przez którego ręce przewinęły się setki tysięcy franków przeznaczone na łapówki dla „latynoskich” konsulów. Widać, że on i Grupa Ładosia nie zamienili akcji ratunkowej w biznes. Pieniądze za ratowanie